Jedynie prawda jest ciekawa

Wolski: Gintrowski był jednoznaczny

21.10.2012

To było niewątpliwie trudne wybory, to zmaganie się z polskimi problemami, polską rzeczywistością. Może Gintrowskiemu było nieco łatwiej, bo był bardziej jednoznaczny - o Przemysławie Gintrowskim mówi Marcin Wolski - pisarz, satyryk.

Jak wspomina pan Przemysława Gintrowskiego?

Znałem Przemka, ale była to bardziej znajomość zawodowa, niż prywatna. To była pewna wspólnota myśli, wspólnota "Solidarności". Poznałem go na samym początku jego kariery, byłem wtedy przewodniczącym jury w pamiętnym konkursie w warszawskim klubie Remont, gdzie on występował. Wtedy także debiutował Jacek Kaczmarski, ale oni o sobie jeszcze nie wiedzieli. Wtedy go spotkałem po raz pierwszy i wtedy go nagrodziłem, a potem widywaliśmy się jeszcze wielokrotnie. A to w Opolu, a to na festiwalu zakazanych piosenek, a to na różnych spotkaniach patriotycznych. Prywatnie bliżej byłem z pozostałymi z tego legendarnego trio, z Łapińskim i z Kaczmarskim.

A co oni o nim mówili?

Że był odpowiedzialnym człowiekiem, że był świetnym muzykiem, wybitna osobowością. Po takich ludziach zawsze pozostaje poczucie wielkiego pustego miejsca. Poczucie świadomości, że znów jest nas mniej.

To legendarne trio, o którym pan mówił to chyba nie był przypadek? Nie każdy mógł się w takim składzie znaleźć, prawda?

Ja nie wiem i nie wiem, czy ktokolwiek wie, jak doszło do tego, że oni zaczęli pracować razem. Zbyszek Łapiński nigdy o tym nie opowiadał. W określonych czasach historycznych, wybitne postacie pewnej generacji, choć oni różnili się wiekiem, po prostu się przyciągają. To jest taka magia, że wszystkie drogi prowadzą do siebie i oni muszą się w końcu spotkać. Wybitne osobowości o podobnej wrażliwości nieuchronnie muszą się spotkać.

Gintrowski to legenda czasów walki o wolność, walki z komunizmem, ale jego postawa po 89 roku też o nim świadczy, może nawet bardziej?

Oczywiście. Różnie z nimi bywało. Oni się rozchodzili, potem znów występowali razem. Potem był taki okres, kiedy Łapiński występował tylko z Gintrowskim, bo Kaczmarski był w Australii. To było niewątpliwie trudne wybory, to zmaganie się z polskimi problemami, polską rzeczywistością. Może Gintrowskiemu było nieco łatwiej, bo był bardziej jednoznaczny. Bo np. życie Kaczmarskiego w okresie późniejszym, już po Wolnej Europie, było taka niesłychana szamotaniną z Polską, z polskością, z sobą… Oni nie byli z tego gatunku ludzi, którzy zasiedli by przed kominkiem i odcinali kupony ze swojej wspanialej, wcześniejszej działalności.

Rozmawiał Marcin Wikło

fot. PAP/Andrzej Grygiel

Słowa kluczowe:

Gintrowski

,

śmierć

,

NSZZ "Solidarność"

,

bard

,

Mury

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook