Jedynie prawda jest ciekawa

Wiśniewski: "Ten pucz był słabo przygotowany"

17.07.2016

"Prezydent Recep Tayyip Erdoğan ma bardzo wielu wrogów. Po objęciu urzędu prezydenta zaczął skupiać w swoich rękach coraz większą władze, wręcz dyktatorską, co spotkało się ze sprzeciwem części społeczeństwa i armii. Obecnie wielu Turków jest przeciwna prezydentowi, czuje wręcz do niego nienawiść" - mówił w rozmowie z portalem wPolityce.pl dr Jan Wiśniewski - historyk, ekspert ds. stosunków międzynarodowych.

Dr Jan Wiśniewski zauważa, że od dwóch miesięcy dało się słyszeć pogłoski o działaniach, które wskazywały "na to, że coś się zaczyna w Turcji dziać". "Wszyscy jednak myśleli, że armia jest już pod wystarczają kontrolą Erdoğana" – dodał. 

Historyk ocenił, że w porównaniu do poprzednich zamachów przygotowywanych przez wojskowych w tureckiej historii, "ten pucz był bardzo słabo przygotowany". "W oczy rzucał się brak wsparcia ze strony służb specjalnych. Ponadto armia turecka nie stanowiła jedności, jak to miało miejsce podczas poprzednich zamachów stanu". 

Wiśniewski powiedział, że wydaje się, że doszło do konfliktu Służb Bezpieczeństwa, Służb Specjalnych, a także Wywiadu, który stanął po stronie prezydenta oraz armii lądowej z zachodniej części kraju. 

"Błędem puczystów było nieodcięcie prezydenta Erdoğana i premiera Yildirima od możliwości komunikacji ze społeczeństwem tureckim. Jak się okazało Turcy wraz częścią armii, z Siłami Specjalnymi, a także z partiami opozycyjnymi wobec tureckiego rządu, opowiedziały się za obecną władzą. Co dziwne za rządem Turcji opowiedzieli się nawet polityczni reprezentanci Kurdów" – dodał. 

Dalej ekspert podkreślił specyficzną rolą armii tureckiej. Polega ona na funkcji stróża państwa przez radykalną islamizacją i stoi na straży świeckości państwa. Dojście Erdogana do władzy zdusiło ambicję armii i odsunęło ją na dalszy plan. 

"Przypomnijmy, że w 2006 roku mieliśmy do czynienia z Aferą Ergenekon. Dotyczyła ona spisku wewnątrz armii, który doprowadził do czystek w kadrach wojskowych. Bardzo dużo generałów pożegnało się wtedy z armią, odeszło na emeryturę lub zostało po prostu skazanych" – powiedział. Dodał dalej: "Możemy także zaobserwować, że armia turecka nijako przyzwyczaiła się do działań zgodnych z prawem. Od mniej więcej 2003 roku, mamy w Turcji sytuację, kiedy tureccy politycy zaczęli przekonywać, że armia powinna być apolityczna". 

Wiśniewski opowiedział także o podziale w armii tureckiej na dwa nurty. Pierwszy, popierający Erdogana i jego ambicje wielkości osmańskiej. Drugi, to grupa wojskowych wyższą rangą, którzy chcieli powrotu armii do polityki. Dodał, że oprócz części wojskowych, także w społeczeństwie są grupy, które nienawidzą urzędującego prezydenta, który skupia w swoich rękach władzę wręcz dyktatorską. Zaznaczył przy tym, że przeciwnicy Erdogana mieszkają na zachodzie kraju, a społeczeństwo tureckie jest wyrobie politycznie i bardziej obywatelskie. "Widać to było podczas puczu, który spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem Turków. W mojej opinii obok słabej organizacji, jest to drugi powód niepowodzenia puczystów" – powiedział. 

Na koniec Jan Wiśniewski stwierdził, że dojdzie do "dokręcania śruby przez Erdogana", co przejawi się w represjach wobec wojskowych, niektórych opozycjonistów, a także w ataku na media. 

"Ponadto myślę, że te wydarzenia osłabią relacje Turcji z Europą, która uświadomi sobie, że jednak nie jest to jeszcze w pełni stabilny kraj. Patrząc na Turcję przez perspektywę krajów arabskich, oczywiście ta wypada bardzo dobrze, aczkolwiek nie jest już tak, kiedy porównamy ją do krajów Europy" – mówił ekspert. 



ak/wPolityce.pl 
[fot. TVP/Krótka historia]

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook