Jedynie prawda jest ciekawa

Ziemkiewicz: Rząd nie ma nowych pomysłów

23.10.2012

O rządowej ofensywie, odgrzewaniu starych pomysłów i braku sterowności państwa polskiego portal Stefczyk.info rozmawia z publicystą i pisarzem Rafałem Ziemkiewiczem.

Stefczyk.info: "Rzeczpospolita" pisze, że obecna ofensywa rządowa opiera się na starych i zużytych pomysłach ministrów. Kolejne konferencje prasowe, na których ministrowie przedstawiają swoje plany, dotyczą spraw już znanych, omawianych i zapowiadanych. O czym to świadczy?

Rafał Ziemkiewicz: To kolejny przykład PRLizacji, czy wręcz Bareizacji naszego życia państwowego. To już zaczyna być śmieszne. Niewątpliwie ministrowie nie mają żadnych nowych pomysłów, niewątpliwie premier każe im coś wymyślić. Być może między słowami "coś", a "wymyślić" pada w tej sekwencji wyraz wzmacniający, które uchodzi w Polsce za niegrzeczny, ale jest używany przez wszystkich. Ministrowie więc starają się zgłosić cokolwiek. Można sobie wyobrazić tę panikę w oczach ministrów, którzy latają między biurkami i z obłędem w oczach szukają pomysłów, by zgłosić jakiś plan jako nowy. Jednak wszystkie pomysły już zostały zgłoszone. Następuje więc recykling. Obietnice są odnawiane, w przekonaniu, że nikt ich już nie pamięta. To nie jest zresztą przekonanie bezpodstawne. Te pomysły pamiętają zapewne jedynie dziennikarze. Tzw. zwykli obywatele czy telewidzowie, do których ten cyrk jest adresowany, nie pamiętają tego.

Czy to może przynieść sukces?

Nie wiem, czy to przyniesie jakiś sukces. Wydaje się, że polska władza nie robi tego, żeby odnieść sukces. Ona zwyczajnie nie ma żadnego pomysłu, nie umie niczego wymyślić. Władzy brakuje jakiejkolwiek wizji, więc odgrzewa kotlety lub rzuca jakieś nierealne pomysły. Takim jest choćby sprawa in vitro. To jest kicz maksymalny, wiadomo, że nie ma na to pieniędzy, wiadomo, że nie dałoby się tego przeprowadzić w formie ustawy, wiadomo, że na ten pomysł czekają media liberalne. Dlatego więc produkuje się taką wrzutkę. To jednak nie ma żadnej szansy na powodzenie. Choćby dlatego, że nie ma na to pieniędzy. To jak w starym powiedzeniu "po pierwsze nie mamy armat".

Wydaje się, że Platformie pomógłby jakiś rzeczywisty sukces. Dlaczego PO nie zależy na opracowaniu rzetelnych wizji zmian choćby w dwóch obszarach ważnych dla Polaków i na ich przeprowadzeniu?

Ja wielokrotnie mówiłem, że tu nie chodzi o to, że Platforma Obywatelska nie chce zrobić czegoś dla ludzi. Tak samo, jak nie można mówić, że Gierek nie chciał, żeby ludziom się żyło lepiej. On generalnie chciał. Gierek i Jaruzelski wiedzieli, że gdyby zapewnili Polakom przyzwoity poziom życia to socjalizm być może trwał do dziś. Na pewno trwałby znacznie dłużej. Jednak oni nie mogli tego zrobić, ponieważ kadra zarządzająca nie była w stanie zarządzać kryzysem, jaki był w Polsce. System socjalistyczny się również okazał niewydolny.

Obecnie jest podobnie?

PO zapewne chciałaby coś zrobić, coś zmienić na lepsze. Jednak w tej sprawie mamy sytuację podobną do tej z PRL. Wystarczy wspomnieć, że Tusk w czasie przejmowania władzy miał 300 tysięcy urzędników. To już było za dużo, a obecnie jest ich około 1 miliona. Ilu dokładnie, właściwie nie wiadomo. Stosuje się różne uniki, by zataić rzeczywistą ich liczbę. Tymczasem prawo Parkinsona mówi, że im więcej jest urzędników, tym mniej sprawnie działa administracja. Urzędnicy sobie przeszkadzają, kompetencje są niejasne, nachodzą na siebie i blokują nawzajem. Przeprocedowanie czegokolwiek przez urząd staje się więc znacznie dłuższe, czy wręcz niemożliwe. W polskiej rzeczywistości każdy urzędnik szuka tzw. dupochronu. Każdy chce mieć podkładkę, która w razie czego pokaże, że to nie on jest winien. Temu służą np. ekspertyzy zlecane często autorom zewnętrznym. To najlepsze źródło utrzymania. Robi się wiele ekspertyz, z których wynika, że przy obecnym stanie prawnym nie da się czegoś zrobić. To się niemal zawsze udaje, ponieważ stan prawny jest w Polsce tak skomplikowany, że z wielu rzeczy można się zwolnić. I nawet jeśli premier będzie krzyczał, odgrażał się, rzucał papierami itd. niewiele to zmieni. Może to jedynie skutkować tym, że minister będzie próbował coś zrobić, pokrzyczy, potupie i coś będzie udawał. Wszystko jednak utonie w biurokracji. Papierki będą chodziły od jednego urzędnika do drugiego. Każdy będzie tłumaczył, że swoje zrobił a sprawa jest "w konsultacjach". I minister może sobie biegać, może krzyczeć, ale w końcu mu się znudzi. To jest maszyna, która jest w stanie produkować jedynie bierne trwanie. Tusk jest w tym systemie uwięziony jak mucha w słoiku miodu.

Rozmawiał TK
[Fot. PAP/Radek Pietruszka]
Słowa kluczowe:

rząd

,

pomysły

,

ministrowie

,

Polska

,

państwo

,

Donald Tusk

,

urząd

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook