Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

NBP strzela na wiwat

04.10.2011

Trzy interwencje w dwa tygodnie i to w czasie kampanii wyborczej. Źle wróży kolejna interwencja walutowa NBP; osłabiła polskiego złotego zaledwie o 1-2 grosze z 4,41 do 4,39.

Nie było żadnych istotnych powodów do użycia naszych rezerw walutowych, bo złoty w relacji do euro od kilkunastu dni utrzymał się na stabilnym poziomie ok. 4,40 za euro. Czyżby więc realnym powodem było kampanijno-wyborcze zagrożenie w słabnących wynikach finansowych rządzącej ekipy?

W londyńskim city już spodziewają się zmiany premiera na "zielonej wyspie". Ktoś inny może więc w grudniu trzymać w rękach klucz do państwowego skarbca publicznych finansów.

Dzisiejsze interwencje walutowe ze skromnych rezerw walutowych naszego kraju w kwocie zaledwie 74 mld euro wydają się z punktu widzenia ekonomicznego całkowicie bezsensowne i nonszalanckie, chyba że chodzi o efekt polityczny i wydźwięk czysto wyborczy. Dziś to raczej wyrzucanie pieniędzy w błoto, bo prawdziwa bitwa, by złoty znowu nie kosztował 4,90 za euro, rozegra się właśnie w grudniu. Na ten czas trzeba szykować proch i armaty.

Prezes Belka strzela dziś na wiwat i dla postrachu, tyle że dziś pozbywanie się 0,5–1 mld euro to czysta fanaberia ekonomiczna i wypłukiwanie się z rezerw przed bitwą oraz podtrzymanie fikcji o stabilnych fundamentach polskich finansów publicznych. Kogo chroni prezes NBP swoimi interwencjami walutowymi? Drobnych ciułaczy, z których w Polsce aż 60 proc. nie ma żadnych oszczędności, a blisko 90 proc. nie posiada oszczędności walutowych? Może chce ulżyć polskim kierowcom, którzy już płacą blisko 5,30 zł za benzynę, a może jednak daje niewypowiedziane gwarancje kapitałowi spekulacyjnemu, by spokojnie, po godziwej cenie mógł wymienić złote na waluty obce, które kapitał portfelowy właśnie przerzuca do innych regionów świata – nowych eldorado, nie tracąc zbyt wiele na wymianie nad Wisłą?

Z pewnością polski minister finansów J.V.Rostowski, który zmienia nagle wycenę średniego kursu złotego na koniec roku z 3,89 zł za euro do 4,35 za euro i powszechnie o tym informuje rynki i spekulantów walutowych, nie może już być poważnie traktowany w londyńskim City. Przyszedł więc czas na użycie sił nadzwyczajnych w postaci interwencji walutowej NBP. Ta zabawa w wojnę ze spekulantami będzie nas kosztowała w najbliższych miesiącach utratę wielu kolejnych miliardów euro naszych oszczędności. W dwa tygodnie mieliśmy 3 interwencje, a do końca roku jeszcze trzy bite miesiące. Ile będzie musiał wyciągnąć i rzucić na stół prezes NBP, jak dowiemy się, że Grecja ogłasza bankructwo? Miniinterwencje podważają wiarygodność banku centralnego i mają raczej ochronić rządzących, by jeszcze przed wyborami Polacy nie zobaczyli, że król jest nagi i krach za progiem.

Niezalezna.pl/Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK

[fot.sxc.hu]
CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook