Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Ziobro: Porozumienie z PiS - tak, ale na papierze i na jasnych zasadach

14.07.2014

„Jarosław Kaczyński powinien zastanowić się, czy chce być liderem wielkiego prawicowego porozumienia, czy tylko największej partii opozycyjnej. Ja wciąż twierdzę, że może przewodniczyć temu wielkiemu porozumieniu” - mówi w rozmowie z portalem Stefczyk.info lider Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro.

Stefczyk.info: Skąd u pana poczucie, że jest pan przeszkodą w zjednoczeniu prawicy? Skąd ta deklaracja, że jest pan gotów wycofać się z polityki?

Zbigniew Ziobro:
Słyszę ze strony pierwszego garnituru polityków PiS, od pana Błaszczaka, od pana Czarneckiego takie argumenty, że problemem w realnym zjednoczeniu prawicy są osobiste ambicje Ziobry i Gowina. Minister Gowin uczynił piękny gest i powiedział, że może startować z ostatniego miejsca na liście. Jeśli tak, no to ja mogę całkiem odejść z polityki, ale wymagam poważnej umowy, która zagwarantuje realizację celów politycznych ważnych dla mojego politycznego środowiska. Chciałbym także ustalenia, że nasi kandydaci mogliby się znaleźć na wspólnych listach wyborczych czy to do samorządu, czy do parlamentu. Myślę, że to jest uczciwe postawienie sprawy. Jeżeli Jarosław Kaczyński chce się pozbyć Zbigniewa Ziobry z polityki to oto zrobi, ale jeżeli chce zawrzeć poważne porozumienie na prawicy, to nich doprowadzi najpierw do rozmów, bo bez tego nie da się zawrzeć porozumienia.

Przedstawiciele PiS twierdzą, że nie chodzi konkretnie o pana, ale o pańskie wygórowane żądania, podobno żądał pan możliwości panowania nad sporą częścią list wyborczych?

W czwartek wieczorem wysłałem do pana prezesa Kaczyńskiego dokument, w którym ściśle określiłem, jakie są nasze cele negocjacyjne. Zaznaczyłem też są to warunki wstępne i otrzymałem zapewnienie, że pan prezes skontaktuje się ze mną telefonicznie i wyznaczy osobę, która poprowadzi dalej negocjacje. Ani kontakt telefoniczny, ani wyznaczenie osoby nie nastąpiło. Nie można mówić o zaporowych warunkach, kiedy ja chcę moje wstępne warunki negocjować, a do żadnych negocjacji nie dochodzi. Jak można nie podejmować negocjacji, a publicznie rozdzierać szaty, że nie da się porozumieć? Nie mogłem wobec tego pojawić się na kongresie i obwieszczać porozumienia, którego nie ma. Byłbym nieuczciwy wobec swoich wyborców.

Mnie bardzo zależy na tym porozumieniu. Dałem temu dowód choćby deklarując odejście z polityki, choć dobrze się w niej czuję i mam jakieś plany. Ale zrobię to, żeby nie być ewentualną przeszkodą. Jeśli chodzi o mój ewentualny start do Senatu, to dla mnie trudny warunek do spełnienia, ale zgodziłem się na niego. Dementuję informację, że to ja zażądałem miejsca na liście do Senatu. Taki warunek został mnie przedstawiony. TO Sejm jest dla mnie naturalnym środowiskiem, to tutaj dzieje się polityka, ale widocznie dla pana prezesa Kaczyńskiego jestem jakimś problemem skoro takie warunki stawia. Ale ja jestem, powtórzę to, dla dobra sprawy gotów na gest najdalej idący, na odejście z polityki. Ale chce zapewnić polityczną przyszłość takim posłom, jak Andrzej Dera, Beata Kempa, Patryk Jaki, nie pozwolę ich postawić przed plutonem egzekucyjnym.

A jak pan ocenia zachowanie posłów Solidarnej Polski, Arkadiusza Mularczyka albo Jacka Kurskiego, którzy na kongresie jedności prawicy się pojawili, a poseł Kurski nawet wystąpił i powiedział: „popełniliśmy błąd, wracam”?

Po pierwsze, Arek Mularczyk zachował się lojalnie bo spytał o zgodę zarządu Solidarnej Polski i uzyskał odpowiedź, że jeżeli chce się tam pojawić to tylko i wyłącznie jako osoba prywatna. I tak zrobił, w wywiadach podkreślał, że nie przychodzi jako polityk SP, ale reprezentuje wyłącznie siebie. A jeśli chodzi o pana Jacka Kurskiego, no cóż… Jacek Kurski jest znany nie od dziś i wiemy, że Solidarna Polska nie jest jego pierwsza partią polityczna i na pewno nie ostatnią. Z pewnym uśmiechem przyglądam się tej drodze, szczególnie kiedy słyszę, że Jacek Kurski jest najbardziej wartościowym członkiem Solidarnej Polski, no, ale to juz jest wybór pana prezesa Kaczyńskiego. Natomiast jest nielojalny wobec naszych wyborców, bo nie daje im gwarancji, że nasze punkty programowe będą realizowane przez przyszły rząd.

Jarosław Gowin zwrócił uwagę, że negocjacje z PiS idą opornie, ale nie z powodu prezesa Kaczyńskiego, a raczej opór czuć z jego otoczenia partyjnego. Czy pan czuje podobnie?

Nie wykluczam tego, że Jarosław Gowin ma właściwą percepcję. Chociaż przykład pana Gowina pokazuje, że ja właściwie podchodzę do sprawy żądając umowy i gwarancji dla swoich ludzi. Jemu prezes Kaczyński obiecał wiele rzeczy po czym wycofał z nich mówiąc, że zmieniły się okoliczności. Dlatego ja chce mieć tę umowę na piśmie, żeby nie było, że za miesiąc usłyszę, że warunki się zmieniły i wszystkie ustalenia są nieaktualne.

Jak pan ocenia szanse na wasze porozumienie?

Nie chcemy więcej niż Marek Jurek, a przypomnę, że partia Marka Jurka uzyskała wtedy, gdy podpisywała porozumienie z PiS jeden procent. Więc nie chcemy naprawdę wiele. Ale na papierze i na jasnych zasadach. To jest według mnie uczciwe. Natomiast Jarosław Kaczyński powinien zastanowić się, czy chce być liderem wielkiego prawicowego porozumienia, czy tylko największej partii opozycyjnej. Ja wciąż twierdzę, że może przewodniczyć temu wielkiemu porozumieniu.

Rozmawiała Anna Sarzyńska

fot. PAP/Tomasz Gzell
CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook