Jedynie prawda jest ciekawa

Żurawski: Ukraina musi zareagować, albo zostanie rozbita

11.04.2014

Kijów, po utracie Krymu, nie może sobie pozwolić na miękką reakcję na wydarzenia we wschodnich regionach kraju, bo w ten sposób wyśle sygnał, że rosyjska agresja pozostanie bezkarna i może, a zatem powinna być kontynuowana -mówi w rozmowie z portalem Stefczyk.info politolog, znawca spraw wschodnich dr. Przemysław Żurawski vel Grajewski.

Stefzcyk.info: 48-godzinne ultimatum postawione przez ukraińskie władze separatystom, okupującym budynek administracji w Doniecku, minęło i szturm sił ukraińskiego MSW nie nastąpił. To świadoma strategia czy oznaka słabości władz w Kijowie, dowód, że nie radzą sobie z kryzysem, inspirowanym z Moskwy? 

dr Przemysław Żurawski vel Grajewski: Tego nie wiemy. Trudno powiedzieć, czy brak zdecydowanego rozwiązania sytuacji wynika z braku zdolności technicznych czy woli politycznej. Tak czy inaczej jest to dowód słabości w tym rozumieniu, że w interesie Ukrainy leży wypełnienie tego ultimatum. Nie wolno wydawać ultimatów i ich potem nie wypełniać, bo to może zachęcić rosyjskich dywersantów  do dalszych działań destabilizacyjnych w innych miastach Ukrainy. Niewątpliwie jest to błąd. Może jednak wypełnienie ultimatum zostało odłożone w czasie z powodów taktycznych. Tego nie da się wykluczyć. Tyle, że to odłożenie nie powinno być liczone w dniach, tylko godzinach. Inaczej nie ma sensu.

Podczas swej dzisiejszej wizyty w Doniecku ukraiński premier sugerował, że może udzielić wschodnim regionom Ukrainy większą autonomię. Czy Arsenji Jaceniuk nie igra w ten sposób z ogniem, podsycając apetyt separatystów?

To może oznaczać, niestety, że rząd tymczasowy w Kijowie powoli ugina się pod presją Rosji. To niedobrze, bowiem wypełnienie żądań separatystów nie doprowadzi do stabilizacji. Przeciwnie, to jest pewna droga do rozpadu części Ukrainy, a wasalizacji reszty. Kijów, po utracie Krymu, nie może sobie pozwolić na miękką reakcję na wydarzenia we wschodnich regionach kraju, bo w ten sposób wyśle sygnał, że rosyjska agresja pozostanie bezkarna i może, a zatem powinna być kontynuowana. Że należy zwiększyć na Ukrainę nacisk, bo będzie dalej ustępować.

Jaka jest rola Zachodu w tej grze? Czy nie jest tak, że wywiera on presję na władze w Kijowie, by unikały eskalacji konfliktu z Rosją, uniemożliwiając im de facto skuteczne działanie przeciwko rosyjskim prowokatorom?

Wszyscy obecnie wywierają wpływ na Kijów, zarówno Wschód jak i Zachód. Zapewne w interesie Zachodu leży deeskalacja konfliktu z Rosją, a w każdym razie mu się tak wydaje. Natomiast zdecydowanie nie leży to w interesie Ukrainy. Nie chcę być mało oryginalny, ale to wciąż przypomina co do istoty scenariusz Monachijski, czyli nacisk na ofiarę agresji, aby ustępowała w imię pokoju Europejskiego i interesu mocarstw. Wszyscy pamiętamy jak się to skończyło i Ukraińcy nie powinni iść tą drogą.

Waszyngtonu sugeruje, że byłby gotowy zaakceptować proponowaną przez Kreml federalizację Ukrainy. Czy to nie oznacza, że los kraju jest już przesądzony?

W ubiegłym tygodniu wróciłem z Kijowa i mogę powiedzieć, że ukraińska opinia publiczna jest nastawiona na opór. Pamiętajmy, że rząd w Kijowie jest rządem złożonym ze starych partii, dominuje w nim Batkiwszczyna, partia Julii Tymoszenko. I ona jest jak sądzę znacznie bardzie podatna na wpływy międzynarodowe niż te nowe, rewolucyjne siły Majdanowe. A one żądają od rządu zdecydowanej reakcji. Tyle, że te siły uległy w ostatnim czasie znacznej demobilizacji. Wolę walki nie widać zaś zupełnie po rządzie, który ryzykuje tą pasywną postawą utratę zaufania publicznego. Czy ta utrata zaufania będzie tak wielka, że wywoła reakcję ulicy, czyli kolejną rewolucję, trudno obecnie przewidzieć. Jedno jest jednak pewne: Ukraina musi zareagować, albo zostanie rozbita.

Rozmawiała Aleksandra Rybińska

Fot. [PAP/epa]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook