Jedynie prawda jest ciekawa

Wyszkowski: Byliśmy naiwni wobec Wałęsy

23.05.2017

„Był czas, gdy nazywałem Lecha Wałęsę przyjacielem. Był okres, gdy zwracałem się do niego z wyrazami wielkiej sympatii, chcąc go uchronić od pewnych błędów, w tym współpracy z komunistami. To nie udało się” - stwierdził na antenie Telewizji Republika były opozycjonista, obecnie członek Kolegium IPN, Krzysztof Wyszkowski, opowiadając o agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy.

Wyszkowski opowiedział również, jak postrzegał byłego prezydenta Polski w kategoriach „prowokatora” i „wariata”, gdy na początku wspólnej znajomości rzucał hasła „zabijania milicjantów”. 

„W mieszkaniu na podsłuchu mówił o takich rzeczach - to było dziwne, był dla nas wtedy kimś między prowokatorem a wariatem, jednak z czasem uwiarygodnił się swoim katolicyzmem i to nas przekonało” - mówił Wyszkowski. „Byliśmy naiwni, wierzyliśmy, że ktoś, kto głęboko wierzy, jest człowiekiem uczciwym” - dodał. 

Wyszkowski opowiedział też o swoich wątpliwościach, gdy Lech Wałęsa zapowiedział, że chciałby uzyskać status osoby pokrzywdzonej. 

„Wcześniej wypłynęły jednak dokumenty dowodzące, że był tajnym współpracownikiem bezpieki i w związku z tym, nie miał prawa otrzymać tego tytułu. Mogli go otrzymać ci, którzy „ze złej strony przechodzili na dobrą”, a Wałęsa zrobił odwrotnie, bo najpierw był członkiem komitetu strajkowego w roku 1970, a potem został TW. Ja powiedziałem, że nie ma prawa do tytułu, bo to nielegalne i on wytoczył mi proces. Sądy stanęły wówczas w większości po jego stronie” - mówił były opozycjonista. 

Wyszkowski wyraził również ubolewanie, że nadal część Polaków wierzy Wałęsie. „Myślałem, że ujawnienie „teczki Kiszczaka” dla ludzi, którzy ufali Wałęsie, będzie stanowiła ostateczny dowód, że był współpracownikiem bezpieki” - stwierdził. 

Gość telewizji zdradził też historię z czasów pierwszej kampanii prezydenckiej w III RP, gdy mogło dojść do ujawnienia prawdy o Lechu Wałęsie. 

„Pod koniec kampanii w 1990 roku ekipa Mazowieckiego zbierała dokumenty nt. agentury Wałęsy. Myślę, że po to, by w drugiej turze ujawnić te dokumenty i „zlikwidować” przeciwnika, który odpadnie jako były agent. Tak to planowano. Mazowiecki jednak do drugiej tury nie wszedł. Nie znalazły się teczki Mazowieckiego, Krzysztofa Kozłowskiego. Oni chroniąc siebie, chronili całą agenturę. IPN, który powstał później, też działał w sposób niedoskonały. Leon Kieres, pierwszy szef IPN,  znając dokumenty o współpracy Wałęsy dla własnej kariery uznał, że da mu status pokrzywdzonego” - opowiedział były opozycjonista, obecnie członek Kolegium IPN.

ak/Telewizja Republika

[fot. YouTube/Telewizja Republika]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook