Jedynie prawda jest ciekawa

Żale Krystyny Jandy: Teraz nie ma ministra, do którego mogę się odwołać

28.09.2016

Krystyna Janda ma żal do obecnego ministra kultury prof. Piotra Glińskiego za to, że zdecydował się przyznać jej 150 tys. złotych, a nie jak oczekiwała 1,5 mln. Z rozmowy na antenie Radia Zet wynika jednak, że za czasów koalicji PO-PSL również nie miała łatwo. Przyznała, że pieniądze uzyskiwała dopiero po bezpośrednich rozmowach z ówczesnymi ministrami.

Przypomnijmy. Fundacja Krystyna Jandy ubiegała się o dotację w wysokości 1,5 mln złotych na Teatr Polonia i Och-Teatr. Ministerstwo Kultury i  Dziedzictwa Narodowego odmówiło przyznania tych pieniędzy. Wynikało to ze zbyt niskiej punktacji oraz błędów formalnych w jednym z dokumentów. Po odwołaniu aktorki resort zdecydował się przyznać Jandzie 150 tys. złotych.

Janda nie ukrywała żalu do ministra, który zapewnił, że bardzo dokładnie zapoznał się z dokumentami złożonymi przez aktorkę, a także zaznaczył, że zaopiniował je pozytywnie. Jednocześnie wyjaśnił, że w Polsce działa wiele innych placówek kulturalnych, które nie posiadają takich środków, jak fundacja Jandy.

„Przyznanie kwoty 1,5 miliona złotych na prowadzone przez Panią teatry zmniejszyłoby szansę wielu innych podmiotów na otrzymanie dotacji MKiDN” - tłumaczył Gliński.

Co ciekawe, ze słów aktorki wynika, że wcześniej, a więc za koalicji PO-PSL, też nie mogła liczyć od razu na wsparcie. Pieniądze otrzymywała dopiero po odwołaniach.

„To wszystko z tymi pieniędzmi to jest i tak nieprawda, ponieważ myśmy nigdy, nigdy nie dostali pieniędzy z tzw. grantów, tylko zawsze to było z odwołania” przyznała na antenie Radia Zet.

„Tylko, że teraz nie ma takiego ministra, do którego ja mogę się odwołać”.

Zdradziła, że z prośbą o pieniądze chodziła do ówczesnych ministrów.

„A zawsze wcześniej ci ministrowie rozumieli mój kłopot, rozumieli, co robimy, rozumieli, jak ważny jest ten teatr dla marki Warszawy i Polski”.

Twierdzi też, że w wyniku zmiany jest przerażona myślą o losach jej fundacji.

 „Nie bez powodu uważam mam medal „Człowieka wolności”. Całym swoim życiem i całą swoją drogą zawodową połowy mojego życia tworzyłam, grałam przy akompaniamencie cenzury. Potem nastąpiło to szczęśliwe 27 lat, kiedy już cenzura nas nie interesowała, mogliśmy się zająć sztuką, byliśmy takimi prawdziwymi, szczęśliwymi dziećmi, które, nasze teatry włączały się w sprawy społeczne i ważne, ale jakby na zasadach wspólnej rozmowy. Nie przypuszczałam, że jeszcze kiedykolwiek w życiu będę musiała z tego mojego cudownego, wygodnego, i bardzo takiego wygodnego w sensie artystycznym, takiego szczęśliwego życia wyjść żeby krzyczeć i protestować, dlatego że zawsze, od tego momentu zmiany wydawało mi się, że ten naród, już niech sobie zdecyduje, jak chce, i nagle niby naród zdecydował, a ja mówię no nie, ale ja się nie zgadzam. Ale ja po prostu się nie zgadzam, cierpię, nie podoba mi się to, nie czuję się wolna, czuję się zagrożona, nie zgadzam się z wieloma decyzjami” — dodaje.

wkt/wPolityce.pl/Radio Zet/gazeta.pl/lap

[fot. yputube.com]

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook