Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Ziemkiewicz: Za co polecieli ministrowie, skoro to "ofiary przestępstwa"?

12.06.2015

Dlaczego premier Kopacz nie zgadza się na powołanie komisji śledczej powoływanej, gdy organa państwowe nie działają, a jednocześnie chce odwołania prokuratora generalnego za to, że... źle działa?

Dlaczego premier Kopacz nie zgadza się na powołanie komisji śledczej powoływanej, gdy organa państwowe nie działają, a jednocześnie chce odwołania prokuratora generalnego za to, że... źle działa?

Na liczne nielogiczności szefostwa Platformy zwrócił uwagę publicysta Rafał Ziemkiewicz na swoim blogu na portalu „Interia.pl”.

Bo faktycznie wygląda to co najmniej dziwnie. Premier przedstawiła taką tezę:

- Prokuratura sobie nie poradziła, wyciek akt po roku śledztwa podważa zaufanie niezbędne, by ufać instytucji zaufania, jaką powinna być prokuratura (czy jakoś tak to zostało powiedziane), w związku z czym odrzucam sprawozdanie roczne prokuratora generalnego i wszczynam procedurę jego odwołania – napisał Ziemkiewicz o tezie pierwszej.

- Nie widzę żadnego powodu do powoływania w sprawie afery sejmowej komisji śledczej. Komisje śledcza niczego nie wyjaśni, służyłaby tylko politycznemu teatrowi (ciekawa zapowiedź, bo przecież decydowałaby o jej pracach sejmowa większość, to jest wydelegowani przez PO i PSL, jak po aferze hazardowej). Wyjaśnienie afery należy do właściwego organu państwowego – prokuratury – przytoczył tezę drugą.

I faktycznie, obie się wzajemnie wykluczają.

- Przy największej dozie sympatii dla PO i jej przewodniczącej (może się ktoś taki jeszcze uchował) można z tego wyciągnąć tylko jeden logiczny wniosek: że władza chce tego właśnie, aby "wyjaśnianie" sprawy trwało do przysłowiowej śmierci uśmianej. Alternatywą jest uznanie, że pani premier nie ogarnia nawet tego, co sama mówi – konkluduje Ziemkiewicz, który nielogiczności w działaniach premier znalazł jeszcze więcej.

Według niego nie układa się w logiczną całość to, że zdymisjonowane zostały „ofiary przestępstwa”, czyli podsłuchów, którzy nic złego nie powiedzieli, nic przestępczego. A przecież Nie karze się (dymisja to jednak kara) ofiar!

- To dlaczego ich dymisjonuje? – pyta publicysta. - Przeciętny Polak odbiera to jasno - dymisja to przyznanie się do winy, i tyle. Pani premier i jej rzeczniczka uparcie wmawiają, że nie, że te dymisje to nie kara tylko prewencja, bo nie wiadomo, co jeszcze jest na taśmach, a może to zostać ujawnione, i rząd nie może funkcjonować z osobami stanowiącymi potencjalny obiekt szantażu.

Ziemkiewicz dochodzi do wniosku, że raczej nie ma na taśmach zarejestrowanych tego typu rozmów:

- Pan Arłukowicz - który podobno jest na tych nie ujawnionych jeszcze taśmach - mówił u Sowy lobbystom: "panowie, powiem wam tak prywatnie, że żadnych wałków na lekach my wam w ministerstwie zrobić nie pozwolimy, nawet nie próbujcie podchodzić do moich urzędników z łapówkami"... Albo, powiedzmy, nagraliby kelnerzy, jak stosowny minister powiada ostro doktorowi Hansowi: "może pan sobie być najbogatszym człowiekiem w Polsce, ale nie ma innej możliwości, aby nabył pan udziały w prywatyzowanych przeze mnie spółkach po cenie innej niż wyznaczona przez rynek!"

Faktycznie. Może być coś zupełnie odwrotnego...

Slaw/ "interia.pl"

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook