Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Wolski: Ta katastrofa spełni rolę dydaktyczną wobec Zachodu

22.07.2014

O implikacjach zestrzelenia malezyjskiego samolotu przez rosyjskich terrorystów rozmawiamy z Marcinem Wolskim, pisarzem, publicystą.

Stefczyk.info: Czy zestrzelenie malezyjskiego samolotu będzie punktem zwrotnym w wojnie na Ukrainie i postrzeganiu Rosji przez zachodnią opinię publiczną?

Marcin Wolski: - Może być, ale bardzo trudno już teraz o tym wyrokować. Jeżeli mówi się, że decydują pierwsze godziny czy dni, to zmarnowano już sporo czasu. Za chwilę będzie tydzień od katastrofy, a dopiero jesteśmy na etapie zebrania ciał, a spora ilość materiału została zrabowana. 

Natomiast wszystko zależy od głębokości przeżycia całej sprawy – na ile media będą chciały „grzać” tą sprawą. Druga niewiadoma to pytanie, czy za reakcjami polityków pójdą czyny: mocniejszy nacisk ekonomiczny na Rosję, półoficjalne dozbrajanie Ukrainy, etc. Tego nie wiemy, a jest to kluczowe.

Na moje wyczucie ta sprawa nie rozejdzie się po kościach, ale nie mam twardych dowodów na tę tezę.


Mamy do czynienia z nieprawdopodobną intensyfikacją rosyjskiej propagandy, wyrażaną również przez samego Putina. Może ona okazać się po raz kolejny skuteczna?

- Mnie interesuje, jak na tę propagandę reaguje Zachód. Z fazy zdziwienia przechodzi do fazy wkurzenia. 

My do propagandy rosyjskiej jesteśmy przyzwyczajeni co najmniej od 17 września 1939 roku. To, że kłamstwo jest kręgosłupem propagandy i informacji rosyjskiej jest dla nas oczywiste. Jeżeli pada jakieś zdanie z tamtej strony, to my najpierw patrzymy, czy to jest kłamstwo, a dopiero potem zastanawiamy się, czy to może być prawda. 

Z drugiej strony ta bezczelność rosyjska, która zaczęła się od lansowania „małych zielonych ludzików”. Wygląda, że Rosjanie mogą powiedzieć następnego dnia coś odwrotnego niż dzień wcześniej i nikt tego nie podważa. 

Dziś mamy narrację, że „my nie wyjaśnimy sprawy”. Ona jest wyjaśniona, do rozstrzygnięcia pozostają detale. W tej sprawie to, czy wrak znajdzie się w całości, czy przeprowadzą sekcje wszystkich ofiar, nie ma znaczenia, bo wrakowisko nie powie wiele więcej. Twarde dowody są w postaci danych wywiadowczych, ewentualnie zdjęć satelitarnych. 

Zastanawiam się, czy takie kłamstwo jest tylko całkowicie surrealistycznym zaklinaniem rzeczywistości czy ma też racjonalne powody. W przypadku Putina może jednak mieć – takie kłamstwo oddziałuje na własne społeczeństwo, które jest zaczadzone imperialnymi marzeniami. 

Drugi powód, to próba zasiania wątpliwości na Zachodzie: Rosjanie dają argumenty różnego rodzaju wielbicielom Rosji na Zachodzie. Tamci może nawet im nie wierzą, ale przynajmniej mają jakiś argument. Przypuszczam jednak, że ta katastrofa spełni rolę dydaktyczną tak wobec społeczeństw Zachodu, a może nawet ich elit. 


Narzucają się analogie do katastrofy smoleńskiej. Wówczas jednak cały świat przyjął za pewnik raport MAK i Anodiny...

- Są jednak różnice. Po pierwsze – zdarzyło się to w warunkach pokoju i resetu z Rosją, kiedy cały świat chciał wierzyć, że Putin się zmienia. Po drugie chodzi o stanowisko własnego rządu. Jak Zachód miałby w tej sprawie reagować, jeżeli w pierwszym kwadransie po katastrofie nasz minister spraw zagranicznych już wiedział, co się zdarzyło i rozsyłał w tej sprawie sms-y? 

Ani NATO, ani UE nie mogą w to wchodzić bez zakwestionowania władz polskich. Natomiast oczywiście zestawienie tych tragedii budzi zasadnicze pytania. 

Nie wchodzę w aspekty techniczne, ale chodzi mi o samą hipotezę. Jeżeli mamy do czynienia z wielokrotnym bandziorem, który wysadza domy, wysyła wojska na bezbronny kraj itd., to mamy do niego ograniczone zaufanie. Pierwszym karygodnym błędem polskich władz było oddanie Rosjanom śledztwa. Co więcej, odbyło się to w atmosferze wdzięczności – Komorowski nagradzający uczestników akcji, Michnik piszący „spasiba”... Przerażająca jest ta otoczka. Nie miałbym takich pretensji do naszego premiera, gdyby powiedział: „Wzięli nas za mordę, zgwałcili, stajemy przed obliczem III wojny światowej!” Tymczasem wyczuwałem aktywny entuzjazm z powodu współpracy z Moskwą. To najbardziej dramatyczna różnica i największa lekcja, jaka jest nam udzielana. 

Przede wszystkim – jakim prawem, gdy jest incydent z udziałem bandziora, oddaje się temu bandziorowi śledztwo? Bez nawet propozycji współpracy międzynarodowej, którą oni mogli oczywiście odrzucić, ale jednak postawiliby się w pewnym świetle.

A czy dziś, w nowej sytuacji politycznej, jest szansa na zredefiniowanie polskiego oficjalnego stanowiska w sprawie smoleńska? Czy też ten rząd stał się już zakładnikiem własnych kłamstw?


- Przez ten rząd? Nie przypuszczam, to byłoby harakiri dla tej ekipy. Nie wykluczam jednak, że po wymianie premiera można będzie coś wykonać. Prezydent mógłby powiedzieć, że był niedoinformowany, etc. My nie oczekujemy przyznania się do zamachu, ale stwierdzenia, że nie wszystko w tym śledztwie idzie jak należy i że pewne rzeczy trzeba sprawdzić.


Czy zestrzelenie malezyjskiego samolotu może pomóc w wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej?

- Tego nie wiem. Jestem jednak prawie pewien, że tajemnica smoleńska zostanie wyjaśniona. Jeżeli istnieją taśmy na naszych polityków, to jestem pewien, że któregoś dnia wypłyną taśmy z rozmowy Arabskiego w moskiewskiej restauracji, późniejsze rozmowy, spotkania... We współczesnym świecie jest dużo łatwiej niż w czasach dawniejszych.

Rozmawiał Krzysztof Karwowski
[fot. PAP/EPA]


Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na Facebooku!
CS137fotMINI

Czas Stefczyka 137/2016

PDF (5,39 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook