Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Były prezes PZU Życie znów skazany

13.03.2014

Na 2 lata więzienia w zawieszeniu na cztery lata i 10 tys. zł grzywny został skazany Grzegorz W., były prezes PZU Życie za zlecenie podrzucenie w 2004 r. amfetaminy w samochodzie Piotra Adamczyka, szefa VII NFI - informuje portal tvp.info. Uznani za pomocników byłego prezesa - jego ojciec Michał W. oraz znajomy z celi Michał W. - usłyszeli wyroki 32 miesięcy w zawieszeniu oraz grzywny w wys. 7,5 tys. zł. W. był prezesem PZU Życie w czasie rządów AWS.

Wyrok w sprawie przeciwko Grzegorzowi W. zapadł 10 lutego, jednak nikt o nim nie informował opinii publicznej. Wolski sąd rejonowy uznał, że Grzegorz W. zlecił podrzucenie narkotyków w samochodzie Piotra Adamczyka, szefa VII NFI. Spisek miał się zawiązać w lutym 2004 r. na spacerniaku aresztu na Białołęce, w którym przebywał właśnie W. podejrzany o działanie na szkodę PZU Życie oraz narażenie jej na170 milionów złotych strat. Grzegorz W. miał się poskarżyć Michałowi W. (sąsiadowi z celi), że „figuranci” w kontrolowanych przez niego spółkach i NFI przejęli władzę, usuwają jego ludzi i odcinają biznesmena od zysków. Dlatego chciał uderzyć w nielojalnych współpracowników, kompromitując jednego z nich.

Według Michała W. , na pomysł podrzucenia narkotyków Adamczykowi wpadł były policjant Robert B., który również przebywał wówczas na Białołęce. W marcu 2004 r. Michał W. i Robert B. odzyskali wolność i spotkali się w jednej z warszawskich restauracji z ojcem W. - Michałem. Starszy mężczyzna miał im pokazać gryps od syna, w którym były prezes PZU Życie miał domagać się podłożenia w samochodzie Adamczyka pół kilograma amfetaminy. Zdaniem prokuratury, byli kompani Grzegorza W. z aresztu, zgodzili się na wykonanie zlecenia za 50 tys. dolarów

Zdaniem mediów, Robert B. wziął na siebie znalezienie bezpośrednich wykonawców „roboty”. Zamiast obiecanych 500 gramów amfetaminy zakupił nieco ponad 100 g. B. miał także zapewniać Grzegorza W., że skompromitowaniem „celu” zajmą się jego koledzy z policji. Jednak na wykonawców wybrał dwóch złodziei samochodów z Wołomina. To oni później opowiedzieli śledczym jak wyglądała cała operacja.

20 maja 2004 roku po godz. 2 w nocy dwaj złodzieje pojawili się przed domem Adamczyka. Sforsowali ogrodzenie i wrzucili przez okno paczkę z narkotykiem na tylne siedzenie samochodu prezesa NFI. Następnie z budki telefonicznej zadzwonili na policję, informując o podłożeniu bomby w aucie Adamczyka.

Policjanci, którzy przyjechali na miejsce, obejrzeli pojazd i nie znaleźli niczego podejrzanego. Prezes pojechał więc następnego dnia do pracy i gdy wychodził z auta, odkrył pakunek na tylnym siedzeniu. Gdy go ruszył, wysypał się biały proszek. Przez swojego adwokata wezwał policję. Od początku podejrzewał, że mógł paść ofiarą prowokacji.

Spisek wykryto kilka lat później, gdy białostocka prokuratura apelacyjna rozpracowywała gang wołomiński. Złodzieje, którzy podrzucili narkotyki opowiedzieli o wszystkim śledczym. W styczniu 2008 r. Grzegorz W. i jego ojciec oraz wspólnicy w spisku zostali zatrzymani. Wszyscy oni przekonywali, że są niewinni.

Niespełna tydzień po odkryciu narkotyków w samochodzie Adamczyka zginął Piotr Głowala, inwestor giełdowy. Został zabity mieczem samurajskim lub maczetą. Głowala miał być jednym z wspólników Grzegorza W. i na jego polecenie szantażować szefów NFI ujawnieniem malwersacji finansowych i żądać od nich pieniędzy oraz udziałów w zarządzanych przez nich spółkach. O zlecenie zabójstwa Głowali podejrzany jest Janusz Lazarowicz przebywający w RPA.

Więcej: tvp.info


Greg/TVP.Info
[fot. PAP/Artur Reszko]


Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na Facebooku!
Słowa kluczowe:

wyrok

,

prezes

,

PZU

,

złodzieje

,

spisek

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook