Jedynie prawda jest ciekawa

Zelnik: Anna Mucha nie dojrzała

17.11.2014

„Anna Mucha nie dojrzała do wyższych wartości” – mówi Jerzy Zelnik, komentując słowa celebrytki, która oświadczyła publicznie, że ma w nosie Boga, honor i ojczyznę.

Aktor w rozmowie z „Super Expressem” nie wyklucza, że Mucha dojrzeje kiedyś „i z tej miałkości przejdzie do sytuacji, w której będzie odczuwała potrzebę wyższych wartości, wychodzących poza życie codzienne.”

„Z upływem lat będzie pewnie głodna czegoś głębszego. Ja jako sześćdziesięcioparoletni człowiek już dawno, pewnie mając dwadzieścia kilka lat, rozstałem się z takim życiem powierzchownym. (...) Po prostu świadomość jeszcze nie jest tak rozwinięta i być może w związku z tym potrzeby duchowe człowieka są słabsze. Trudno mi powiedzieć, ponieważ na co dzień nie analizuję tego przypadku” - tłumaczy.

Według Zelnika emocjonalna wypowiedź Muchy to także przejaw lęku, który przenika też znaczną cześć polskiego społeczeństwa. „W ogóle naród jako całość zrobił się lękliwy. Ten naród, jeden z najdzielniejszych na świecie, z ogromnymi tradycjami walki o wolność naszą i waszą, nagle zrobił się strasznie bojaźliwy. Czasem aż przykro patrzeć na te reakcje publiczności bojącej się o swój codzienny byt. Zresztą ten byt i tak jest narażony na różne kłopoty wynikające ze złego gospodarowania Polską. A ten strach jeszcze się pogłębia” - mówi aktor.

Jego zdaniem w Polsce rządzi się strachem. „To jest świetny sposób na rządzenie, gdy politycy mają społeczeństwo otumanione przez media i przez strach z gatunku: jak inni przyjdą rządzić, to dopiero będziecie o 6 rano skuci w kajdankach. Społeczeństwem polskim rządzi się właściwie jak dziećmi. Gdy patrzę na to, robi mi się smutno. Bardzo często robię takie parateatralne działania związane z bohaterstwem Polaków, m.in. w różnych powstaniach. Gdy patrzę na tych młodych chłopaków, na 9-latka płaczącego, że nie może iść do powstania styczniowego, a później porównuję to z tym, co dziś dzieje się w Polsce, to aż smutno patrzeć, czuję żal. Jak tłumaczy - ludzie wystraszeni nie szukają pociechy w patriotyzmie, dlatego że patriotyzm zmusza do postaw trudnych” - podkreśla aktor.

Dodaje, że ludzie „po prostu boją się być odważnymi”. „Wolą sobie żyć tak po drobnomieszczańsku, z dnia na dzień. 'Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna' - jak pisał Wyspiański. W czasie rozbiorów mieliśmy więcej odwagi, a teraz w czasie tej naszej niby europejskości jesteśmy jakimś takim leniwym, zastraszonym społeczeństwem. Straszne to jest” - tłumaczy.

Jednak aktor przyznaje, że widzi „światełko w tunelu”. „Na pewno znalazłoby się te 10 mln ludzi, które dzielnie walczą z przeciwnościami i są gotowi wiele zrobić dla ojczyzny. Ale większość żyje tak z dnia na dzień, aby tylko coś zjeść, zapewnić sobie jakieś możliwości. Mamy taką sytuację, że pensje są zaniżone, emigracja chyba największa w historii, dług też największy w historii. Przemawia przeze mnie duże rozczarowanie. Uważam, że tylko dostrzegając to, możemy coś zmienić. Nie powinniśmy się więc oglądać na celebrytów, którzy jedyne, co potrafią powiedzieć to to, że w nosie mają Boga, honor i ojczyznę. Najłatwiej skandalizować, trudniej działać konstruktywnie” - tłumaczy Jerzy Zelnik.

ez,wPolityce.pl
[Fot. wPolityce.pl;Youtube.pl]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook