Jedynie prawda jest ciekawa

Ziemkiewicz o żałosnej radości z 10-lecia Polski w UE

02.05.2014

„Większość unijnych dotacji bardziej dziś Polskę niszczy, korumpując i deprawując warstwy rządzące, niż nam pomaga” – pisze Rafał Ziemkiewicz w felietonie dla portalu Interia.

„Dziesięć lat temu pisałem, że, biorąc pod uwagę szanse i zagrożenia, straty i zyski, lepiej wejść do Unii niż do niej nie wchodzić. Gdybym mógł cofnąć się w czasie, pewnie bym ponownie pisał to samo, ale z głęboką goryczą. Można było wtedy liczyć się - na zasadzie czarnego scenariusza - z tak niekorzystną ewolucją Unii, jaka faktycznie nastąpiła, ze stopniowym jej przekształcaniem w ideologiczno-biurokratyczną czapę bezradną wobec realnych wyzwań, a skuteczna jedynie w realizowaniu interesów silnych i bogatych państw oraz ich korporacji kosztem państw słabszych i biedniejszych” - pisze publicysta, przyznając że nie spodziewał się jednak, iż „tak daleko posunie się w Unii degeneracja samych Polaków”. Nie spodziewał się też, „że oferta stania się Białymi Murzynami Europy, obsypywanymi szklanymi paciorkami za wykonywanie najbrudniejszej roboty i protekcjonalnie klepanymi po plecach, albo i po tyłku, tak doskonale okaże się odpowiadać naszym oczekiwaniom”.

„Tandetne, kretyńskie obchody, spoty reklamowe, baloniki i to ciągłe podkreślanie, że Unia nam wybudowała mostek, basen, kawałek dróżki, to ciągłe epatowanie wyliczaniem miliardów jakie nam daje (przy całkowitym przemilczaniu naszego w nią wkładu) - to już coś gorszego, niż nadęta propaganda, do jakiej nas przyzwyczaił już PRL, a III RP nic w tym względzie nie zmieniła. To po prostu żałosne, haniebne i głupie wyrzekanie się wszystkiego w zamian za obietnicę promocji w supermarkecie. Supermarkecie, który potem wszystkie zarobione na głupich tubylcach pieniądze wytransferuje poza miejscowym opodatkowaniem do siebie, wiedząc, że żaden polski głupol nie zastanowi się, jaki jest związek między poddaniem całej gospodarki kolonizatorom, a żałosnym stanem usług publicznych. A jeśli się nawet zastanowi - to inni tubylcy zakrzyczą go, żeby się zamknął, bo przecież Bwana Kubwa nam tyle daje kasabubu, kolorowych paciorków i szmatek z modnymi logo, że, no, jak można...” – ubolewa Ziemkiewicz.

„Polska nie potrzebuje unijnych dopłat ani dyrektyw. Polacy potrafili, nawet za komuny, budować doskonałe  autostrady (niestety, w Iraku), kształcić specjalistów i dokonywać wynalazków (choć, niestety, w realnym socjalizmie nie dawało się już ich wdrożyć) i większość unijnych dotacji bardziej dziś Polskę niszczy, korumpując i deprawując warstwy rządzące, niż nam pomaga” – pisze publicysta, podkreślając że to, czego Polska potrzebuje, to „uczestnictwo na w miarę równych prawach w europejskim obszarze gospodarczym”.

„Można było to osiągnąć w ostatnim dziesięcioleciu na warunkach znacznie lepszych, nie płacąc milionami obywateli, którzy zamiast na emerytury i dobrobyt Polski pracują dziś na dobrobyt krajów zachodnich, sprawiając, że sypnięte tu dotacje zwracają im się już teraz z nawiązką” - podkreśla.

„Poparcie dla Unii sięgnęło - z niewielką pomocą Putina - 90 procent, triumfują namiestnicy naszego bantustanu, obiecując, że jeśli damy im te legendarne eurodiety, to wyżebrzą dla nas jeszcze więcej szklanych paciorków. Ja mimo wszystko widzę w tych statystykach powód do ostrożnego optymizmu. Jest więc coś, co się wymyka pakietyzacji i co łączy 90 procent Polaków: to jest przekonanie, że Unia Europejska jest czymś zupełnie innym, niż jest w istocie, i że nasze miejsce w niej jest zupełnie inne, niż naprawdę” – przekonuje Ziemkiewicz. Przewiduje przy tym, że niebawem nastąpi nieuchronne rozczarowanie. Dokładnie tak, jak stało się to w dekadzie Gierka, która także rozpoczęła się wielkimi nadziejami.

mall /interia.pl
[Fot. PAP]
CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook