Jedynie prawda jest ciekawa

"wSieci": Kijowski skończył epokę

03.02.2017

"Możliwe, że historycy przyszłości uznają klęskę KOD i kompromitację lidera tej organizacji za punkt wyznaczający ostateczny zmierzch III RP" – pisze w tygodniku „wSieci” Piotr Skwieciński.

Znawca polityki międzynarodowej i komentator polityczny tym razem wziął pod lupę nasze krajowe podwórko. W swojej analizie Piotr Skwieciński wyjaśnia, dlaczego upadek lidera KOD i Mateusza Kijowskiego jest tak dotkliwy dla całej opozycji.

W ostatnich tygodniach z opozycyjnych firmamentów spadły dwie gwiazdy pierwszej wielkości: Ryszard Petru i Mateusz Kijowski. Okoliczności obu upadków mówią wiele o owej opozycji. Przy czym ten drugi upadek jest wbrew pozorom bardziej dotkliwy. Bardziej dotkliwy dlatego, że ktoś, komu chciałoby się udawać filozofa, mógłby zapytać: „Kto to jest Petru?”. I wbrew pozorom byłoby to pytanie sensowne. Szef Nowoczesnej to bowiem po prostu lider partyjny. Oczywiście część opozycji (rozumianej szerzej –  jako całość obozu III RP) wiązała z nim i z jego partią pewne nadzieje. Ale bez przesady. Nadzieja ta była ograniczona, tak jak ograniczona do bardzo określonego w sensie zarówno społecznym, jak i ideologicznym elektoratu była oferta Nowoczesnej. Dlatego upadek Petru jest dla opozycji przykry. Ale właśnie tylko przykry. To porażka taktyczna, a nie klęska strategiczna. Z Kijowskim zaś jest inaczej. Ato dlatego, że i on sam, i jego formacja uosabiali nadzieje znacznie szersze – pisze Piotr Skwieciński.

O jakie nadzieje chodzi? Autor „wSieci” nie ma wątpliwości, że Kijowski i jego ruch mieli być dla dzisiejszej opozycji czymś w rodzaju nowej Solidarności. 

Przypomnijmy sobie złoty dla KOD czas, czyli pierwsze kilka miesięcy jego istnienia. Po antypisowskiej stronie barykady nierzadko spotykało się porównywanie tego ruchu do „Solidarności” z lat 1980– –1981. Tak jak ona miał on być zarazem zjawiskiem ponadpolitycznym i bardzo politycznym. Miał łączyć wszystkich demokratów (tak w tych kręgach definiuje się wrogów PiS), ale zarazem stworzyć jakąś niesprecyzowaną nową jakość. KOD miał być odpowiedzią na zgranie się rządzącej przez osiem lat i zdepopularyzowanej Platformy. Ale też czymś szerszym. Jakimś uosobieniem rozumianego pozytywnie etosu III RP. (…)Miał być też dla większości tych, którzy go wsparli, powtórzeniem ich przeżycia pokoleniowego, czyli czasów pierwszej „Solidarności” i stanu wojennego  – ocenia publicysta. 

Skwieciński zauważa, że Mateusz Kijowski był  swoistą emanacją tego zjawiska i reprezentuje on typ ludzi, który podoba się niektórym Polakom. Dla nich lider KOD to po prostu Mateusz, swój chłopak z kitką. 

Kucyk. Modna broda. Otoczony elektronicznymi gadżetami. W modnych ciuchach. W zaje…stych okularach. Ktoś, kto kojarzyć się może z jakąś zaklętą przestrzenią między pracownią informatyczną, planem filmu reklamowego a biurem marketingu. Czyli pokrótce ktoś dysponujący atrybutami pozwalającymi przedstawicielom tej grupy uznać go za swojego. Bo albo jest dla nich naprawdę swojski, sami tacy są i takie typy ich na co dzień otaczają, albo też jego wizerunek może być dla nich symbolem aspiracji. Stał się emanacją „Polski III RP” również ze względów pokoleniowych. Bo kodowcy i ci, którzy chodzą na demonstracje antypisowskie, mają silną tożsamość generacyjną w tym sensie, że są ludźmi, którzy byli młodzi u narodzin III RP, uwierzyli w nią i bardzo zainwestowali psychicznie – podkreśla autor.

Tyle tylko, że  w związku ze skandalem związanym z nadużyciami, których miał dopuścić się Kijowski, ten ideał upada. I ludzie zaczynają zadawać sobie pytanie. Skoro on jest taki, jak my, to kim jesteśmy my sami? 

Gdy masa ludzi zadaje sobie takie pytanie i popada w tego rodzaju frustrację, ma to poważne skutki. I często oznacza moment przełomowy. Dlatego nie wykluczam, że historycy przyszłości uznają klęskę KOD i kompromitację Kijowskiego za symboliczny albo i faktyczny ostateczny koniec pewnej epoki. Epoki III RP i utożsamiającej się z nią formacji – konkluduje publicysta.

Obszerna analiza upadku KOD w najnowszym numerze tygodnika „wSieci”, dostępnym w sprzedaży od 30 stycznia, także w formie e-wydania na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl.

kk

[fot. Fratria]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook