Jedynie prawda jest ciekawa

Ziemkiewicz: Działacze PO będą hejterami?

06.06.2015

Partia rządząca wyda na autopromocję przed najbliższymi wyborami co najmniej 50 milionów złotych - sporą część, dla obejścia limitu narzuconego prawem wyborczym, w ramach niekonstytucyjnego referendum konstytucyjnego – podał Rafał Ziemkiewicz.

W felietonie „Platforma hejterów” na portalu interia.pl publicysta przypomniał, że premier Ewa Kopacz, zapowiedziała zatrudnienie przed wyborami 50 zawodowych hejterów i zatrudni jeszcze 50 następnych.

„Żeby było jeszcze śmieszniej, kiedy ktoś te mądrości pani premier wyniósł do gazet, jej rzeczniczka, pani Kidawa Błońska, oznajmiła, że wypowiedź wyrwano z kontekstu, bo tych stu to tylko awangarda, a chodziło o to, że członkowie PO zostaną specjalnie przeszkoleni i będą hejterami wszyscy. Głupota jest tu tak wspaniale spiętrzona, niczym krem na wykwintnej tortoletce, że po prostu nie wiadomo, od czego zacząć. Chyba od tego, że ani pani Kopacz, ani pani Kidawa, nie wiedzą nawet, co znaczy słowo "hejter", i że jest to słowo pejoratywne. Że zapowiedź, iż wszyscy członkowie PO będą hejterami, brzmi jak zapowiedź, że wszyscy będą żulami albo chuliganami”  - pisze Ziemkiewicz.

Jak wyjaśnił publicysta, PO może pozwolić sobie na takie pomysł gdyż na kampanię poświeci dwa razy więcej niż ma w swych zasobach PiS.

„A przecież poza tym, co może kupić za 50 milionów, dysponuje PO wiernopoddańczym oddaniem mediów, których z partyjnych pieniędzy opłacać nie musi” – dodał i przypomniał statystyki czasu antenowego jakie TVP poświeciło na poszczególnych kandydatów na prezydenta.

„W kwietniu o Bronisławie Komorowskim mówiono przez 6,5 godziny, o Jarubasie i Palikocie około 1,5 godziny, o Dudzie 22 minuty, a o Kukizie 18 minut” – wymienia publicysta.

Jak zauważył Ziemkiewicz, gdyby o wyniku wyborów decydowały tylko zasoby finansowe i telewizja, to z góry byłoby po meczu. „Na szczęście, każde miliony można roztrwonić bez sensu, a ekipa zarządzająca III RP w swych szeregach ma prawdziwych mistrzów w tym zakresie” – ironizuje.

Jak zauważył publicysta, takie działania świadczą o tym, że „Platforma nie rozumiała, dlaczego ludzie na nią głosują, i że bynajmniej nie dlatego, że oceniają dobrze jej zdolności do rządzenia. Tak samo nie może teraz zrozumieć, dlaczego to, co dotąd w niej ludziom nie przeszkadzało, nagle przeszkadzać zaczęło.”

Jednocześnie Ziemkiewicz zaznaczył, że w internecie generalny ton drastycznie różni się od tego, co mówią telewizje.

„Całe to towarzystwo nie pojmuje rzeczy podstawowej - tego, czym jest ów straszny, groźny internet, który odarł je z powagi i autorytetu. Im się wydaje, że to też coś takiego jak Gazeta Wyborcza czy TNV-24, tylko na tablecie albo smartfonie. I że wystarczy tam narzucić odpowiednio błagonadiożnyj kontent, a użytkownikom sieci wygładzi się zwoje mózgowe równie łatwo jak telewidzom” – dodaje Ziemkiewicz i wyjaśnia:

„Otóż, kiedy człowiek ogląda telewizję, waszą telewizję, to jest skazany na to, co mu pani Pochanke czy Tadla powie i pokaże. Może ją wyłączyć, ale nie może jej dopytać. (…) Otóż internauta, inaczej niż telewidz, nie musi "drogiej pani z telewizji" wierzyć - kliknie sobie w filmik przedstawiający niezmontowane zajście i już widzi, że w kilku jej zdaniach aż roi się od kłamstw.”

I publicysta dodaje:

Słowem, dla wszechwładzy PO jest internet tym samym, czym dla wszechwładzy PZPR była "Wolna Europa" - w tym sensie, że skutecznie dziurawi balon propagandy dmuchany przez Lisów i Michników. Tyle że słuchacze "Wolniuchy" nie mieli ze sobą nawzajem kontaktu i nie redagowali jej sami. To sprawa, że internet jeszcze trudniej zagłuszyć.

Ziemkiewicz radzi także Platformie: „Weźcie te pięćdziesiąt milionów przepijcie i przeżryjcie, póki możecie. Bo czas się kończy.”

interia.pl/mmil

[Fot. YouTube]
CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook