Jedynie prawda jest ciekawa

MON kupi polskie śmigłowce?

09.01.2015

Zakłady PZL Mielec oferują polskiemu wojsku śmigłowce. Czy modernizacja polskiej armii będzie szansą dla mieleckiego zakładu?

W trwającym przetargu na dostawę dla polskiej armii 70 śmigłowców zakłady PZL Mielec oferują dwa wyroby S70i Black Hawk oraz S70B Sea Hawk - poinformował prezes firmy Janusz Zakręcki. Dodał, że obie maszyny są wykorzystywane przez armie 28 krajów na świecie.

W przetargu na dostawę dla polskiej armii 70 śmigłowców wielozadaniowych oprócz mieleckiej firmy oferty złożyły także: będące własnością włosko-brytyjskiej grupy AgustaWestland zakłady PZL Świdnik oraz konsorcjum zawiązane przez Airbus Helicopters.

Zdaniem prezesa PZL Mielec, oferowane przez jego firmę maszyny to sprawdzone jednostki, które są wykorzystywane przez 28 krajów na świecie.

"Za tą ofertą stoi ponad 10 mln godzin wylatanych przez te wyroby, prawie 1,5 mln godzin przelatanych w warunkach bojowych. Są to produkty ciągle modernizowane, które mają ciągle duży popyt" - podkreślił Zakręcki.

Black Hawk jest wytwarzany w mieleckich zakładach od 2010 r. Dotychczas wyprodukowano 35 sztuk tych maszyn, które trafiły do 6 krajów na całym świecie. Natomiast Sea Hawk ma powstawać na wspólnej platformie z Black Hawk'em i jest śmigłowcem do zwalczania okrętów podwodnych. W Mielcu maszyna ma być montowana.

Zakręcki zaznaczył, że ważnym atutem mieleckiej oferty jest polonizacja śmigłowca. "Mamy 500 różnych dostawców, z czego 50 dostawców już pracuje na rzecz śmigłowca Black Hawk. Mamy już podpisane listy intencyjne z ośmioma głównymi firmami z Polskiej Grupy Zbrojeniowej o współpracy przy produkcji śmigłowca, jeśli wygramy przetarg. Wstępne listy intencyjne w tej sprawie mamy podpisane z kolejnymi 20 firmami. Więc pełna oferta polonizacyjna będzie przedstawiona" - powiedział prezes PZL Mielec.

Zdaniem Zakręckiego ewentualne wygranie przez PZL przetargu, umocni pozycję zakładu, da pewność produkcji i poziomu zatrudnienia. Dodał, że dodatkowo może powstać kilkanaście nowych miejsc pracy.

"Wygranie przez nas przetargu oznaczać będzie głównie rozwój innych polskich firm przemysłu zbrojeniowego. Będą one bowiem zaangażowane w produkcję śmigłowca, będą naszymi poddostawcami" - powiedział.

Pytany o ewentualną przegraną w przetargu i jak wpłynie to na funkcjonowanie zakładu, prezes PZL Mielec odpowiedział, że niewygranie przetargu będzie źle świadczyć o naszym kraju.

"Wygranie tego przetargu to nie tylko dostawa śmigłowców dla polskiej armii. To też w pewien sposób marketing tego produktu na nasz region. Bo jeśli kraj, w którym jest już produkowany taki dobry wyrób nie wybiera go, to ościenne kraje, w których niedługo będą podobne przetargi, będą się zastanawiać czy to jest rzeczywiście dobry wyrób" - mówił Zakręcki.

Zaznaczył jednak, że koncern Sikorsky zainwestował w PZL ponad 150 mln dolarów i na pewno ewentualna przegrana w przetargu nie będzie miała negatywnego wpływu na to, co się dzieje w Mielcu.

Zakręcki na konferencji odniósł się także do zamieszania związanego z listem prezesa konsorcjum Sikorsky-Mielec do ministra obrony narodowej. W piśmie wysłanym pod koniec października ub. r. konsorcjum oświadczyło, że nie złoży oferty, o ile nie zmienią się wymagania przetargowe. Sikorsky Aircraft Corporation przekonywała, że warunki postępowania może spełnić tylko jeden z uczestników.

W połowie listopada ub. r. Amerykanie wrócili jednak do postępowania, prosząc zarazem o przesunięcie terminu składania ostatecznych ofert. Przedstawiciele Airbus Helicopters zaprotestowali, uznając to za "oczywisty zamiar destabilizacji przetargu".

Prezes mieleckich zakładów podkreślił, że list prezesa konsorcjum Sikorsky upublicznił resort obrony. "Może dobrze się stało, bo to całe zamieszanie prasowe spowodowało zmianę sytuacji, która ostatecznie umożliwiła przygotowanie nam oferty" - dodał Zakręcki.

Tłumacząc powody wysłania listu do MON powiedział, że przed otrzymaniem zaproszenia do złożenia oferty konsorcjum uczestniczyło, tak jak pozostali oferenci, w tzw. dialogu technicznym z MON, który trwał rok.

"W tym dialogu przedstawialiśmy nasz produkt, walory tego produktu. Słuchaliśmy też potrzeb i oczekiwań MON w stosunku do produktu, który zamierza zakupić. I pod koniec maja ub. r. otrzymaliśmy oficjalnie zapytanie ofertowe. Po głębokiej analizie tego zapytania stwierdziliśmy, że to, co w nim jest w dużej mierze odbiega od ducha rozmów, jakie były prowadzone w trakcie dialogu technicznego (#) stąd list prezesa Sikorsky do MON" - mówił Zakręcki.

Jak powiedział prezes PZL Mielec, kilkanaście dni po tym piśmie do firmy wpłynęła z MON "dość znaczna porcja" interpretacji i odpowiedzi na pytania mieleckiego zakładu. "Po głębokiej analizie tych odpowiedzi doszliśmy do wniosku, że nasze konsorcjum złoży ofertę. Czasu było mało i dlatego wystąpiliśmy do MON o przedłużenie terminu. Ten termin został wydłużony i byliśmy w stanie przygotować ofertę" - powiedział.

Podkreślił, że wysłanie listu nie było "zagrywką marketingową" ani "próbą nacisku" na resort obrony, a miał on jedynie informować ministra o tym, że firma nie złoży oferty.

Przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla wojska rozpisano wiosną 2012 r. Początkowo dotyczył 26 śmigłowców, potem rozszerzono go na 70 maszyn. Śmigłowce w wersjach transportowej, bojowych misji poszukiwawczo-ratowniczych oraz morskiej do zwalczania okrętów podwodnych mają być zbudowane z wykorzystaniem jednej wspólnej platformy. MON chce rozstrzygnąć przetarg i podpisać umowę w tym roku.

Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu są największym producentem samolotów w Polsce. W firmie pracuje ponad 2 tys. osób. Zakład produkuje samoloty własnej konstrukcji: M28 Skytruck i M28B Bryza. Kooperuje także z największymi firmami lotniczymi na świecie. Od marca 2007 r. należy do United Technologies/Sikorsky Aircraft Corporation.

TK,PAP
[Fot. PAP/Darek Delmanowicz]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook