Jedynie prawda jest ciekawa

Znów te tuskowe raje za najbliższym zakrętem

12.10.2012

Z małych marzeń tworzy się mała, a nie wielka wizja - pisze Jacek Karnowski.

Wygłaszając swoje "drugie expose", premier Tusk był jednak dość wyraźnie, zwłaszcza na początku, zdenerwowany. Przemówienie było szarpane, brakowało płynności, spokoju, oddechu. Premier mówił tak, że nie tylko nie uspokajał, ale napełniał niepokojem. Z jego przemówienia wynika zresztą, że jest gorzej, niż nam się wydaje.

Premier dobrze wyczuł zapotrzebowanie społeczne na jakiś Wielki Projekt, na jakieś źródło nadziei. W swoim przemówieniu próbował zarysować taki właśnie plan. Dziesiątki miliardów na inwestycje, na rozruch kraju. Używał słów "narodowy", "bezpieczeństwo", "inwestycja".

Co ciekawe, pieniądze na wielkie projekty - trochę w stylu II RP - mają pochodzić z użycia "pasywnych" dziś udziałów państwa w spółkach skarbu państwa.  Pytanie - czy oznacza to ich sprzedaż i użycie pieniędzy do niewątpliwie podejrzanych (przy tej ekipie to aksjomat) inwestycji państwowo-prywatnych? Obawiam się, że tak.

Tusk zapowiedział bezpośrednie inwestycje państwowych koncernów, w tym Lotosu, w gaz łupkowy. Tak, chodzi o ten sam Lotos, który jeszcze paręnaście miesięcy premier chciał sprzedać za marne kilka miliardów, nie wykluczając nawet sprzedaży Rosjanom. Tylko dzięki społecznej presji, wspartej kryzysem na giełdach, udało się ten krok, wymierzony w polski interes narodowy, powstrzymać.

Tusk mówił o drogach, armii, infrastrukturze. Szkicował szeroki rozmach, odwagę wyobraźni, śmiałość ruchów.

I moglibyśmy się cieszyć, gdybyśmy nie wiedzieli, że to wszystko utonie w planach, stanowiskach dla swoich, małych dealach. O ile w ogóle ruszy. Bo przecież te wszystkie wielkie zamiary naszkicowano w ciągu kilku godzin luźnej debaty raczej w gronie PR-owców, niż specjalistów. Naszkicowano naprędce, w odpowiedzi na sondażowe klęski. Za nimi nie stoją ani determinacja, ani konsekwencja. Jeden zakręt i będzie nowy plan.

Ale trzeba pytać: skoro Tusk rozumie, co znaczą przemysł, inwestycje, bezpieczeństwo - dlaczego w ciągu ostatnich pięciu lat postępował tak skrajnie odmiennie? Dlaczego dopuścił choćby do tego, że w miejscu, gdzie była Stocznia Szczecińska stoi dziś jeden sklep Biedronki?

Tusk zapowiedział także "rewolucję w sprawie dzietności". Chce wydłużyć urlop macierzyński do roku. I znów pytanie: czemu tyle lat nic nie robił? Czemu szydził z problemu demograficznego? I ile razy można zapowiadać budowę żłóbków?

Co ciekawe, ekipa Tuska znów zwiodła media. Żadnego ozusowienia śmieciówek nie będzie, choć przecież medialne informacje w tej sprawie były oparte na przeciekach z rządu. Inna możliwość jest taka, że ekipa przygotowująca expose wycofała się z tego projektu w ostatniej chwili. W końcu to była narada, w której decyzje "historyczne" dyktowało bardzo bieżące wyczucie PR-owej potrzeby.

Znów dostaliśmy więc te słynne tuskowe raje za najbliższym zakrętem, te daty: "2014", "2015". Zawsze dość bliskie, ale zawsze z przyszłości. Jak budowa socjalizmu - im szybciej pędzimy, tym szybciej ucieka nam cel.

Tusk chce wywołać wrażenie ofensywy na wielu frontach, rozmachu. Ma słuszną intuicję, on może tylko uciekać do przodu. Kręci rozrusznikiem, dodaje gazu. Ale czy odpali? Wątpię.

Sam zastrzegł, że nie jest człowiekiem wielkich idei. W tej skórze naprawdę mu nie do twarzy.

Zabawnie brzmiały słowa o "szpetnej twarzy", którą historia znów pokaże kiedyś w naszej części świata. Mówi to premier, jeszcze niedawno głosił, że liczy się "tu i teraz"... Prawdziwy kameleon. Niestety, dużo prawdziwszy w skórze nihilistycznej.

Warto też zauważyć, że całe przemówienie Tuska - i w warstwie języka, i w warstwie rozwiązań - było przemówieniem prawicowca. Tusk wyczuł przesunięcie się nastrojów, wyczuł, że znów nadchodzi czas prawicy. Tym razem nie oblepił nas "Unią".

Premier niczym surfer próbuje wskoczyć na falę. Ale zbyt długo zwodził, zbyt często obiecywał. Efekt przemówienia - w postaci przejęcia inicjatywy - o ile w ogóle się pojawi, potrwa krótko.

Zwłaszcza, że ani jednego zdania premier nie poświęcił temu, co tak Polaków od niego odpycha - a więc tym wszystkim patologiom, które widzimy wokół.

"Z małych marzeń tworzy się wielka wizja" - mówi premier. Nieprawda. Z małych marzeń tworzy się mała wizja.

Jacek Karnowski

[Fot. PAP/Leszek Szymański]

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook