Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Zaremba: nie mówcie, co wolno

04.12.2011

Dyskutować to znaczy czasem być mocno przeciw. W odpowiedzi euro entuzjastom: nie mówcie co wolno, a czego już nie.

Z Sikorskim trzeba dyskutować – to motto dwugłosu w Plusie Minusie dodatku dla „Rzeczpospolitej:. I Andrzej Talaga, i Igor Janke  nawołują w nim aby być wobec wizji  szefa polskiego MSZ konstruktywnym. Ich własne opinie różnią się nieco między sobą, ale można odnieść wrażenie, że wytyczają zarazem granice owej „konstruktywnej” dyskusji.

Podobny apel pojawił się w wielu innych tekstach o mowie berlińskiej Sikorskiego (w weekendowej Wyborczej wyróżnia się Piotr Buras). Często apelowi towarzyszył pełen politowania komentarz, że oto minister rzucił perły przed wieprze. Że zamiast dyskusji spotkały go oskarżenia o zdradę.

Można się zastanawiać, czy PiS dobrze zrobił łącząc sprzeciwy wobec tez Sikorskiego z hasłem: pod Trybunał Stanu! Pozwala to drugiej, rządowej stronie kwalifikować te sprzeciwy jako ekstremizm i nie odpowiadać na nie. Aczkolwiek warto przypomnieć: problemem jest nie tylko treść propozycji, ale i forma. Przed szczytem unijnym ekipa Tuska z rozmysłem pomija parlament, a swojemu stanowisku nadaje postać apelu do Niemiec. To jest problem konstytucyjny.

Można też dyskutować, czy dobrą odpowiedzią jest marsz niepodległości 13 grudnia. W moim przekonaniu zakończy się on burdami i postawi główną partię opozycyjną w niewygodnej wizerunkowo sytuacji. Na partię kojarzącą się z ulicznym niepokojem z pewnością zwraca się uwagę. Ale czy przerzuca się na nią głosy? Wątpię. Nawet jeśli porusza ona popularny temat. A sądzę, że Polacy zaczną porzucać cielęcą proeuropejskość. Już to wykazują sondaże w sprawie wprowadzenia euro.

Tylko, że to są wszystko problemy taktyczne. Nikt ze zwolenników „dyskutowania z Sikorskim” nie potrafi mi wyjaśnić, jak taka dyskusja miałaby wyglądać. A jeśli ja jestem zwolennikiem zamrożenia Unii na dotychczasowych zasadach, a nawet częściowego wycofania się z niektórych eksperymentów, z euro na czele? Jak mam w takim razie dyskutować konstruktywnie?

Podsuwa mi kierunek Igor Janke. Kręci nosem na niektóre propozycje Sikorskiego, ale przekonuje, że przecież pomysł na wzmocnienie Komisji Europejskiej nie jest pomysłem proniemieckim. Bo silna biurokracja europejska (to już moja rekonstrukcja rozumowania Jankego)  będzie kontrapunktem  dla egoizmów narodowych, nawet Berlina i Paryża.

Nie wiem, czy będzie. Obecna szeroka Komisja, po troszę reprezentacja państw narodowych, próbowała być, z miernym zresztą  skutkiem. Ta nowa, węższa, może się stać z łatwością narzędziem francusko-niemieckiego dyktatu.

Ale gdyby nawet nie była, co począć z takimi jak ja, którzy upatrują niebezpieczeństwo i w nagiej przewadze duetu Merkozy i w zbyt rozbudowanej inżynierii społecznej biurokracji, niechby i zdystansowanej od Berlina? Czy mój pogląd nie ma racji bytu, bo jest „skrajny”? Dlatego właśnie ten dwugłos, od którego zacząłem, wydał mi się zbyt jednostronny.

Jeszcze dalej w imitowaniu nastawienia „konstruktywnego” poszedł europoseł Marek Migalski. Owszem część propozycji mu się nie podoba – na przykład nawoływanie do federacji – ale część warto przyjąć życzliwie, choćby rezygnację z kilku stolic Unii na rzecz jednej. Zapewne odrzucenie absurdu, gdzie wielka instytucja peregrynuje z całym swym dobytkiem i aparatem z Brukseli do Strasburga i z powrotem, to idea sensowna. Jest to jednak tylko ornament. Istota wystąpienia Sikorskiego to właśnie owe propozycje federalistyczne, zgłoszone przez polskiego prymusa aby zrobić przyjemność pani kanclerz.

Sam Migalski serię komentarzy o Unii zakończył skądinąd ostatnim, przestrzegającym przed integracją „na siłę”. Ano właśnie.

Jeśli pomysły Sikorskiego nie wydają mi się straszliwie groźne, to tylko ze względu na ich wątpliwą wykonalność.W tym chórze każdy śpiewa własną melodię: Polska powiedziała ustami Sikorskiego „tak” nadzorowi nad narodowymi budżetami, ale „nie” ujednolicaniu polityki finansowej. Z kolei Francja mówi „tak” wspólnym podatkom (to dobry bat na konkurentów z Europy wschodniej), ale mówi „nie” kontrolowaniu swojego budżetu. Na razie nie pracuje żadna perfekcyjna maszyna zmierzająca do przeforsowania spójnego projektu. Nie oznacza to jednak, że treść pomysłów Sikorskiego nie jest groźna z punktu widzenia takich poglądów jak moje.

Na dokładkę jak na razie nie widzę spójnego pomysłu na samo ratowanie euro. A duet Merkozy musiałby się najpierw czymś wykazać, żeby przekonać innych europejskich przywódców, że warto im zaufać. Może więc Tusk i Sikorski grają jedynie o cel minimum. Wykazać się i porobić kariery w unijnych instytucjach. A będzie to ciągle Unia podobniejsza do obecnej niż tej wykoncypowanej przez ideologów.

Tak czy inaczej rezerwuję sobie prawo nie tylko do „dyskutowania”, ale do bycia przeciw. Mocno przeciw z dziesiątków powodów, które już wykładałem i będę wykładał. To prawo to esencja demokracji.

Piotr Zaremba

 

[Fot. PAP/EPA]

 

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook