Jedynie prawda jest ciekawa

Ziemkiewicz: Kandydat dla oponentów prezesa

01.10.2012

Wskazanie prof. Glińskiego to próba wykreowanie współlidera PiS, który jest w stanie przekonać do siebie tych wyborców, których absolutnie nie zdoła przyciągnąć Jarosław Kaczyński - uważa Rafał Ziemkiewicz, publicysta "Uważam Rze".

Czy wskazanie prof. Piotra Glińskiego to dobry ruch? Jak należy "czytać" tę kandydaturę?

Taki ruch może mieć znaczenie dwojakiego rodzaju: po pierwsze jeżeli uczestnicy tej gry gabinetowej wiedzą o czymś, czego my nie wiemy, czyli o jakichś tarciach w koalicji rządzącej – że jest szansa wydobycia części posłów PO, czy zdobycia głosów PSL za kandydaturą obalająca gabinet Tuska. Drugi sens takiej akcji, to może być wykreowanie współlidera PiS, który jest w stanie przekonać do siebie wyborców, tych których absolutnie nie zdoła do siebie przekonać Jarosław Kaczyński. I stawiałbym, że chodzi o osiągnięcie tego drugiego efektu. Z tym, że z doświadczenia wiadomo, że Jarosław Kaczyński nie toleruje wokół siebie innych liderów.

Profesor Gliński raczej nie będzie konkurentem dla Kaczyńskiego, skoro jest człowiekiem w polityce zupełnie nowym...

Jest kimś z nową twarzą, kto może dać ludziom nadzieję. Ludzie mogą powiedzieć: jeszcze nie widzieliśmy tego faceta, nie wiemy co on może, więc dajmy mu szansę. Jarosław Kaczyński bowiem poza tym, że ma bardzo ugruntowany wizerunek negatywny i bardzo duży negatywny elektorat, jest człowiekiem, który już rządził, który kiedyś był kimś ważnym przy Wałęsie, był premierem, a jego brat prezydentem, więc ludzie nie spodziewają się po nim czegoś nowego. Bo myślą, że jakby mógł coś zrobić, to zrobiłby wtedy. Można z tym wchodzić w polemikę, ale to nie przynosi skutku. Emocje ludzkie oczekują nowej oferty.

Profesor Gliński ma stanąć na czele rządu technicznego. Czy taki rząd jest teraz potrzebny?

Merytorycznie rzecz biorąc hasło "rząd fachowców" świetnie się sprzedaje, bo ludzie lubią słuchać,że będą rządzili fachowcy. Ale dziś w głębokim kryzysie - rząd fachowców jest takim sobie pomysłem, bo tutaj trzeba podjąć kilka bardzo ostrych zmian. To jest jak najbardziej decyzja polityczna, która wymaga porwania za sobą Polaków, przekonania Polaków, że doszliśmy do pewnej ściany – dalej może być już tylko gorzej i musimy się zdecydować na pewne radykalne posunięcia.

Oczywiście można sobie teoretycznie wyobrazić, że partie w Sejmie dogadują się co do minimum reformy gospodarczej i ustrojowej i udzielają pełnego poparcia profesorowi, który jako fachowiec ma taką reformę przeprowadzić. Ale wiemy, że w praktyce, takie rządy to są raczej rządy biernego administrowania, które nie są w stanie podejmować wielkich przemian, bo nie mają za sobą stałej większości sejmowej. Rząd Grabskiego w przedwojennej Polsce był raczej wyjątkiem od tych zasad. Zresztą on nie był tak do końca rządem bezpartyjnym.

Tak czy owak, jeśli nie jest to żaden z tych wariantów, to może być jeszcze element kampanii, która ma przekonać, że PiS nie jest taki jak mówiła telewizja. Nie jest tylko sektą skupioną obsesyjnie na jednym temacie ale jest w stanie nowocześnie i sprawnie Polską rządzić. W przeciwieństwie do rządu Tuska, który się teraz wykłada na każdej sprawie. I nie mówię tu o takich grubych historiach, jak sprawa ze zdemaskowaniem pani Kopacz, ale o takich jak np. dzisiejsza informacja "Rz", że kluczowi prokuratorzy zostali nielegalnie nominowani, bo w rządzie siedzą urzędnicy, którzy nie wiedzieli jaki kwit mają podpisać, chociaż to wynikało z ich własnych rozporządzeń.

Ostatnie dwa tygodnie to ostra ofensywa PiS: debata ekonomistów, sobotni marsz, i wreszcie ogłoszenie kandydata na premiera, choć niektórzy powątpiewali, że taki kandydat będzie. Czy to początek jakiejś trwałej zmiany?

Z ocenami warto trochę poczekać, bo PiS już kilkakrotnie podejmował tego typu akcje, z których potem się wycofywał. Prezes sam potrafił zdezawuować swój wizerunek sprzed tygodnia. To jedna z przyczyn, dla których ma tak ugruntowany negatywny elektorat. Tak czy owak, może "nowe otwarcie" byłoby określeniem przesadnym, ale dla człowieka śledzącego scenę polityczną są pewne dobre znaki. Choćby taki drobny fakt, że na konwencji PiS, prezes zachowuje się w sposób wyważony, a Krzysztof Szczerski ,wygłasza to słynne zdanie, że "premier siedzi w kieszeni u Niemców, a prezydent w Ruskiej Budzie". To jest znak, że PiS nauczyło się podstawowej techniki Donalda Tuska, który potrafił się pokazywać Polakom jako łagodny, fajny facet wyciągający rękę do zgody, a jednocześnie miał na smyczy Niesiołowskiego, Palikota i innych do opluwania i atakowania przeciwników. W starym PiS, zdanie o Ruskiej Budzie wypowiedziałby Kaczyński, robiąc dokładnie to, co działa na korzyść PO. Teraz, skoro taka zręczność zaczyna się pojawiać na tym poziomie, to może przeniesie się na poziom polityki ogólnokrajowej.

not. ansa

[fot. PAP/Radek Pietruszka]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook