Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Co z tym gazem?!

04.04.2015

Kolejne złoża gazu mogą stać się naszą narodową szansą. Pod warunkiem, że nie podzielą losu gazu z łupków pod rządami Platformy Obywatelskiej...

Gaz zamknięty, czyli tzw. thigt gas w piaskowcach w zachodniej Polsce nie zmieni naszej sytuacji energetycznej. Eksperci przestrzegają - nie powtórzmy gorączki z lat 2011 - 2013 r. kiedy dzięki łupkom mieliśmy stać się gazowym eldorado.

Nawet ponad 150 mld m sześc. wydobywalnego gazu tzw. zamkniętego może znajdować się trzech wielkich polskich kompleksach geologicznych w zachodniej Polsce - wynika z raportu zaprezentowanego w połowie marca przez Państwowy Instytut Geologiczny. Autorzy raportu i wiceszef resortu środowiska pełniący funkcję Głównego Geologa Kraju Sławomir Brodziński od razu jednak zastrzegli, że to szacunki hipotetyczne, choć oparte o naukowe analizy. "Te dane są optymistyczne, ale spójrzmy na nie chłodnym okiem - mówił wiceminister podczas prezentacji raportu.

Tej wstrzemięźliwości trudno się dziwić. W 2011 r. Polskę zelektryzowała informacja podana przez amerykańską Agencję ds. Informacji o Energii (EIA), że na naszym terytorium może znajdować się nawet 5,3 bln m sześc., gazu w łupkach. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że roczne polskie zużycie to ok. 15 mld m sześc., szacunki amerykańskiej instytucji mogły przyprawić o zawrót głowy. Taka ilość surowca - jak szybko wyliczono - mogła zaspokoić zapotrzebowanie Polski na 300 lat. Szczególnie w sytuacji, w której dwie trzecie potrzebnego nam gazu sprowadzamy od nie zawsze przewidywalnego wschodniego sąsiada.

Dzięki inwestycjom w przemysł łupkowy w Polsce miały powstać tysiące nowych miejsc pracy, politycy - z ówczesnym premierem Donaldem Tuskiem na czele zapewniali, że zamknięte w łupkowych skałach bogactwo stanie się gwarancją naszych przyszłych emerytur. W kolejce po koncesje na poszukiwania gazu łupkowego do resortu środowiska ustawiły się największe światowe potęgi - m.in. Chevron, Conoco Inc., ExxonMobil, Talisman i Marathon Oil.

Dwa lata później EIA zmieniła szacunki - gazu w polskich łupkach miało być ok. 4,2 bln m sześc, czyli o 20 proc. mniej niż w 2011 r. To jednak i tak dużo więcej niż szacunki, jakie w marcu 2012 roku przedstawił Państwowy Instytut Geologiczny, który podał, że wydobywalne zasoby gazu ziemnego z formacji łupkowych to maksymalnie na 1 bln 920 mld m sześc., z zastrzeżeniem, iż najbardziej prawdopodobny przedział to 346-768 mld m sześć. Eksperci jednak podkreślali, że ocena rzeczywistego potencjału polskich złóż łupkowych wymaga czasu i wykonania dużej liczby odwiertów próbnych.

Przedłużające się prace nad ustawą regulującą wydobycie tego surowca, pomysły opodatkowania łupków, wreszcie - sytuacja na rynku ropy naftowej spowodowały, że z Polski zaczęły wycofywać się wielkie koncerny. Obecnie na placu boju zostały właściwie już tylko polskie firmy - PGNiG, Orlen i Lotos.

- Dla poszukiwań gazu łupkowego w Polsce niezbyt szczęśliwe było tak wielkie zainteresowanie medialne i polityczne. Jeśli działalność gospodarcza jest zbyt blisko polityki, to nie jest to dla niej najlepsza sytuacja. Zabrakło zrozumienia, że proces dokumentowania złóż gazu to bardzo żmudna praca, która nie ma momentów przełomowych. Oczekiwano szybkich rozstrzygnięć - mówił ekspert Instytutu Studiów Energetycznych Paweł Poprawa.

Po opublikowaniu danych dotyczących thigt gazu przez polskie media przetoczyła się dyskusja, czy znowu mamy do czynienia z gazowa bańką i czy znów możemy śnić o gazowym eldorado. Eksperci nie mają jednak wątpliwości - nie. Po pierwsze - jak podkreślają - nie jest to żaden nowy gaz, o tym że w Polsce występuje wiadomo od dawna. Po drugie - jak mówi ekspert rynku Andrzej Szczęśniak - ­zasoby, które wyliczyli są właściwie bardzo skromne w porównaniu np. z szacowanymi zasobami gazu konwencjonalnego. Ekspert przestrzega, by nie powtarzać sytuacji z lat 2011 - 2013.

- Jesteśmy na po łupkowym kacu. Cała ta gorączka opadła praktycznie do zera, nie mamy ani jednego otworu, który by działał - powiedział. Dodał jednak, że jeśli znajdzie się jeden dobry odwiert, z którego popłynie gaz w dużych ilościach, temat wróci. Wyraził nadzieję, że media, opinia publiczna i politycy zachowają rozsądek.

Tight gas, podobnie jak gaz z łupków, niczym nie różni się od gazu wydobywanego ze złóż konwencjonalnych. Składa się głównie z palnego metanu.

-Faktycznie różni się miejscem występowania i sposobem wydobycia. Gaz powstał z materii organicznej miliony lat temu i przeemigrował do skał o niskich porowatościach, w których został uwięziony (w przypadku złóż typu tight gas) lub w trakcie migracji napotkał naturalną pułapkę uszczelnioną, w której to jego nagromadzenie utworzyło złoże konwencjonalne - wyjaśnia zastępca dyrektora ds. wsparcia prac geologicznych w PGNiG Maciej Nowakowski.

Oczywiście, najprościej wydobywa się gaz ze złóż konwencjonalnych. Mają one najlepsze porowatości, a gaz wydobywa się pod własnym ciśnieniem. W przypadku gazu niekonwencjonalnego, wydobycie trzeba wspomóc. Służy do tego metoda szczelinowania. Dzięki niej gaz uwalniamy tak, by znalazł drogę do otworu.

W przypadku gazu z łupków trzeba wiercić wiele otworów horyzontalnych (w poziomie) oraz wspomagać wydobycie szczelinowaniem, czyli wprowadzaniem do odwiertu płynu, który składa się przede wszystkim z wody. Ma to pomóc rozbić skałę tak, by powstały w niej szczeliny i gaz mógł swobodnie dopłynąć do otworu. W przypadku tight gazu, owe skały to piaskowce, w których jest on zgromadzony w porach między ziarnami, ale nie ma swobodnej drogi migracji. Dlatego, by mógł dopłynąć do otworu, trzeba go wspomóc szczelinowaniem. W przypadku skał tight gazowych zabiegi szczelinowania nie są - jak wyjaśnia Nowakowski - tak "wielkoskalowe", jak w przypadku łupkowych i nie zużywa się tak dużych ilości wody.

Pierwsze odwierty w poszukiwaniu gazu zamkniętego wykonano w USA kilkadziesiąt lat wcześniej niż w przypadku gazu łupkowego. W Europie pierwszy taki odwiert przeprowadzili Niemcy już w 1961 r. Dziś gaz zamknięty w USA stanowi ok. 30 proc. wydobycia. Od 20 lat jest eksploatowany w Niemczech, Holandii, Rosji i Argentynie.

- PGNiG od bardzo wielu lat prowadzi podobne zabiegi, dla nas nie jest to żadna nowość; od 20 - 30 lat szczelinuje się otwory w mniej przepuszczalnych piaskowcach - dodaje Nowakowski.

Jak mówił w niedawnym wywiadzie dla PAP wiceprezes PGNiG Zbigniew Skrzypkiewicz, w tym roku spółka wykonała już dwa szczelinowania w poszukiwaniu tight gazu. Chodzi o odwiert Pniewy4 i Boruja. - Te odwierty szczelinowaliśmy w styczniu i w lutym 2015 r. W obu przypadkach początkowy przypływ gazu był bardzo mały albo pomijalnie mały, a po szczelinowaniu w przypadku odwiertu Pniewy-4 mamy przepływ 100-150 m sześc. na minutę. To jest już dobry wynik - mówił.

Jak dodaje Nowakowski złóż tight gazowych szuka się tak samo jak złóż konwencjonalnych czy w łupkach. - Nie ma zbytniej różnicy - wyjaśnia.

Najpierw prowadzone są prace sejsmiczne, czyli wzbudza się falę sejsmiczną, która przechodzi przez kolejne warstwy skalne. Na każdej warstwie skalnej fala się odbija i jest rejestrowana na powierzchni, dzięki czemu otrzymujemy obraz tego co jest we wnętrzu ziemi. Na podstawie tego obrazu geofizycy i geolodzy interpretują, czy dany obszar jest perspektywiczny czy nie. Jeśli tak, to następnym etapem jest wiercenie, którego wyniki mają potwierdzić słuszność założeń geologów. Po odwierceniu otworu pobierane są próbki skalne czyli tzw. rdzenie, które poddawane są analizie. Jeśli zostanie stwierdzone występowanie gazu w ilościach opłacalnych do eksploatacji, to przystępuje się do zagospodarowywania złoża i budowy kopalni.

Zainteresował Cię artykuł? Śledź nas na Facebooku!


PAP/JKUB

[fot. premier.gov.pl/ Krzysztof Mystkowski/KFP]
CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook