Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Zaremba: Dyskutujmy o filmie „Kamienie na szaniec” do upadłego

26.02.2014

A już zupełnie nie rozumiem sytuacji, kiedy w kampanię włącza się tygodnik „Wprost”. Na okładce dramatyczne pytanie „Dlaczego w Polsce szarga się bohaterów”. Całkiem niedawno ten sam tygodnik rocznicę Powstania Warszawskiego uczcił podobizną Myszki Miki i przesłaniem: dosyć bohaterszczyzny - pisze publicysta tygodnika "wSieci" Piotr Zaremba.

Jeszcze na temat „Kamieni na szaniec” Roberta Glińskiego. Mniej już może na temat filmu, bardziej na temat dyskusji, która trwa, choć film nie pojawił się jeszcze na ekranach.

Nie martwi mnie ta wielka debata. Rozumiem, że na przykład harcerze czekający przez lata na obraz upamiętniający swoich patronów mają prawo do własnych wyobrażeń. I że chcieliby aby film był ilustracją ich poglądów i wychowawczych zaleceń.

Mówią o tym i ja do pewnego stopnia im przytakuję. Też wolałbym aby w tym filmie bohaterowie byli odrobinę bardziej harcerscy. Bliżsi tym z „Akcji pod Arsenałem” Jana Łomnickiego. Paradoksalnie tamten film nakręcony w schyłkowych czasach Gierka był bliższy specyficznemu pastelowemu klimatowi z książki Aleksandra Kamińskiego. „Ostrzejszy”, bardziej nastawiony na epatowanie młodością i przygodą obraz Glińskiego ma go mniej.

Ale kiedy słyszę jednego ze znaczących harcerzy mówiących, że film Glińskiego jest „antyharcerski i antyinteligencki” zastawiam się, czy oglądaliśmy to samo dzieło. Rozumiem emocje, ale film Glińskiego wydaje mi się przepojony fascynacją rycerską kulturą, rycerskim klimatem tamtej Polski, której już niestety nie ma.

Wydaje mi się też, że te spekulacje wiodą nas na manowce, zwłaszcza że ogromna większość Polaków filmu jeszcze nie widziała. Zdążyłem już poznać zaskakujące interpretacje. Ktoś twierdzi, że film jest pochwałą młodzieńczej brawury każącej walczyć na oślep, bez przygotowania. Ktoś przeciwnie, opowiada, że Gliński pokazując brak przygotowania tamtej młodzieży wykazuje bezsens walki. A może ani jedno, ani drugie – może po prostu pokazana jest prawda, czyli walka prowadzona w maksymalnie trudnych warunkach, z przeróżnymi pytaniami i dylematami, z rozterką i zwątpieniem, ale przecież z poszukiwaniem jej uniwersalnego sensu.

Harcerze protestują, że pokazano autorów akcji pod Arsenałem jako „niezgułów”. Ładne to „niezguły”, które tak sprawnie, choć nie bez strat, organizują w dwa dni akcję, a swoich ludzi wprowadzają nawet na Aleję Szucha. Nie zmienia to faktu, że w roku 1943 młodzi chłopcy zajmujący się do tej pory małym sabotażem strzelania do ludzi dopiero się uczyli. Czy ta prawda komuś uwłacza? Obala jakiś mit? Mam wrażenie, że jesteśmy bliscy ślepemu zaułkowi.

To przeczulenie wynika z naszych doświadczeń, gdy rozmaici ludzie już nie w mity uderzają, a w dobre imię tamtych chłopców. Odpowiadamy na to czujnością i nieufnością.

Jednak nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Ostatecznym wyróżnikiem jest pytanie, czy film jest robiony z miłością dla Polski czy nie. Zaświadczam, że Robert Gliński, syn żołnierki Szarych Szeregów, rannej w Powstaniu Warszawskim nakręcił film dramatyczny, intensywny, pełen emocji jak najlepszych. Naładowanych tą miłością.

Nawet jeśli komuś nie pasuje ta czy inna estetyka, ktoś upatruje w tej czy innej scenie nagięcie realiów (moim zdaniem zresztą wiele tych zarzutów jest przesadnych) niech sobie zada pytanie, o czym jest ten film. A jest o tym, że warto dawać świadectwo najwyższe. O tym jak polskie społeczeństwo nie dawało się złamać Niemcom. Także i o tym, jak wyglądała okupacja niemiecka w Polsce, bo zatracamy już tę świadomość, zwłaszcza najmłodsze pokolenia, pod wpływem takich seriali jak niemieckie „Nasze matki, nasi ojcowie”.

A już zupełnie nie rozumiem sytuacji, kiedy w kampanię przeciw filmowi włącza się tygodnik „Wprost”. Na okładce twarze świetnych młodych aktorów grających Rudego, Zośkę i Alka i dramatyczne pytanie: „Dlaczego w Polsce szarga się bohaterów”.

Całkiem niedawno ten sam tygodnik rocznicę Powstania Warszawskiego „uczcił podobizną Myszki Miki i przesłaniem: dosyć bohaterszczyzny. Teraz podejmuje wojnę z filmem, który niczego nie szarga, choć być może niektóre wątki ujmuje zbyt współcześnie. Ale powiadam: dyskusja o estetyce to jedna, nagonka – co innego. A tu mamy na dokładkę do czynienia z jakimś balem przebierańców.

Czytam we „Wprost”, że scenariuszem zniesmaczony był historyk Andrzej Kunert, sekretarz Rady Ochrony Pamięci walk i Męczeństwa. Ma prawo do takiej opinii, ale mam wrażenie, że bardziej kontrowersyjne było patronowanie pomnikowi żołnierzy bolszewickich w Ossowie.

O samym filmie postaram się powiedzieć jeszcze więcej w dużej recenzji na łamach „wSieci”. Na razie polecam wywiad z reżyserem w najbliższym numerze tygodnika – Robert Gliński odnosi się w nim do niektórych zarzutów.

Na koniec jeszcze jedno. Nie twórzmy frontów tam gdzie ich nie ma, wystarczą te, które istnieją realnie. Doświadczyłem tego występując w programie TVP Kultura „Czas odlotów” poświęconym między innymi temu filmowi.

Spotkałem się w studio miedzy innymi z przemiłymi harcerzami z ZHR: Wiesławem Turzańskim i Anną Sampolską-Wiśnioch. Zaczęliśmy od wzajemnej polemiki w sprawie filmu, na szczęście niezbyt ostrej. Skończyliśmy w jednym froncie, wspólnie bombardowani przez część gości pytaniami kwestionującymi w ogóle sens zbyt mocnego propagowania postaw heroicznych, bo przecież dziś trzeba szukać „tego co łączy”.

Projekcja tego programu nastąpi w czwartek o 20.20. Mankamentem jest to, że program jest skracany, ale mam nadzieję, że istota dyskusji zostanie zachowana.

Piotr Zaremba

[fot: materiały filmowe]

Słowa kluczowe:

Zaremba

,

film. historia

,

kino

,

dyskusja

CS112fotMINI

Czas Stefczyka 112/2014

PDF (5,64 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook