Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Żebrowski: tekst „GW” jak stalinowska propaganda

06.05.2014

„Gdyby ludzie naprawdę tego chcieli, to do Pieniężna przyjechałoby 100 osób, każda z młotkiem, otoczyłoby ten pomnik i rozbiło go na kawałki” - mówi historyk Leszek Żebrowski.

Stefczyk.info: „Gazeta Wyborcza” piórem Pawła Wrońskiego przekonuje, że jako Polacy „mamy wobec gen. Czerniachowskiego dług wdzięczności…” Publicysta przekonuje, że Armia Czerwona „wyzwoliła nas”, a mamy być wdzięczni, bowiem gdyby nie ZSRS zamiast w Polsce żylibyśmy w Niemczech. Jak Pan ocenia tę argumentację?

Leszek Żebrowski: Takie rozumowanie jest całkowicie nieuprawnione i niedopuszczalne. Jest bowiem wyrwane z kontekstu. Pamiętajmy, że potęga niemiecka, a w konsekwencji i Hitler zostały stworzone przy pomocy sowieckiej. Tam były niemieckie poligony doświadczalne, rozwijano współpracę niemiecko-sowiecką. III Rzesza budowała potęgę w porozumieniu z drugim totalitaryzmem, który nam zagrażał. Mamy śmierć sowieckiego generała na ziemiach, które obecnie są Polską, a Paweł Wroński twierdzi, że mamy wobec niego dług wdzięczności, że dlatego w Pieniężnie rządzi polski burmistrz, ponieważ Armia Czerwona nas „wyzwoliła”... Przez analogię należałoby sądzić, że po wygranej Niemiec w wojnie, niemieccy generałowie zabici na ziemiach polskich okupowanych przez Sowietów też musieliby być traktowani jako bohaterowie. Bo oni przecież też Polaków wyzwalali. Spod okupacji sowieckiej.

Niemców i ZSRS należy traktować tak samo?

Zarówno Sowieci jak i Niemcy byli okupantami, którzy dokonali czwartego rozbioru Polski. Sowieci dokonywali eksterminacji ludności polskiej do czerwca 1941 roku na olbrzymią skalę. Setki tysięcy ludzi wywieźli na Syberię, jeszcze uciekając przed Niemcami mordowali jeńców i więźniów politycznych. Rozumowanie, że to jednak są przyjaciele, ponieważ nam pomogli i nas wyzwolili, bez wskazania na kontekst i okoliczności jest w stylu stalinowskiej propagandy. To jak mówienie, że ZSRS jest dobry, wyzwolił nas, a my powinniśmy być wdzięczni. Polacy nie chcą takich pomników, to są zewnętrzne symbole okupacji.

Jest ich w Polsce jednak bardzo dużo. Dlaczego Polska nie uporała się z nimi?

Polska po 1918 roku bardzo szybko uporała z zewnętrznymi symbolami okupacji. Nie były potrzebne ustawy, konkretne rozporządzenia, czy dekrety. Polacy sami usuwali to, co było zakałą na naszych ulicach w postaci nazw, szyldów itd. Tymczasem w III RP przez dwadzieścia pięć lat nie potrafimy tego uporządkować. Można było to natomiast załatwić, jeszcze ze Związkiem Sowieckim, potem z Rosją – na drodze państwowo-prawnej. Były możliwości zawarcia porozumienia, a Rosjanie zapewne by to uwzględnili.

Dlaczego zatem do tego nie doszło?

Chyba nikt tego nie chciał. Tadeusz Mazowiecki podpisał bardzo niekorzystne umowy, które skutkują tym, że to Rosjanie mają głos decydujący ws. tego typu pomników, miejsc pamięci. Oczywiście każdy człowiek, który zginął, ma prawo do pochówku. Jednak jeśli on ma mieć miejsce w Polsce, to Polska decyduje gdzie, w jakiej formie, czy to ma być monument z bagnetami, czerwonymi gwiazdami, które nas kolą w oczy. Czerwona gwiazda to symbol śmierci polskich obywateli. ZSRS nas wyzwolił spod okupacji niemieckiej, ale to jest morderca Armii Krajowej. Gen. Czerniachowski to morderca Armii Krajowej na Wileńszczyźnie. To musi być brane pod uwagę.

Za sprawą pomalowania pomnika Czerniachowskiego wróciła w Polsce debata dotycząca pomników sowieckich okupantów. O czym świadczy fakt, że one do dziś stoją w całej Polsce, że one nie dla wszystkich są nie do przyjęcia?

To świadczy o tym, że państwo polskie jest niesprawne, że nie słucha woli obywateli, że nie prowadzi normalnej polityki historycznej. W dalszym ciągu uznaje, że czymś innym była okupacja niemiecka, bo ona była niedobra, a czymś innym okupacja sowiecka, która była dobra, bo to było wyzwolenie. Mamy zakłamanie, obłudę, bowiem wszyscy wiedzą, jak było naprawdę. Z drugiej strony to jest dowód naszej bezsilności, skutek braku działania.

Co Pan ma na myśli?

Gdyby był odpowiedni nacisk społeczny... Gdyby ludzie naprawdę tego chcieli, to do Pieniężna przyjechałoby 100 osób, każda z młotkiem, otoczyłyby ten pomnik i rozbiły go na kawałki. Skoro tego nie robimy, to znaczy, że do tego jeszcze nie dorośliśmy.

Władimir Putin podpisał ostatnio ustawę, wprowadzającą kary za „rozpowszechnianie fałszywych informacji o roli Związku Radzieckiego w drugiej wojnie światowej”. Do czego takie prawo jest dziś Rosji potrzebne?

Trudno mi powiedzieć. Sądzę, że to jest wola satrapy, dyktatora, który jest rzekomo demokratycznie wybierany. To jest postawa myślowa, która towarzyszy rosyjskiemu państwu od początku. Jest car i władca, który wie lepiej. A jeśli ktoś tego nie szanuje, to jest odpowiedni ukaz. A za nim idą sankcje i represje. Tak ma być, to władca wie lepiej...

Rozmawiał Stanisław Żaryn
[Fot. MG/Blogpress.pl]

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook