Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Jak pracowano nad ustawą hazardową?

29.09.2014

Ustawa o grach hazardowych została uchwalona w ekspresowym tempie w wyniku afery hazardowej, która wybuchła pięć lat temu.

Ustawa, uchwalona w wyniku tzw. afery hazardowej, która wybuchła pięć lat temu, miała zdecydowanie ograniczyć hazard w Polsce. Jednak sposób prac nad nią, uznany przez ekspertów pozarządowych za modelowy przykład złego stanowienia prawa, zaciążył na jej skuteczności.

Właśnie wątpliwości dotyczące niewłaściwego procedowania ustawy zostały podniesione przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości (ETS) jako powód, dla którego polskie sądy mogły rozstrzygać, czy w danym wypadku należy stosować jej przepisy, czy nie. Otworzyło to drogę pozwom i żądaniom odszkodowawczym ze strony przedsiębiorców z branży hazardowej. Spowodowało też ponowny wysyp automatów do gier, którym ustawa miała położyć tamę.

Przebieg prac nad ustawą spotkał się też z miażdżącą krytyką tzw. organizacji strażniczych i ekspertów.

"Odnosząc się do procesu legislacyjnego uważam, że to, co właśnie obserwujemy, gwałci wszelkie standardy demokratycznego państwa prawa" - pisał np. o pracach nad ustawą o grach hazardowych w listopadzie 2009 r. na swoim blogu VaGla.pl prawnik Piotr Waglowski, członek Obywatelskiego Forum Legislacji.

Ustawa o grach hazardowych miała w kompleksowy sposób rozwiązać problem uregulowania tego rynku i zastąpić wielokrotnie nowelizowaną ustawę o grach i zakładach wzajemnych z 1992 r. Miała także stanowić "nowe otwarcie" po kompromitacji związanej z tzw. aferą hazardową, czyli oskarżeniami, że politycy rządzącej Platformy Obywatelskiej ulegli lobbingowi biznesmenów z branży hazardowej i forsowali korzystne dla nich przepisy dotyczące tzw. dopłat, czyli podatku od gier podczas prac nad kolejną nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych.

Afera wybuchła 30 września 2009 roku, gdy CBA poinformowało, że wysłało do naczelnych organów państwa (prezydenta, premiera oraz władz Sejmu i Senatu) informację o zagrożeniu interesu ekonomicznego państwa w związku z przygotowaniem projektu ustawy o zmianie ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Według CBA Skarb Państwa mógł stracić na zmianach w ustawie 469 mln zł. Następnego dnia dziennik "Rzeczpospolita" podał, że za zmianami w ustawie hazardowej korzystnymi dla branży hazardowej lobbowali prominentni politycy PO: szef klubu Zbigniew Chlebowski oraz minister sportu Mirosław Drzewiecki. Na dowód "Rz" opublikowała stenogramy rozmów telefonicznych Chlebowskiego i biznesmenów z branży hazardowej, podczas których sprawa omawiana była bez ogródek.

Po tych publikacjach początkowo Ministerstwo Finansów twierdziło, że kontynuuje prace nad nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych, ale wkrótce ogłoszono, iż rozpoczęły się prace nad zupełnie nową ustawą. Jeszcze w październiku ówczesny premier Donald Tusk przedstawił projekt
założeń do nowej ustawy, która miała prowadzić do stopniowej delegalizacji gier na automatach poza kasynami, wprowadzić zakaz urządzania wideoloterii i skuteczniej walczyć z uprawianiem hazardu wśród osób poniżej 18. roku życia, a za to wyżej opodatkować branżę hazardową.

Premier podkreślał, że podczas prac nad projektem ustawy o grach liczbowych i hazardowych rząd miał dwa główne cele: zlikwidować hazard w najtwardszej, grożącej uzależnieniem wersji i przygotować dobre prawo, które pozwoli skutecznie i stanowczo nadzorować tę branżę. Przyznał, że prace nad projektem "w sposób oczywisty nabrały intensywności po wybuchu sprawy hazardowej" i są konsekwencją założeń, jakie rząd przyjął wiele tygodni wcześniej.

27 października założenia projektu zostały opublikowane w Biuletynie Informacji Publicznej MF, następnie rozpoczęły się konsultacje międzyresortowe i społeczne, a już 6 listopada gotowy projekt został wysłany do Sejmu. Jak skarżyła się wówczas np. Izba Gospodarcza Operatorów i Producentów Urządzeń Rozrywkowych w piśmie skierowanym do Komisji Europejskiej, dano jej tylko 36 godzin na przygotowanie uwag do projektu. Resort finansów tłumaczył jednak pośpiech tym, że ustawa zawiera regulacje dotyczące podatków, więc chodzi o to, by weszła ona w życie przed nowym rokiem.

Zarzuty nadmiernego pośpiechu przy procedowaniu ustawy zgłaszali jednak nie tylko przedstawiciele firm hazardowych, ale również sejmowi prawnicy.

17 listopada Biuro Analiz Sejmowych zgłosiło zastrzeżenia do rządowego projektu, zwracając uwagę, że przedstawiony przez rząd projekt wprowadza "istotne zmiany" w Kodeksie karnym, Kodeksie karno-skarbowym i Kodeksie karno-wykonawczym. "Należy uznać, że właściwym byłoby rozpatrzenie jej przez Sejm w tzw. trybie kodeksowym (określonym w Regulaminie Sejmu - PAP)" - podkreśliło BAS w swojej analizie. Zgodnie z Regulaminem Sejmu pierwsze czytanie projektu zmian kodeksu "może się odbyć nie wcześniej" niż dwa tygodnie od doręczenia posłom druku projektu.

Pierwsze czytanie projektu rządowego odbyło się we wtorek, a projekt został złożony w Sejmie w czwartek w tym samym tygodniu. Ponadto - według regulaminu - drugie czytanie projektu "może odbyć się nie wcześniej" niż dwa tygodnie od dnia doręczenia posłom sprawozdania komisji. "Niedochowanie powyższych przepisów mogłoby ewentualnie narazić ustawę na niezgodność z konstytucją w wyniku naruszenia przez Sejmu zasady legalizmu (art. 7 konstytucji)" - uznali sejmowi prawnicy.

Pomimo tych zastrzeżeń 19 listopada ustawa została uchwalona przez Sejm, a Senat nie zgłosił do niej uwag. Wobec braku uwag ze strony Senatu prezydent mógł podpisać ustawę już 26 listopada z terminem wejścia w życie określonym na 1 stycznia 2010 r. Ówczesny prezydent Lech Kaczyński ustawę podpisał, ale skierował ją jednocześnie do Trybunału Konstytucyjnego, mając zastrzeżenia m.in. odnośnie ekspresowego trybu uchwalania zmian i nieprecyzyjnej terminologii.

Właśnie ze względu na szybki przewidywany termin wejścia w życie przepisów regulujących hazard, jeszcze na jesieni normy techniczne podlegające uprzedniemu przekazaniu Komisji Europejskiej zdecydowano się przenieść do osobnej ustawy, nowelizującej nieuchwaloną jeszcze ustawę hazardową
oraz niektóre inne ustawy, w tym przepisy nowelizujące Prawo telekomunikacyjne. Projekt przewidywał, że tylko zarejestrowane w Polsce firmy bukmacherskie, działające oraz płacące podatki w kraju, będą mogły urządzać zakłady wzajemne za pośrednictwem internetu. Jednak poza przepisami
regulującymi hazard w internecie, przygotowywany przez resort finansów projekt ustawy zawierał kontrowersyjny projekt Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, do których dostęp miał być w Polsce blokowany.

"Można zatem powiedzieć, że z inicjatywy Ministerstwa Finansów rząd oficjalnie zaproponował utworzenie Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Teraz czekam, aż Ministerstwo Rolnictwa zaproponuje jakieś rozwiązania w zakresie międzygalaktycznej dyplomacji (i skonsultuje je ze zwyczajowo przyjętymi w tym resorcie partnerami)" - pisał na swoim blogu Piotr Waglowski, protestując przeciw temu, że projekt zakładający blokowanie stron i usług elektronicznych początkowo nie został w ogóle skonsultowany z organizacjami i urzędami zajmującymi się technologiami teleinformatycznymi (ICT).

Według niego Urząd Komunikacji Elektronicznej, który miał nadzorować Rejestr, dowiedział się o projekcie tego samego dnia, w którym ogłoszono go w BIP resortu finansów, prosząc o przysyłanie uwag. Dopiero UKE poprosiło o dodatkowe konsultacje środowiska techniczne ICT. Projekt upubliczniono w piątek, 13 listopada, a termin na zgłaszanie uwag mijał 19 listopada, czyli tydzień później.

Jak relacjonuje przebieg procesu legislacyjnego nad tą ustawą Helsińska Fundacja Praw Człowieka, projekt z 13 listopada zastąpiono następnie nowym z 7 grudnia 2009 r., który zawierał różne warianty poszczególnych przepisów oraz przepisy nowelizujące jeszcze wówczas nieuchwaloną ustawę z 10 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

"Wadliwość sposobu procedowania, +ukrywanie+ zmian istotnych dla praw i wolności człowieka w nowelizacjach ustawy zupełnie z tematyką niezwiązanej, pozorowanie konsultacji społecznych spotkały się ze zdecydowaną i ostrą krytyką zarówno podmiotów, którym oficjalnie przedstawiono projekt do konsultacji społecznych, jak również innych, pominiętych przez rząd organizacji", napisała Helsińska Fundacja Praw Człowieka (HFPC) o tym etapie prac legislacyjnych.

Przedstawiona w projekcie propozycja blokowania stron internetowych wzbudziła ogromne kontrowersje i ostatecznie podczas burzliwego spotkania z internautami i blogerami w lutym 2010 r. premier Donald Tusk zadeklarował, że rząd rezygnuje z pomysłu wprowadzenia Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. W maju 2011 Sejm uchwalił nowelizację ustawy hazardowej zezwalającej na organizację zakładów wzajemnych przez internet, jednak bez blokowania stron firm, które nie przestrzegają polskich przepisów.

Interpretacja przepisów samej ustawy o grach hazardowych, jak i jej nowelizacji z maja 2011 r. stały się przedmiotem licznych wątpliwości i procesów przed sądami polskimi oraz Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości.

Jak podsumowała prace nad ustawą HFPC, wady pojawiają się wtedy, gdy proces legislacyjny cechuje nadzwyczajny pośpiech, aroganckie traktowanie partnerów społecznych w procesie konsultacji społecznych lub pozorowanie takich konsultacji, ignorowanie niekorzystnych opinii prawnych, nierzetelne przygotowywane oceny skutków regulacji i oceny zgodności z przepisami unijnymi jak również standardami Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Uchwalonej po tzw. aferze hazardowej restrykcyjnej ustawie nie udało się zdecydowanie ograniczyć dostępu do hazardu w Polsce; chaos na polskim rynku gier hazardowych trudno jednak będzie uporządkować i objąć podatkami, m.in. przez niejasne europejskie prawo - uważają eksperci.

"Mamy w Polsce zamieszanie wokół regulacji gier hazardowych, ale nie jest to tylko nasza specyfika. Podobnie jest także w kilku innych krajach europejskich. Problem w tym, że jeśli chodzi o uregulowanie rynku hazardowego, to dużo niejasności jest także na poziomie europejskim" -  powiedział PAP mecenas Arkadiusz Rumiński, specjalista od prawa hazardowego z kancelarii Noerr.

Jak mówił, europejskie prawo dotyczące hazardu nie jest zharmonizowane. Uznaje się, że jest to kwestia kulturowa, religijna czy moralna i każde państwo ma prawo chronić swoich obywateli przed hazardem w taki sposób, jaki uważa za stosowny.

Jednocześnie jednak państwa członkowskie nie mają zupełnej swobody w regulacji tej materii. Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu wielokrotnie podkreślał w wyrokach, że także w tej sferze państwo musi działać zgodnie z ogólnymi zasadami prawa europejskiego, np. nie może
dyskryminować podmiotów z innych państw członkowskich. Istnieje więc konieczność uwzględnienia i wyważenia zróżnicowanych interesów, które uzasadniałyby ingerencję ustawodawcy w zasadę swobody działalności gospodarczej.

Na te niejasności nałożyły się, zdaniem ekspertów, zaniedbania popełnione przy uchwalaniu pięć lat temu w ekspresowym tempie polskiej ustawy o grach hazardowych. Ustawa ta, przygotowana w cieniu tzw. afery hazardowej, w której padały oskarżenia o uleganie nielegalnemu lobbingowi branży
hazardowej, miała zdecydowanie ograniczyć dostęp do gier hazardowych w Polsce. Ściśle uregulowano w niej kwestie urządzania gier hazardowych, reglamentując m.in. miejsca ustawiania popularnych przed 2009 r. automatów do gier hazardowych, czyli tzw. jednorękich bandytów, do salonów gier i kasyn. Ustawa miała także zezwolić na urządzanie gier w internecie tylko polskim firmom.

W sukurs przedsiębiorcom z branży przyszedł jednak wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu, który orzekł, że przepisy ustawy stanowią potencjalnie tzw. przepisy techniczne i należało o ich wprowadzeniu poinformować Komisję Europejską, czego polski rząd nie zrobił. Decyzję, czy w konkretnym wypadku chodzi o przepisy techniczne, czy nie, Trybunał pozostawił jednak sądom polskim.

"Po tym wyroku pojawiły się rozbieżne interpretacje. Część przedsiębiorców uznała, że ustawa nie obowiązuje, więc jak grzyby po deszczu zaczęły się pojawiać nowe automaty. Ustawiano je bez zezwoleń, bo tych na mocy nowej ustawy już nie wydawano, ale w oparciu o ustawę o swobodzie
prowadzenia działalności gospodarczej: na zasadzie skoro można zakładać sklepy spożywcze, to można zakładać i punkty gier" - powiedział PAP Jacek Fundowicz, ekspert z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Jak mówił, celnicy, którzy odpowiadają za kontrolę hazardu, początkowo zajmowali takie automaty jako nielegalne, ale w związku z wątpliwościami prawnymi zaczęły się pojawiać wyroki sądowe, które nakazywały oddawanie tych automatów i wypłacanie odszkodowań ich właścicielom. Skutkiem tego - wskazał - entuzjazm do walki z nielegalnym hazardem opadł.

"Na tym chaosie bardzo traci budżet państwa" - wskazał ekspert. Jak mówił, pod rządami starej ustawy o grach i zakładach wzajemnych obowiązywał bowiem - obok normalnego CIT i VAT - także tzw. podatek od gier. Według niego ci właściciele salonów gier i kasyn, którzy w swoim mniemaniu działają na podstawie ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, o ile w ogóle płacą jakieś podatki, to ograniczają się tylko do CIT i VAT.

"Szacujemy, że gdyby ci, którzy płacą jakieś podatki, ale nie płacą podatku od gier, płacili go, to zysk dla budżetu wyniósłby ponad 800 mln zł rocznie" - mówił Fundowicz.

Obok bałaganu na rynku automatów do gier, eksperci wskazują też na ogromną szarą strefę w hazardzie internetowym.

"Winny temu stanowi rzeczy jest m.in., choć oczywiście nie wyłącznie, przepis ustawy o grach hazardowych, który mówi, że takie usługi mogą oferować tylko przedsiębiorstwa prowadzący działalność w formie spółki akcyjnej albo z o.o., posiadający siedzibę na terenie Rzeczpospolitej Polskiej. Ten przepis jest w oczywisty sposób niezgodny z traktatem UE w zakresie swobody przedsiębiorczości" - uważa dr Maria Lewandowicz z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego i autorka książki "E-hazard. Studium z komparatystyki prawniczej".

Jak powiedziała PAP ekspertka, z prawa unijnego i wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wynika, że państwa członkowskie mają prawo ograniczać dostęp przedsiębiorców do świadczenia takich usług na terytorium swojego państwa, ale ograniczenia te muszą spełniać pewne warunki, czyli muszą być konieczne, proporcjonalne, o niedyskryminującym charakterze i spójne z dotychczas prowadzoną polityką hazardową.

"Nie może być tak, że polska strona internetowa, za pośrednictwem której oferuje się usługi hazardowe nie jest dla obywateli szkodliwa, a niemiecka już tak" - mówiła dr Lewandowicz.

Receptą na ten stan rzeczy ma być przygotowywana przez Ministerstwo Finansów nowelizacja, która złagodzi ten przepis i umożliwi oferowanie usług hazardowych przez internet przez przedsiębiorców transgranicznych. W ten sposób ustawa ma stać się zgodna z prawem UE.

Zdaniem dr Lewandowicz jest duża szansa, że dopuszczenie na polski rynek legalnych dostawców z zagranicy zmniejszy szarą strefę, gdyż będą oni woleli działać legalnie niż narażać się na spory z państwem polskim.

"Jednak aby to się stało, zmiany musiałyby być bardzo szerokie i wiązać się z jakimś złagodzeniem obciążeń podatkowych, by opłaciło się działać legalnie, a na to się nie zanosi" - oceniła Lewandowicz.

Ponadto, jak wskazują eksperci, zmiana wadliwych przepisów nie rozwiąże problemu do końca.

"Nowelizacja, nawet jeśli wypełni już wszystkie wymogi związane z prawem UE, zmieni sytuację przed polskimi sądami tylko w odniesieniu do przyszłości i nie będzie odnosiła się do roszczeń z lat 2010-2014" - zauważył Arkadiusz Rumiński. Te pozostaną nadal do rozstrzygnięcia.

Tymczasem w polskich sądach, w tym w Trybunale Konstytucyjnym jest sporo zapytań i wniosków związanych z ustawą hazardową, podobnie jak w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości.

"Nie łudziłbym się, że jeden wyrok któregoś z sądów przetnie wątpliwości" - ocenił Rumiński. W sprawie obowiązywania przepisów ustawy o grach hazardowych z 2009 r. wypowiadał się już Trybunał Konstytucyjny, Naczelny Sąd Administracyjny, Sąd Najwyższy i Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu, ale końca tych spraw nie widać.

"W tej chwili mamy do czynienia z +wolną amerykanką+, czemu nie ma się co dziwić, bo skąd przedsiębiorca ma wiedzieć, do jakich przepisów się stosować" - podsumował Fundowicz.

Ustawa o grach hazardowych została uchwalona w ekspresowym tempie w wyniku afery hazardowej, która wybuchła pięć lat temu. Po kompromitacji związanej z oskarżeniami o uleganie branży hazardowej przy tworzeniu poprzedniej ustawy o grach i zakładach wzajemnych, nowe prawo bardzo restrykcyjnie regulowało możliwość urządzania gier hazardowych, ustawiania automatów do gier poza salonami i kasynami czy dostęp do hazardu przez internet. Utworzono wówczas także Fundusz Rozwiązywania Problemów Hazardowych, który miał finansować edukację i badania uzależnień, a pieniądze pozyskiwał z tzw. dopłat, czyli podatku od hazardu.

"Ustawa rzeczywiście miała duży wpływ na świadomość ludzi, pokazała, że istnieje taki problem. Przed jej powstaniem w terapii ani badaniach prawie nie zajmowano się tzw. uzależnieniami behawioralnymi, do których należy uzależnienie od hazardu, ale także np. seksoholizm, uzależnienie
od gier komputerowych, etc. Dopiero dzięki niej zaczęło się coś dziać" - powiedział PAP specjalista terapii uzależnień z Centrum Leczenia Uzależnień "Familia" w Gliwicach Jacek Chałubiński. Jak mówił, Polska jest dopiero na początku badań nad terapią i profilaktyką w tej dziedzinie i w tej chwili ciągle jeszcze korzystamy głównie z narzędzi wypracowanych za granicą, które jednak nie uwzględniają polskiej specyfiki.

"Podobnie było u nas z leczeniem narkomanii: w 1985 roku w ogóle nic się nie działo, po 1989 r. robiono wszystko na oślep, a dopiero potem pojawiły się lepsze narzędzia" - mówił Chałubiński.

Także zdaniem Bogusława Habrata, kierownika Zespołu Profilaktyki i Leczenia Uzależnień Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, programy terapii patologicznego hazardu i nałogów behawioralnych przed 5 laty były nieliczne, a dopiero dzięki środkom z ustawy hazardowej zwiększyło się zainteresowanie nimi, a co za tym idzie: "zwiększyła się ich liczba i, prawdopodobnie, poprawiła się ich jakość".

"Nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie natura tzw. nałogów behawioralnych jest niedostatecznie poznana, wyniki badań nad skutecznością różnych form terapii są niejednoznaczne, co utrudnia wspieranie programów" - powiedział PAP Habrat.

Habrat jest też zdecydowanie przeciwny likwidacji lub zmniejszeniu Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych. Jego funkcjonowanie w aktualnej formie postulowały niedawno Najwyższa Izba Kontroli oraz Ministerstwo Zdrowia, powołując się m.in. na problemy z wydatkowaniem pieniędzy przez Fundusz. Wykorzystywanie środków jest coraz lepsze: coraz więcej podmiotów aplikuje o nie, obserwuje się również skok jakościowy większości aplikacji.

Jak przekonuje ekspert, Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii, które jest dysponentem Funduszu z ramienia ministra zdrowia, słusznie postawiło w pierwszym etapie na opracowanie aktualnego stanu wiedzy naukowej o zagadnieniach patologicznego hazardu i innych nałogów
behawioralnych. Stało się to podstawą wykreowania nowoczesnej polityki grantowej opartej na danych naukowych: wspierania, zwiększania i rozpowszechniania wiedzy, wspierania programów opartych o naukę i doświadczenia, a także do identyfikacji i integracji rozproszonych osób i instytucji zajmujących się problemami patologicznego hazardu i tzw. "nałogów behawioralnych". Początkowo - jak mówił - "w sytuacji zaczynania praktycznie od zera, trudno było zagospodarować spore środki Funduszu, jednak z roku na rok zwiększa się liczba aplikujących zarówno o granty naukowe jak i wspieranie programów profilaktycznych i terapeutycznych".

Zdaniem Habrata z wyjątkiem patologicznego hazardu, inne tzw. nałogi behawioralne nie pociągają za sobą tak poważnych konsekwencji jak używanie tytoniu, alkoholu i narkotyków. Budzą one jednak niewspółmierne zaniepokojenie społeczne i nawet tylko z tego powodu nie należy ich o bagatelizować.

"Warto to zjawisko obserwować i trzymać rękę na pulsie" - powiedział Habrat. Tym bardziej, iż jak pokazały doświadczenia z ośrodków leczenia odwykowego, uzależnienia od substancji i nałogi behawioralne często występują wspólnie i np. duży odsetek osób uzależnionych od alkoholu ma także
problemy z hazardem.

Choć zarówno Habrat, jak i Chałubiński nie chcą wypowiadać się na tematy wykraczające poza terapię, oceniają, że drugiego celu ustawy, czyli ograniczenia dostępu do hazardu, nie udało się osiągnąć.

"Choć automaty generalnie zniknęły ze sklepów spożywczych czy barów, to pojawiło się w ich miejsce bardzo dużo salonów gier, do których przychodzi wielu graczy, przeważnie ludzi biednych, często uzależnionych od alkoholu oraz młodych ludzi, którzy liczą na szybkie wzbogacenie się" - mówił Chałubiński, który prowadzi także terapie dla uzależnionych od alkoholu.

Jak ocenił, dodatkowo w przeciwieństwie właśnie do właścicieli sklepów z alkoholem, którzy często współpracują z terapeutami, by ograniczyć skutki nałogu, właściciele salonów nie są taką współpracą w ogóle zainteresowani.

"Wbrew napisowi +dozwolone od lat 18+ nie sprawdzają oni także pełnoletniości graczy" - powiedział Chałubiński. Z jego doświadczeń wynika także, że policja również nie przykłada dużej wagi do kontroli takich lokali.

Obaj eksperci sceptycznie odnieśli się zarazem do prób bardzo restrykcyjnego podejścia do hazardu.

"U nas polityka wobec wielu zagadnień społecznych opiera się nierzadko na tzw. +zdrowym rozsądku+, który często okazuje się złym doradcą. Błędem takim są postawy prohibicyjne i naiwne myślenie, że jak się czegoś zakaże, to tego nie będzie. Tymczasem bez naukowych symulacji, a często i nawet opierając się na nich, nie można przewidzieć wszystkich skutków wywołanych jedynie restrykcjami" - powiedział Habrat.

Poza tym - wskazali eksperci - dochodzi problem tego, czy państwo powinno odmawiać dorosłym ludziom prawa do gier hazardowych, jeśli sami ponoszą tego konsekwencje.

"Oczywiście hazard niesie za sobą niebezpieczeństwa i ekonomiczne, i psychiczne, czyli np. depresje i próby samobójcze. Ale ograniczanie ludzi, by nie robili głupstw, jest raczej domeną państw totalitarnych, nie demokratycznych" - uznał Habrat. Jak zauważył, do tego dochodzi też pytanie o skuteczność takich zakazów, gdyż "w dzisiejszych warunkach modelowanie ludzkich zachowań jest bardzo trudne, bo jest duże przyzwolenie na indywidualne sposoby przeżywania życia".

Podobne zdanie wyraził Chałubiński. "Zakazywanie nic nie przyniesie, bo i tak pojawi się czarny rynek, czego przykładem jest prostytucja. Poza tym gracze zmieniają tylko formę gry, np. przerzucają się z automatów na gry komputerowe" - ocenił.

Zdaniem obu specjalistów ważniejsze od zakazów są programy profilaktyczne i informacyjne, zwłaszcza skierowane do dzieci i młodzieży na poziomie szkół podstawowych, i to na nich powinny skupić się działania władz. "W przeciwieństwie do zakazów antyhazardowe programy profilaktyczne działają, widać to choćby na przykładzie USA" - podsumował Chałubiński.

PAP/Wuj

fot. freeimages.com
Słowa kluczowe:

ustawa

,

hazard

,

afera hazardowa

,

sejm

Warto poczytać

  1. renciutka 02.12.2016

    Renty i emerytury będą powszechne i odczuwalne

    Sejm uchwalił ustawę, która podwyższa od 1 marca 2017 r. najniższą emeryturę i rentę do 1 tys. zł.

  2. mid-16b30216 02.12.2016

    Prezydent podpisał ustawę o Krajowej Administracji Skarbowej

    Służba celna, administracja podatkowa i kontrola skarbowa zostaną 1 marca 2017 r. skonsolidowane i przekształcone w Krajową Administrację Skarbową.

  3. Lochajs 02.12.2016

    Sejm pracuje nad nowelizacją Prawa łowieckiego

    Posłowie zdecydowali, by projekt noweli Prawa łowieckiego skierować do sejmowych komisji środowiska i rolnictwa; nie zgodzili się na odrzucenie go w pierwszym czytaniu.

  4. sejm33 02.12.2016

    Jest nowela ws. nabywania nieruchomości przez cudzoziemców

    Dzięki ustawie szef MSWiA będzie mógł uzyskiwać pełniejsze informacje o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców.

  5. poroidudaoopaluSI 02.12.2016

    Gazociąg OPAL. Duda i Poroszenko krytykują decyzję KE

    "Uważamy, że decyzję tę trzeba zrewidować, rozumiejąc zarazem, że krok ten może być bardzo trudny i bolesny. Zobowiązujemy się bronić naszych wspólnych interesów".

  6. mid-16b30092 01.12.2016

    Arrinera Hussarya GT - polskie Ferrari

    Zaprojektowany w Polsce samochód wyścigowy Arrinera Hussarya GT zaprezentowali przed Ministerstwem Rozwoju w Warszawie twórcy tego auta. W wydarzeniu uczestniczył wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki, który siadł za kierownicą wyścigówki.

  7. e-reader-1213214960720 01.12.2016

    KE proponuje niższy VAT m.in. na e-booki

    KE zaproponowała nowe zasady dotyczące VAT w sektorze e-handlu, które umożliwią objęcie elektronicznych wydań książek i gazet obniżoną stawką tego podatku.

  8. IMG4419 01.12.2016

    Rafalska: Większe wydatki na 500+ nie budzą niepokoju

    Patrząc na skale tego programu, większe o 2 proc. wydatki przy funkcjonowaniu programu, to nie jest duża zmiana".

CS137fotMINI

Czas Stefczyka 137/2016

PDF (5,39 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook