Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Wolski: "Lans Tuska budzi politowanie"

16.02.2014

Donald Tusk miał bardzo pracowitą sobotę. Ledwo zdążył ze smutnej uroczystości pogrzebowej na radosne fiesty z okazji dwóch złotych medali naszych olimpijczyków. O premierze lanserze rozmawiamy pisarzem i satyrykiem Marcinem Wolskim.

STEFCZYK.INFO: Miał pan tę przyjemność oglądania naszego premiera w telewizjach z okazji sukcesów naszych sportowców?

Marcin Wolski: Dzięki Bogu było mi to oszczędzone, ponieważ miałem wieczór kolęd w staroszlacheckim dworku. W związku z tym, o tym, że pan premier podczepia się pod wszystko, pod czym może zaistnieć, wiem z drugiej ręki, ale wiem.


No dobrze, więc jaka jest pańska opinia na ten temat?

Ja jestem zawsze zażenowany, np. gdy jest jakaś uroczystość patriotyczna, czy nie daj Boże - pogrzeb, to ludzie, którzy zauważą, że są w oku kamery, zaczynają do niej machać, bo uznali, że zwietrzyli „swoje pięć sekund” i postanowili „zaistnieć” w czymś ważnym. Oczywiście w przypadku osób prywatnych to może budzić politowanie.

Ale kiedy takie coś robi premier dużego narodu i pojawia się w bardzo rożnych miejscach i widać wyraźnie, że jest to efekt zabiegów piarowskich. Ja się dziwię, że on się nie rozdwoił i nie znalazł się w Soczi.


No tak, wszak jego zaplecze propagandowe może stworzyć avatara Tuskowi, a nawet kilka, bo przecież jest co najmniej kilka zaprzyjaźnionych telewizji z „rozgrzanymi kamerami”.

Fakt, może na to wpadną. Bo to byłaby kolejna metoda jednoczesnego grzania się w ogniu kilku wizerunków. Ale nie wiem, czy społeczeństwo, które jest już dobrze przetrenowane w tym kierunku, jest jeszcze w stanie się na to złapać.


Tusk był wczoraj w kilku miejscach z kamerami. Był np. na pogrzebie córeczki sportowca Bartłomieja Bonka, a potem błyskawicznie przemieścił się w kierunku innej kamery…

Tak, nie jest to ładne. To może osiągnełoby jakiś cel, gdyby po kilku dniach mimochodem dowiedzieli się, że Tusk był na pogrzebie jako osoba prywatna, anonimowa. Ale nie tak…


Co premier jeszcze wymyśli, aby mu skoczyło w sondażach?

Nie wiem, może „premier wskakujący do wody i ratujący dziecko”. „premier wskakujący do ognia i wynoszący niemowlę”, choć tu Waldemar Pawlak jest specjalistą. Można wyobrazić sobie wiele takich historii, które są klonem znanych z PRL „gospodarskich, roboczych wizyt”. Wtedy też nie oczekiwano od pozbawionych osobowości władcach jakichś konkretnych działań, po prostu pokazywano, że „są z ludem”, że „zjadają z żołnierzami grochówkę”  itd.

ROZMAWIAŁ: Sławomir Sieradzki

[FOTO: PAP/Szymon Niedziałek]

Słowa kluczowe:

PR

,

Donald Tusk

,

olimpijczycy

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook