Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

„wSieci”: Prezydent przerwał wendetę

23.11.2015

Decyzja o ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego konieczna i słuszna, ale nie bezkosztowa – zauważa w artykule na lamach nowego wydania tygodnika „wSieci” Piotr Skwieciński.

Piotr Skwieciński już na wstępie artykułu tłumaczy dlaczego ułaskawienie Mariusza Kamińskiego było aktem słusznym: Ułaskawienie było moralnie słuszne przede wszystkim dlatego, że Kamiński był obiektem najbardziej chyba zaciekłej wendety ze strony establishmentu III RP. Nikt inny z PiS nie był tak znienawidzony przez ów establishment. Bo też nikt inny tak bezpośrednio nie kojarzył się z próbą skutecznego pozbawienia tych elit owocującego bezkarnością nieformalnego immunitetu. Nikogo więc elity te (których politycznym narzędziem była Platforma Obywatelska, ale w dużym stopniu także SLD) nie ścigały tak konsekwentnie i z taką zajadłością. Autor wskazuje również, że Sędzia Łączewski uzasadnienie swojego wyroku pisał przez pół roku. „Przypadkiem” skończył w apogeum kampanii wyborczej… Dalszy scenariusz był jasny. Oczekiwanie na termin rozprawy w drugiej instancji, sama rozprawa… To już może być rok. […] Przez ten czas Kamiński albo nie znalazłby się w służbie państwowej, albo pozostawał pod ciągłym ostrzałem medialno-politycznym („oto podsądny nadzoruje służby specjalne!”). Trwałaby wendeta. W tych okolicznościach decyzja prezydenta jawi się jako nie tylko moralnie słuszna, lecz również racjonalna politycznie. Bo przecież ten ostrzał dotyczyłby nie tylko Kamińskiego osobiście, dotyczyłby całego obozu IV RP. Posunięcie Andrzeja Dudy przecina ten wrzód.

Autor artykuł wyjaśnia również, dlaczego to właśnie Mariusz Kamiński jest tak ważny dla rządu i nadzorowania służb specjalny i czy nie można po prostu zastąpić go kimś innym. Po pierwsze, dlatego że świat najzagorzalszych zwolenników IV RP przeżywa te sprawy inaczej. Mariusz Kamiński stał się dla tych ludzi (w stopniu nawet większym niż Antoni Macierewicz, który jest mimo wszystko bardziej kontrowersyjny) symbolem zasad. Więcej — ich upostaciowieniem. Gdyby powstał rząd PiS, a on nie mógłby realizować misji, którą kilka lat temu przerwał mu Donald Tusk — walki z korupcją — najzagorzalsi zwolennicy odebraliby to jako co najmniej coś niezrozumiałego. To jedna z niewielu okoliczności, które potrafię sobie wyobrazić, jakie mogłyby się stać początkiem rozluźniania organicznego związku między tym segmentem elektoratu, będącym przecież bezpośrednim zapleczem PiS, a samą formacją. I Jarosławem Kaczyńskim. Oczywiście gdyby się tak stało, byłby to proces bardzo długofalowy, ale nawet bardzo długotrwałe procesy kiedyś się zaczynają. Po drugie zaś (a jest to związane z punktem pierwszym) polityka personalna — to sygnał. Dla swoich i dla wrogów. […] Gdyby więc partia po objęciu władzy go schowała, co bardziej podatni na pokusy ludzie nowych rządów mogliby odebrać to jako sygnał: widać, że tak bardzo strasznie to już nie będzie. Dadzą żyć, więc można pożyć. Wrogowie z kolei mogliby uznać to po prostu za sygnał słabości. Podatności na nacisk. Nie ułatwiłoby to rządzenia.

Autor widzi także, że nieprzyjemny klimat powstały po ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego, można szybko poprawić: Namawiałbym więc do próby zneutralizowania nieprzyjemnych dla rozczarowującej się grupy wyborców wrażeń; np. do szybkiej realizacji zapowiedzianego przecież przez Jarosława Kaczyńskiego pakietu demokratycznego stwarzającego parlamentarnej opozycji szersze możliwości działania i kontroli rządu. Bo wiara w to, że gdy raz zdobyło się złoty róg, nie trzeba już zabiegać o to, by pozostał w naszych rękach, jest złudna.

Więcej o ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego w tygodniku „wSieci”, w sprzedaży od 23 listopada br., także w formie e-wydania na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.

[Fot. PAP/Jacek Turczyk/wSieci]

 

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook