Jedynie prawda jest ciekawa

Żurawski: Tusk jest miękki i wszyscy to wiedzą

22.10.2012

Rośnie napięcie przed zbliżającym się listopadowym szczytem Unii Europejskim, na którym ma zostać zatwierdzony jej wieloletni budżet. Polska liczy, że zostanie on przyjęty w wersji Komisji Europejskiej, która zaproponowała jego wzrost. Przeciwny temu jest m.in. David Cameron, który wyklucza zwiększenie wydatków w czasie kryzysu. Rozgrywkę o bardzo duże pieniądze ocenia politolog Przemysław Żurawski vel Grajewski.

Stefczyk.info: - Czy uzyskanie przez Polskę mitycznych 300 mld zł z następnego budżetu UE, jest jeszcze realne?

- Szczerze mówiąc to nie wiem, albowiem sytuacja jest bardzo dynamiczna. Jak wiadomo, jesteśmy w takiej oto sytuacji:
- jeszcze obowiązuje w ramach systemu decyzyjnego Unii do 2014 r. Traktat Nicejski, stosunkowo dla nas dobry, uprzywilejowujący nas;
- z drugiej strony mamy faktyczne przesunięcie centrum decyzyjnego do strefy euro, do państw grupy euro, a w ich ramach do Niemiec de facto, przy słabnięciu instytucji centralnych.

To, że Komisja Europejska, czy Parlament Europejski wypowiadają się za wysokim budżetem o niczym moim zdaniem jeszcze nie rozstrzyga, a rozstrzygający będzie głos państw płatników, w tym przede wszystkim Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Holandii - na swoją skalę - Holandia jest mniejsza ale istotnym płatnikiem. A to raczej zmusza nas do pesymistycznej oceny szans, albowiem żadne z tych państw w warunkach konieczności czynienia nakładów finansowych na ratowanie strefy euro nie będzie chciało przeznaczać pieniędzy na inne polityki, na inne punkty budżetowe w swoich budżetach, w tym na składki na budżet unijny.

Zatem sądzę, że i nacisk elektoratów - mamy przecież w przyszłym roku rok wyborczy w Niemczech - i wola klasy politycznej w tych krajach, głównych płatnikach oraz konieczność wypracowywania kompromisów na rzecz ratowania strefy euro, to wszystko będzie działało w kierunku obcięcia budżetu i byłbym bardzo zdziwiony, gdyby budżet w kształcie przygotowanym przez Komisję Europejską został zatwierdzony przez Radę Europejską i przez ten kształtujący się, nieformalny dyrektoriat.

Zatem sądzę, że szanse na 300 mld nie są wielkie, bez wdania się w jakiś ostry spór, bez groźby zablokowania czegoś, na czym by tamtym państwom zależało. A tu z kolei nie sądzę, żeby rząd polski zdecydował się na taką akcję. Biorąc więc nie tyle teoretyczne możliwości gry, co faktyczny układ sił i jakość polskiej polityki zagranicznej i nazwijmy to w skrócie "odwagę" polskiego rządu, to nie sądzę, byśmy osiągnęli ten rezultat.

Stefczyk.info: - Ale jak pan zauważył, zgodnie z traktatem nicejskim, po raz ostatni mamy prawo zawetować niekorzystny dla nas budżet Unii i podobno Polska tego nie wyklucza, o czym mówił europoseł Protasiewicz. Dziś jednak premier Tusk jednak kpił z Jarosława Kaczyńskiego, który domagał się jasnej deklaracji w tej sprawie od niego. Czy to oznacza, że Tusk już pogodził się, że nie uzyska tych 300 mld zł bo ich faktycznie nie będzie?

- Myślę, że ich nie będzie, a poza tym to, co się dzieje, wyraźnie pokazuje niezrozumienie przez premiera Tuska na czym polega mechanizm polityczny. Otóż rolą opozycji w takiej sytuacji jest dostarczyć rządowi amunicji negocjacyjnej w postaci możliwości zgłoszenia w Brukseli tezy, że rząd znajduje się pod wielką presją opozycji i jeśli niczego nie uzyska, to nastąpi przesunięcie sympatii elektoratu w kierunku tejże radykalnej opozycji.

W interesie Polski leży właśnie taka gra - nie zniechęcanie przez rząd opozycji - PiS-u, czy jakiejkolwiek innej opozycji do zgłaszania radykalnych haseł, tylko do wskazywania w Brukseli na opozycję, że rząd może jest i rozsądny i pewnie by mógł negocjować jakieś inne rozwiązania, ale jest pod taką presją, że jeśli się nie zgodzi, to opozycja rozbije cały układ i będą w Brukseli mieli do czynienia z tą właśnie straszną opozycją.

A zamiast tego - bo to by była rozsądna, z polskiego punktu widzenia, gra negocjacyjna, zakładająca de facto grę zespołową - gdzie opozycja gra złego policjanta, a rząd dobrego i zakulisowo obie strony rozumieją, że grają zespołowo w imieniu Rzeczypospolitej ze światem zewnętrznym. A tu odwrotnie, tutaj sfery rządzące usiłują rozgrywać grę wewnętrzną w oparciu o Brukselę przeciwko opozycji. To jest pewien nonsens strategiczny bo opozycja wykonuje swoją pracę, bo ona jest właśnie po to, żeby być radykalna w takich sytuacjach i żeby nią rząd straszył w Brukseli - w Brukseli, a nie nas, obywateli - nas nie ma co straszyć, przecież my tych 30 mld nie dorzucimy.

W związku z tym już po tym widać, że natura tej gry jest niezrozumiała. Zresztą, niestety premier Tusk ma i tak niską wiarygodność swoich gróźb, albowiem już nie takie rzeczy przyrzekał. Opowiadał, że próba podziału Unii Europejskiej na państwa strefy euro i na pozostałe państwa, to jest, że zacytuję jego własne słowa "to jest pomysł z piekła rodem" i on się na to nigdy nie zgodzi, po czym podpisał Pakt Fiskalny i jeszcze w imieniu Polski zadeklarował wsparcie tej konstrukcji sumą 6,5 mld euro. Różnica między tym radykalnym stanowiskiem na "nie" i późniejszą kapitulacją była raptem paru dni. Podobnie, jak pamiętamy, mówił, że raport MAK-u jest zupełnie nie do przyjęcia, po czym ostatecznie z głównymi jego tezami się zgodził.

Tego typu sytuacje, gdzie się coś zapowiada, że się będzie walczyło twardo i do końca, po czym natychmiast się kapituluje, po pierwsze uniemożliwia tworzenie koalicji, bo kto się sprzymierzy z kimś, kto natychmiast dezerteruje, jak tylko padną pierwsze strzały w tej batalii i po drugie nikt już po tej drugiej stronie negocjacji na ten blef twardych negocjacji czy weta nie da się nabrać. Nawet, jakby teraz premier ogłosił, że będzie stawiał weto, to powstaje pytanie - a kto w Brukseli w to uwierzy, skoro poprzednio premier tak łatwo się poddawał, mimo podobnie twardych zapowiedzi.

Dlatego ja odbieram to, jako pewną niemożność także już taktyczną, albowiem to jest historia nieodległa, sprzed paru miesięcy - to, co mówię dotyczy bowiem albo sytuacji sprzed ponad roku albo z przełomu grudnia 2011 i stycznia 2012 r. To wszystko jest w pamięci tych osób uczestniczących w tej grze, z innych państw, oni wszyscy pamiętają, jak ta gra z Polską wygląda, no i skoro tak wygląda, to stosownie do tego będą ich przewidywania, posunięcia i planowanie. I to bez zmiany ekipy, jest w tej chwili nie do usunięcia - wiadomo, że Tusk jest miękki - taką ma opinię i będzie to wykorzystywane. Tak, że on nie może grać blefem, bo nikt w ten blef nie uwierzy.

Stefczyk.info: - A jak premier Tusk będzie chciał wytłumaczyć w kraju tę porażkę? Czy realny jest scenariusz, że znów zrzuci całą winę na PiS, choćby za to, że ten nie przekonał do dużego budżetu swoich sojuszników z Parlamentu Europejskiego - brytyjskich konserwatystów Davida Camerona?

- Tak, myślę, że to będzie główny nurt propagandowy, że odpowiedzialni za fiasko są konserwatyści brytyjscy, z którymi PiS jest sprzymierzony w Parlamencie Europejskim i gdyby PiS miał lepsze wpływy wśród konserwatystów, to pewnie sytuacja wyglądałaby inaczej. I to będzie wina PiS-u, oczywiście.

not zrk.
[fot. PAP/EPA]
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook