Jedynie prawda jest ciekawa

Zaremba: możliwa zmiana koalicji

25.11.2011

Czy w tej kadencji dojdzie do wymiany koalicji? Niewykluczone, że PO zamieni PSL na SLD.

Media traktują pierwsze opory ludowców wobec polityki wspólnego z PO rządu jako rytualne. Obowiązuje wizja z poprzedniej kadencji: PSL to swoisty związek zawodowy urzędników i działaczy, dla których udział we władzy jest okolicznością decydującą. Dlaczego miałby ryzykować utratę setek posad w imię na przykład obrony kobiet przed zbyt późnym przechodzeniem na emeryturę?

Z tego punktu widzenia pomysły zgłaszane przez nowego szefa klubu PSL Jana Burego: uzależnienie wieku emerytalnego kobiet od posiadania i liczby dzieci jawią się jako spektakl. Zmierzający na przykład do wyciśnięcia czegoś dla siebie.

Ale możliwe, że tym razem to coś więcej. PSL rzeczywiście ceni sobie udział we władzy. Ale nie może przecież stawiać na taki udział, jeśli stawką będzie własne unicestwienie. A co prawda wydłużenie wieku emerytalnego pytania „być albo nie być” jeszcze nie podsuwa. Ale już stopniowe obejmowanie rolników powszechnym ubezpieczeniem społecznym – tak.

Wiele wskazuje na to, że Donald Tusk uzgodnił wprawdzie z Waldemarem Pawlakiem ogólne zasady swojego expose, ale nie szczegóły. Jeśli premier uznanł w ostatniej chwili, że średniozamożni rolnicy liczą się od 6 procent, a nie od 15, a tak podobno było,  to dla liderów PSL jest to różnica stanowiąca być może o politycznym życiu w wiejskich gminach. A zapowiedź Jarosława Kaczyńskiego: wojny w obronie rolników może grozić pragmatycznym ludowcom anihilacją. Ileż razy można się przeczołgiwać nad progiem wyborczym.

Z kolei PO może się tak bardzo z ludowcami nie liczyć. W roku 2007 Tuskowi zależało na koalicji bez lewicy. Za świeże były jeszcze echa afery Rywina, PiS-owi wyrywano wielu wyborców o szczerze antykomunistycznych przekonaniach. Oni by tego nie przełknęli. Ale dziś podziały układają się całkiem inaczej. Leszek Miller wyraźnie się zgłasza, także w konkretnych sporach z PSL zajmuje stanowisko „miejskie”, bliższe PO.

Wszyscy usłyszeli jego złośliwości pod adresem Tuska podczas debaty nad expose. Tymczasem ta mowa zawierała powtarzaną kilkakrotnie i bardzo natrętnie ofertę współpracy. A w odwodzie jest i Janusz Palikot. Tu rzecz byłaby psychologicznie trudniejsza. Ale nie niemożliwa, Palikot chętnie złagodzi obecną retorykę w zamian za dowartościowanie, bo tak naprawdę gra o większą stawkę niż jego aktualna dziwaczna partia. Gra o uzyskanie wpływów w samej Platformie. To oczywiście może z kolei popychać Tuska do ostrożności, to jak gra z krokodylem, który może odgryźć rękę. Ale skorzystać z Palikotowych głosów – czemu nie?

Do tej pory głównym argumentem za koalicją PO-PSL było nie wchodzenie sobie obu ugrupowań w drogę. Miały oddzielne elektoraty i interesy. Ale jeśli serio traktować reformatorskie zapowiedzi Tuska, małżeństwo z PSL może być trudne do utrzymania. Wzięcie SLD nie będzie zaś kosztowało prawie nic. Może byłoby groźne, gdyby kierował tą partią ostry gracz zabiegający o usamodzielnienie się. Wtedy mógłby wykorzystać tę koalicję do odbicia się od dna, do realnej konkurencji z PO. Ale przy wszystkich pozorach imperialności 65-letni Miller jest jak się zdaje zainteresowany głownie błyszczeniem. Możliwe, że zgodzi się na rolę zjadanej powoli przystawki, łatwiej niż skądinąd bardziej bezbarwny Napieralski.

Tusk ma wszystkie dane aby takiej wymiany dokonać. Nawet bunt platformerskich konserwatystów nie jest groźny – jedyny gracz, który mógłby go dokonać, Jarosław Gowin, dostał zabawkę, ministerstwo sprawiedliwości, i zajmie się nią na serio. Bo chce tam czegoś dokonać. Nie twierdzę, że do wymiany koalicji na pewno dojdzie. Twierdzę, że Platforma przyparła ludowców do muru i mogą oni nie mieć wyjścia. Naturalnie dodatkowy wpływ na sytuacje będą miały finansowe wstrząsy. Ale one z reguły sprzyjają raczej przebudowie niż stabilizacji sceny,

Piotr Zaremba

[Fot. PAP/Radek Pietruszka]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook