Jedynie prawda jest ciekawa

Zaremba: kontrowersyjne rządowe nominacje

17.11.2011

Ma rację politolog Andrzej Rychard: ze składu staro-nowego rządu Donalda Tuska nie da się wyczytać jego przyszłej polityki. Kryteria decydujące o zaproszeniu nie olśniewają oryginalnością.

Chodzi o to aby dowartościować kobiety (Joanna Mucha jako minister sportu – feminizowanie rządu było głównym tematem konferencji ), aby wykonać sygnały wobec różnych frakcji (lewicowiec Bartosz Arłukowicz jako minister zdrowia, prawicowiec Jarosław Gowin jako minister sprawiedliwości), aby symbolicznie wynagrodzić partyjną wierność (Sławomir Nowak jako minister infrastruktury), itd.

W wielu wypadkach chodzi tylko i jedynie o prostą kontynuację. Dotyczy to nie tylko tych, którzy zostają z poprzedniego składu. Jeśli Krystyna Szumilas obejmuje MEN, Tusk pozbędzie się kontrowersyjnego nazwiska Katarzyny Hall symbolizującego niespójność rządowej polityki choćby wobec posyłania sześciolatków do szkół, ale przecież nie zmieni edukacyjnej polityki. Szumilas była wiceministrem, która dotychczasową politykę autoryzowała.

Prawie żaden z członków rządu nie ma reputacji reformatora, rzecznika ambitnych pomysłów i ambitnego kursu. Ten który ją ma – Michał Boni – jest zsyłany trochę na boczny tor: kierowanie resortem administracji i cyfryzacji odsuwa go od wpływu na strategię polityki społecznej. Skądinąd przychodzi mu firmować kontrowersyjny pomysł rozdzielenia MSWiA, kwestionowany przez specjalistów, bo może osłabić koordynację między administracją ogólną (wojewodowie) i służbami mundurowymi.

Ciekawe eksperymenty kadrowe widać w tym nowym rządzie dwa: Jarosław Gowin jako minister sprawiedliwości i Mikołaj Budzanowski jako minister skarbu. Gowina Donald Tusk zachwalał na konferencji jako człowieka niezależnego od środowisk prawniczych, mogłoby to zapowiadać nową politykę niezależną od interesów tej korporacji. Czyli próbę odebrania części programu opozycyjnej prawicy. Tyle że Gowin ma jako minister ograniczone uprawnienia – narzędziem wpływania na politykę karną jest przede wszystkim prokuratura, a wpływu na nią rząd Platformy się wyrzekł. Za to Tusk wskazuje konserwatywnemu politykowi jako cel przede wszystkim deregulację gospodarki, a klucz do niej znajduje się w największym stopniu w resorcie wicepremiera Waldemara Pawlaka.

Budzanowski to z kolei odważny ekspert, który jako urzędnik resortu skarbu przeciwstawiał się lobby rosyjskiemu w polityce energetycznej. Rzecz w tym, że akurat na energetyczny sektor dużo większy wpływ mieć będą resorty gospodarki i środowiska. Nowy minister, inaczej niż jego poprzednik Aleksander Grad, nie ma za to silnego umocowania partyjnego. Wobec tego spodziewam się powrotu do idei Jana Krzysztofa Bieleckiego - uzależnienia polityki kadrowej w spółkach skarbu państwa od jakiegoś ciała „eksperckiego”, Grzegorz Schetyna nie będzie już tego więcej blokował. To może oznaczać, że władza nowego ministra okaże się ograniczona.

Wiele kadrowych pomysłów jawi się jako mocno kontrowersyjnych. Jakie kwalifikacje i cechy charakteru ma Sławomir Nowak, typowy partyjny gracz aby pilnować efektywności kolei? A takie przede wszystkim zadanie wytyczył mu podobno premier. Nawet w segmencie PSL budzącą kontrowersje ale doświadczoną minister Jolantę Fedak zastępuje w resorcie pracy kompletnie nieprzetestowany nowicjusz, 30-letni Władysław Kosiniak-Kamysz.

Także niektóre zmiany na obrzeżach tego rządu pokazują, jaką fikcję uprawiano w poprzedniej kadencji. Bez żalu Donald Tusk rozstaje się z sekretarzami stanu ds. przeciwdziałania korupcji (Julia Pitera) i ds. wykluczonych (Bartosz Arłukowicz). Tym samym pozwala nam stawiać raz jeszcze pytania, za co ta dwójka brała pieniądze? Pitera przez całą kadencję nie przygotowała jednego stosunkowo prostego projektu ustawy zaostrzającej antykorupcyjne przepisy (a do tego podobna była powołana). A Arłukowicz występował jako polityczny rentier symbolizujący preferowanie lewicowej opcji ideowej. Miejmy nadzieję, że nie odegra podobnej roli jako minister zdrowia.

Z pewnością będzie wizerunkowo zręczniejszy od Ewy Kopacz. I tu chodzimy do ważnego wątku – to wciąż może jeden z najistotniejszych czynników sprawczych polityki kadrowej tej ekipy. Nie w każdej sytuacji jest to zarzut – na przykład minister zdrowia musi się sprawnie komunikować ze społeczeństwem. Ale nadal można się obawiać sytuacji, kiedy forma będzie przerastać treść.

Ma to tym istotniejsze znaczenie, że słyszymy zza rządowych kulis zapowiedzi nowej ambitniejszej polityki finansowej i makroekonomicznej. I zastanawiamy się, czy udźwignie ją zręczny księgowy Jacek Rostowski. A co więcej, zastanawiamy się też, czy nie powróci czas zapowiadanych już periodycznie, i zawsze do tej pory fikcyjnych „rewolucji legislacyjnych”, które Donald Tusk zapowiadał każdej jesieni.

Naturalnie tym razem ma mniejsze pole manewru niż kiedykolwiek. Kryzys u bram, jesteśmy obserwowani przez Europę. Ale narządy nieużywane zanikają, to proste prawo natury. Donald Tusk musi dokonać nadludzkich wysiłków ze średnią ekipą pasującą do innych spokojnych czasów.

I jeszcze jedno pytanie: skoro Tusk widzi potrzebę ambitnej polityki choćby w resorcie sprawiedliwości, dlaczego zmarnował ostatnie cztery lata?

Piotr Zaremba

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook