Jedynie prawda jest ciekawa

Wojciechowski: czemu się nie da odczytać tych skrzynek?

09.04.2015

„Jak sięgam pamięcią wstecz, do znanych mi opisów katastrof lotniczych – czasem był problem ze znalezieniem czarnych skrzynek. Ale jak już się znalazły, to problemów z odczytaniem na ogół nie było.”

Czy to na pewno te czarne skrzynki i z tego kokpitu?

Prokurator Seremet się chwali, że prokuratura ma dwa różne stenogramy rozmów w kokpicie. Tylko dwa?

Te czarne skrzynki nie spoczywały ćwierć wieku w andyjskim lodowcu, skute mrozem, z wyczerpanymi do cna bateriami.

Nie leżały latami na dnie oceanu, prasowane ciśnieniem słupa wody.

Nie rozerwał ich wybuch, ani powyginał, bo wedle oficjalnej wersji żadnego wybuchu nie było.

Wyciągnięto je zaraz z bagna, całe i nienaruszone.

Dlaczego zatem nie można ich odczytać?

Dlaczego raz słychać jedno, a drugi raz co innego, zależy kto ucho przyłoży?
Dlaczego prokuratura ma dwa stenogramy, MAK ma stenogram trzeci, a Komisja Millera czwarty?
Dlaczego raz słychać generała Błasika, drugi raz nie słychać, trzeci raz słychać, czwarty raz nie słychać?

Dlaczego jest tyle zaszumień, które odszumieć tak trudno?


Jak sięgam pamięcią wstecz, do znanych mi opisów katastrof lotniczych – czasem był problem ze znalezieniem czarnych skrzynek. Ale jak już się znalazły, to problemów z odczytaniem na ogół nie było. Z katastrofy w Kabatach w 1987 roku stenogram był jeden, jasny od początku do końca, do tego strasznego – cześć, giniemy...

Z katastrofy na Okęciu w 1980 roku nie było stenogramu, bo wszystko padło i nic się nie nagrało.
Z wieloma innymi katastrofami było podobnie – albo był zapis, albo go nie było. Nie znam przypadku, żeby z tego samego kokpitu w tym samym czasie zapisywały się na taśmę różne rozmowy. Nie znam się zbyt dobrze na fizyce, ale bez jakiegoś gwałtownego załamania się czasoprzestrzeni, takie różne zapisy tej samej rzeczywistości są chyba niemożliwe.


To przecież nie jest film „Przypadek” Kieślowskiego, z różnymi zapisami życia tego samego bohatera, zresztą jedna z wersji też kończy się katastrofą lotniczą. To nie był film, to był real, więc czarne skrzynki miały prawo i obowiązek zapisać jedne i te same rozmowy, jedne i te same wydarzenia.
Nie mogły raz zapisać generała Błasika, drugi raz go nie zapisywać.
Skoro więc prokuratura ma dwa różne stenogramy, skoro inne stenogramy ma Anodina, a jeszcze inne Lasek – to rodzi się pytanie: Czy to aby na pewno te czarne skrzynki i czy na pewno z tego kokpitu?

Janusz Wojciechowski

Fot. PAP / Sergej Chirikov

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook