Jedynie prawda jest ciekawa

Wipler: policja interweniowała przesadnie

12.11.2012

Policji było multum, w tłumie wrzało, gotowało się. Wiele osób nawet chciało odejść, bo się bali, ale nie było którędy odejść. Zaczynała się panika, którędy odejść, kiedy z każdej strony stoi policja? - przebieg Marszu Niepodległości relacjonuje poseł PiS Przemysław Wipler.

Święto niepodległości za  nami, przez Warszawę przeszły marsze, bywało spokojnie, ale też niespokojnie. Kto według Pana zdał wczoraj egzamin, a kto nie?

Mówiąc tym językiem, że ktoś zdał lub nie zdał egzaminu, to na pewno wspaniale zachowywało się kilkadziesiąt tysięcy ludzi, którzy przeszli w Marszu Niepodległości i uczcili to święto zgodnie z jego miarą. Atmosfera była naprawdę wspaniała, niemniej jednak to tej beczki miodu wlano łyżkę dziegciu, która popsuła smak tej imprezy. To było zachowanie części, niewielkiej, ale jednak części osób, które przyszły na ten masz nietrzeźwe, przyszły, by nachuliganić. Niemniej, pretekst do samej zadymy dała policja, bo tak, jak w ubiegłym roku zablokowano drogę przemarszu. Policjanci przepuścili, nazwijmy to strefę VIP, przepuścili parlamentarzystów, profesorów, członków komitetu honorowego i wtedy padła komenda: zamykamy resztę! W momencie, kiedy zamknięto ulicę Marszałkowską, wszyscy, którzy szukali zadymy zobaczyli, że to jest właśnie ten moment, kiedy będzie można pochuliganić. 

Podczas marszu prezydenckiego policja pełniła rolę ochronną, przy Marszu Niepodległości była, jak pan mówi - ogniskiem zapalnym konfliktu. Jak to wytłumaczyć?

Moim podstawowym pytaniem jest, jak to możliwe, że w wolnym kraju, na wniosek policji prezydent składa projekt ustawy, który mówi o ograniczeniu prawa do zgromadzeń, zakłada możliwość zasłaniania twarzy, a funkcjonariusze policyjni w kominiarkach i z pałkami teleskopowymi operują w obrębie Marszu Niepodległości. W kominiarkach dokonują zatrzymań wewnątrz tłumu. Moim zdaniem, była tam wystarczająca liczba funkcjonariuszy, nawet zbyt duża liczba policjantów w strojach służbowych. Nie chciałbym, żeby Polska była krajem, w którym można coś takiego legalnie robić. Moim zdaniem, takie działania nie powinny być dopuszczalne. W sytuacji, kiedy jest tyle kamer, monitoring miejski, tak duża możliwość identyfikacji poszczególnych sprawców różnych wydarzeń to co najmniej dziwne. Jest jeszcze jedna kwestia agresji policyjnej. W momencie, kiedy ktoś rzuca w policjantów butelką, to ci policjanci nie wyciągają go z tłumu, tylko w stosunku do wszystkich używa gazu pieprzowego. A tam są osoby starsze, dzieci. W chwili, kiedy nie ma realnego zagrożenia dla życia i zdrowia policjantów taka reakcja wydaje się przesadna i niezrozumiała. Jednak, żeby było jasne, tam byli pijani, tam byli chuligani i oni zostali zatrzymani prze policję. I dobrze. Tak powinno być. Ale po raz kolejny policja zachowała się też niezrozumiale, nawet niebezpiecznie. Zaczęto nawoływać do tego, aby opuścić rondo Dmowskiego w sytuacji, kiedy policja obstawiła wszelkie możliwości wyjścia. Policji było multum, w tłumie wrzało, gotowało się. Wiele osób nawet chciało odejść, bo się bali, ale nie było którędy odejść. Zaczynała się panika, którędy odejść, kiedy z każdej strony stoi policja?

A to jakiś absurd, taka siła policyjna sprawiła, że ludzie wcale nie poczuli się bezpiecznie, wręcz przeciwnie…

Dokładnie tak. Policjanci na koniach. Policjanci z psami. Policjanci z miotaczami gazu. Policjanci z bronią gładkolufową. Policjanci - tajniacy w kominiarkach z pałkami teleskopowymi. To jest tak, jak twierdzi mój znajomy, że nie chce pójść na mecze z dziećmi, bo się boi, ale nie zadymiarzy, tylko tego, że w pewnym momencie interweniująca policja strzeli gazem w cały sektor. Tu było trochę podobnie.

A jak ocenia pan relacje mediów, czy ma pan wrażenie, że oglądał w telewizjach relacje z tego samego marszu, w którym pan uczestniczył?

Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony Wiadomościami TVP, które moim zdaniem, jak na standardy obowiązujące w obecnej sytuacji w mediach publicznych rzetelnie pokazały tę imprezę. Już w Polsacie i w TVN wyglądało to dużo gorzej, ale żadne z mediów nie poszło w taka karykaturę tego wydarzenia, jaką było rzekome pseudo-relacjonowanie tego wydarzenia w ubiegłym roku. W ubiegłym roku dziennikarze poszli na wyżyny nierzetelności, w tym roku tak nie było. Ale to zapewne doświadczenie poprzedniego roku, że dziennikarze już wiedzieli, że tam była gigantyczna liczba blogerów i osób, które nagrywały to wydarzenie własnymi kamerami cz nawet komórkami. Jeśli wydarzenie jest tak wielostronnie dokumentowane, to telewizje nie chciały już chyba zaryzykować kompromitacji.

Rozmawiał Marcin Wikło

fot. PAP

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook