Jedynie prawda jest ciekawa

WYWIAD. Łaniewska o "Smoleńsku": Dla tych, co uwierzyli w pancerną brzozę

06.09.2016

"Ten film nie jest kontrowersyjny, tylko, jak już podkreślałam, szalenie prawdziwy".

Po obejrzeniu „Smoleńska” będziemy więcej wiedzieć na temat przyczyn tragedii z 10 kwietnia 2010 roku?

Na pewno. Ja akurat należę do ludzi, którzy interesowali się pracami zespołu parlamentarnego pana Antoniego Macierewicza, który zajmuje się dotarciem do przyczyn katastrofy smoleńskiej oraz doniesieniami mediów. Mimo swojego wieku bardzo t o mnie zajmuję, uczestniczę także w miesięcznicach smoleńskich. To, co więc zobaczyłam na ekranie nie zaskoczyło mnie, bo o wielu sprawach wiedziałam ja o wielu sprawach wiedziałam. Film był dla mnie unaocznieniem tego, takim sfabularyzowanym dokumentem. Sądzę, że te osoby, które nic nie wiedzą lub niewiele na temat tej katastrofy mają okazję krok po kroku prześledzić jak to wszystko wyglądało. Razem z dziennikarką, która jest osobą prowadzącą w tym filmie.

Była Pani jedną z tych aktorek, które od początku deklarowały chęć zagrania w tym filmie.

Było to dla mnie niezwykle ważne. Cieszyłam się, kiedy film zaczął być realizowany. Później była dwuletnia przerwa i nie wiedziałam czy będzie on w ogóle kończony, wszystko to bardzo przeżywałam. Wczorajsza premiera, na której byłam, była zwieńczeniem moich nadziei, by ten film się ukazał. To sukces, że pomimo tych wszystkich przeszkód, które były przez te ostatnie lata w końcu się pojawił. Na filmy o niczym są pieniądze, a o kawałku historii Polski, tej która poruszyła społeczeństwo, ale i je również rozdzieliła dotacji nie było. Najważniejsze, że ten film jest niezwykle prawdziwy i niezwykle głęboki. Mam nadzieję, że będą chcieli zobaczyć go ci, którzy uwierzyli w pancerną brzozę i sms, który dostali dwie godziny po tragedii, że jest to wina pilotów.

Nie milkną jednak głosy, że film może dzielić społeczeństwo.

Ale wbrew ich opinii ten film nie jest kontrowersyjny, tylko, jak już podkreślałam, szalenie prawdziwy. Ten film pomaga zrozumieć to, co już wiemy z dokumentów i co w międzyczasie się wydarzyło, te wszystkie tragiczne tzw. pseudosamobójstwa ludzi, którzy byli z tą tragedią jakoś związani, albo mieli jakąś wiedzę na ten temat. Przecież to wszystko jest, trzeba tylko myśleć. Już pomijam komisję pana ministra Antoniego Macierewicza, który wprowadził do niej autorytety naukowe, odsądzane przez wielu od czci i wiary. Wspomniana dziennikarka z filmu ma z początku w takim nastroju zrobić właśnie reportaż na temat katastrofy smoleńskiej. Po kawałku zbierając informacje jest przerażona tym, co się dzieje. Kłóci się najpierw sama z sobą, nawet ze swoją matką, aż stwierdza, że jest bezradna i właściwie pozostała sama z tym czego się dowiedziała. Niestety wielu ludzi, także z mojego środowiska, pewnie nie skorzysta z jego oglądnięcia

Lęk przed poznaniem prawdy?

Z całą pewnością jest w nich taki lęk. Dlatego bardzo dobrze, że ten film się ukazał i że miał taką premierę, na jaka zasługuje. Nie po cichu, w podziemiu, tak jak jeszcze kiedyś w stanie wojennym się spotykaliśmy żeby podyskutować. Tylko w największej sali widowiskowej Teatru Wielkiego na czerwonych dywanach, w obecności prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, pani premier, pana Jarosława Kaczyńskiego. Każdego miesiąca w modlitwie wiernych mówię: „Módlmy się, żeby ofiara ich życia nie została zapomniana i godnie upamiętniona”. Cieszę się, że to ma miejsce.

Jaka scena najbardziej Panią przejmuje w filmie?

Przejmuje mnie ostatnia scena – spotkanie stojących oficerów bez pasów nad grobami, czyli tych, którzy zginęli w Katyniu z obsadą rozbitego samolotu, która idzie w ich kierunku. Ta scena jest dla mnie osobiście bardzo ważna. Dużo osób oglądając ją płakało, ja również.

Rozmawiał Piotr Czartoryski-Sziler

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook