Jedynie prawda jest ciekawa

Z Tuska w UE, będziemy mieli tyle samo co z Buzka

30.08.2014

Wczoraj już w mediach w Polsce, premier Donald Tusk został wybrany na przewodniczącego Rady Europejskiej, następcę Belga, Hermana Van Rompuya, który jakoś specjalnie nie dał się zapamiętać Europejczykom – analizuje europoseł PiS Zbigniew Kuźmiuk.

Wprawdzie o kandydacie na to stanowisko, unijni przywódcy będą rozmawiali dopiero podczas dzisiejszego szczytu w Brukseli ale nie ulega wątpliwości, że na dwa wakujące stanowiska (przewodniczącego Rady i Wysokiego przedstawiciela ds. stosunków zewnętrznych i bezpieczeństwa), poszukiwani są przedstawiciel (przedstawicielka) europejskiej chadecji i europejskich socjalistów, ponieważ obydwa ugrupowania zawarły już drugi raz z rzędu koalicję w Parlamencie.

Komisarzem ds. zagranicznych ma być ponoć włoska socjalista więc przewodniczącym Rady, będzie przedstawiciel chadecji i ten warunek Tusk spełnia, bo Platforma jest członkiem tej frakcji w PE.

Jednak w tej sprawie nic nie jest pewne, bo są rozważane i inne kandydatury na szefa Rady (premierów Irlandii , Finlandii), może także dojść do zamiany propozycji, przewodniczący Parlamentu dla socjalistów, a komisarz ds. zagranicznych dla chadeków.

Niezależnie jak się potoczy sprawa kandydatury Donalda Tuska na przewodniczącego Rady (oczywiście jej kibicuję) trzeba wyraźnie powiedzieć, że to unijne stanowisko ma raczej charakter dekoracyjny.

Przewodniczący Rady bowiem jak wynika z zapisów w Traktacie Lizbońskim prowadzi jej posiedzenia i przygotowuje w konsultacji z szefami rządów i głowami państw członkowskich jej agendę.

Podczas obrad w tych punktach, w których dochodzi do rozbieżności pomiędzy poszczególnymi krajami członkowskimi przewodniczący zajmuje się także wypracowywaniem stanowisk kompromisowych (jeżeli jest to na danym posiedzeniu możliwe).

Wreszcie przewodniczący Rady reprezentuje ją na zewnątrz, choć ma to miejsce dosyć rzadko, ponieważ w ważnych spotkaniach międzynarodowych najważniejsze kraje członkowskie UE, są reprezentowane przez swoich przywódców.

Kompetencje te, są jak widać bardzo podobne do obowiązków przewodniczącego Parlamentu tyle tylko, że o ile szef PE organizuje pracę posłów i prowadzi obrady, przewodniczący Rady wykonuje te obowiązki w odniesieniu do szefów rządów i głów państw.

Podkreślam tę analogię ponieważ Polska miała już „ważne” stanowisko w instytucjach unijnych, przewodniczącym Parlamentu Europejskiego został wybrany w 2009 roku na pół kadencji (2,5 roku), europoseł Jerzy Buzek.

Pamiętam tamtą atmosferę uniesienia w mediach w Polsce, rozbudzano wielkie oczekiwania związane z tym wyborem, mieliśmy jako kraj uzyskać jakieś bliżej nieokreślone pożytki z tego wyboru.

Nie przypominam sobie aby jakakolwiek polska sprawa w związku z tym przewodniczeniem została w Unii załatwiona, ba parę spraw fundamentalnie ważnych dla naszego kraju, którymi osobiście zajmował się Jerzy Buzek, przegraliśmy z kretesem (na przykład doszło do zaostrzenia bardzo dla nas niekorzystnej polityki klimatyczno-energetycznej UE, a finalizacja tego procesu nastąpi tej jesieni).

Jerzy Buzek dzięki temu przewodniczeniu, poprawił tylko swój prestiż na unijnym form i stał się bardziej rozpoznawalnym parlamentarzystą i to niestety wszystkie pożytki z jego kierowania parlamentem.

Nie chciałbym być złym prorokiem ale jeżeli Donald Tusk zostanie jednak przewodniczącym Rady, to dla Polski z tego tytułu nie spodziewam się jakiś „nadzwyczajnych profitów”.

Zresztą to także nie najlepsze proroctwo dla Unii, skoro premier Tusk przez 7 lat w Polsce, nie dawał sobie rady z rządzeniem, to trudno sobie wyobrazić aby lepiej poprowadził unijne sprawy nawet w tak wąskim zakresie jakie wynikają z niewielkich kompetencji przewodniczącego Rady Europejskiej.

Zbigniew Kuźmiuk

europoseł PiS

[fot: PAP/Radek Pietruszka]

Słowa kluczowe:

Bruksela

,

Zbigniew Kuźmiuk

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook