Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Żurawski: los niepodległości Ukrainy zależy od Ukraińców

13.03.2014

Rozmowa z Przemysławem Żurawskim vel Grajewskim.

Stefczyk.info: Angela Merkel rozmawiała z premierem Donaldem Tuskiem na temat wojny na Ukrainie oraz reakcjach na te wydarzenia. Czy te rozmowy przyniosły coś nowego?

Przemysław Żurawski vel Grajewski: Jak mawiają Francuzi, „trop peu trop tard”, czyli za mało i za późno. Na dodatek spotkanie z Kanclerz Merkel zostało przedstawione przez samego premiera Donalda Tuska w sposób politycznie szkodliwy. On mówił o podjęciu działań, których oczekiwane skutki mogą nastąpić za parę miesięcy czy parę lat. To nie jest tempo reagowania na kryzysy zbrojne. De faco to jest wysłanie sygnału: sami nie oczekujemy rezultatów po naszych działaniach. To musi być na Kremlu odczytane, jako zezwolenie na kontynuowanie agresji na Ukrainie.

Tego należy się spodziewać?

Sądzę, że dalsza agresja nastąpi. Ona będzie skoordynowana w czasie z referendum krymskim. Jednak musi zostać wykonana przed wyborami na Ukrainie, ponieważ one nadadzą demokratyczny mandat dotychczasowemu przejściowemu rządowi w Kijowie. Niestety sądzę, że należy się liczyć z wojną ukraińsko-rosyjską na pełną skalę. Spotkanie Merkel z Tuskiem nic tu nie zmieniło. Nie widzę polskiej zdolności oddziaływania na głównego decydenta europejskiego w kierunku stworzenia sankcji na tyle bolesnych, by były skuteczne. Jakieś sankcje zawsze będą, ale jedynie po to, by zachować twarz mogli europejscy politycy.

Władza w Polsce przekonuje, że silna pozycja naszego kraju uwidacznia się właśnie w sprawie działań dot. Ukrainy. To nie jest uprawnione?

Legendarna silna pozycja Polski w Unii niczym nie jest uwidoczniona w skali drastyczności sankcji. Jakie byłyby sankcje, gdyby Polska miała słabą pozycję, skoro ponoć ma mocną i mamy takie sankcje, jakie mamy... One byłyby jeszcze słabsze? Czyli jakie?

Niemcy i Polska mają wspólne interesy w tej sytuacji? Mogą grać „w jednej drużynie”?

Wszystko zależy o jakim temacie mówimy, ale sądzę, że to już obecnie jest mniej możliwe. Przy natężeniu sporu politycznego, jaki mieliśmy podczas prac nad Partnerstwem Wschodnim, to było możliwe – mogliśmy grać w tej samej drużynie. Jednak obecnie, przy takim natężeniu, jakie się rysuje, czyli konfliktu zbrojnego, sądzę, że nie ma takiej możliwości.

Dlaczego?

Reakcje Zachodu, żeby były skuteczne, będą musiały być bardzo drastyczne. Nie spodziewam się ich po Niemcach. Jeśli ktoś zareaguje, skutecznie to zapewne USA czy Turcja, ale nie jestem pewien, że do tego dojdzie. Sądzę, że los niepodległości Ukrainy jest w rękach Ukraińców. Oni wykazali się wielką determinacją na Majdanie i można liczyć, że będą w stanie zadziwić świat powtórnie. Chłodny rachunek sił nakazuje pesymizm.

Część komentatorów zagranicznych wskazuje, że świat jest na progu kolejnej wielkiej wojny. Czy widzi pan takie niebezpieczeństwo czy to przesada?

Sądzę, że te opinie to przesada, ponieważ nie ma na Zachodzie woli postawienia tamy agresji rosyjskiej. Ona więc będzie dotyczyła krajów poddanych presji militarnej i politycznej przez Rosję. W pewnym momencie to może doprowadzić do wojny światowej, ale na razie jesteśmy w sytuacji Sudetelnandu z 1938 roku, czy zaboru Mandżurii przez Japonię. To nie było początkiem wojny światowej. Jesteśmy w okresie appeasementu i sądzę, że będzie to kontynuowane. Być może nie z takim zaufaniem i natężeniem, ale raczej w poczuciu, że przeciwstawienie się Rosji wymagało będzie tego rodzaju ofiar – gospodarczych, politycznych, na które nie będzie zgody demokratycznych społeczeństw Zachodu. One będą akceptować kolejne rosyjskie zabory, dopóki nie będą zagrażały im bezpośrednio.

Jak wiele mogą poświęcić?

Kolejnymi zaborami mogą być dotknięci Ukraińcy, Mołdawianie, Gruzini, być może również Bałtowie czy Polacy. To nie będzie skutkowało tym, że Francuzi czy Brytyjczycy będą chcieli wejść w duży konflikt.

Rosję da się powstrzymać inaczej niż przy pomocy wojska?

Zachód ma możliwość wywarcia presji na Rosję inaczej niż za pomocą działań wojennych. Można wprowadzić np. zakaz wizowy dla wszystkich obywateli rosyjskich, można zarządzić blokadę morską rosyjskich portów. Można usunąć Rosję ze wszystkich gremiów międzynarodowych, w których ona jest. To jest możliwe. Być może Rosja pod taką presję by się ugięła. Jednak takie działania i ruchy skutkowałoby również sporymi kosztami dla Zachodu, choć to niższy koszt niż prowadzenie regularnej wojny. Są narzędzia, którymi da się zmusić Rosję do wycofania się z agresywnych działań. Jednak nic nie wskazuje, by Zachód był skłonny ich użyć.

Rozmawiał Stanisław Żaryn
[Fot. PAP/Paweł Supernak]

Słowa kluczowe:

Ukraina

,

Rosja

,

Polska

,

Niemcy

,

polityka

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook