Jedynie prawda jest ciekawa

Wildstein o PRL-owskim żargonie prezydenta

05.12.2011

- Musimy sobie zdefiniować "więcej Europy", musimy umieć sobie powiedzieć, w czym to ma się konkretnie przejawiać. Trzeba więc jak najszybciej budować zrozumienie potrzeby zmiany nie tylko w kręgach politycznych w Europie, ale przede wszystkim od Świnoujścia do Ustrzyk Dolnych, od Szklarskiej Poręby do Suwałk – pisze dziś na łamach „Gazety Wyborczej” prezydent Bronisław Komorowski.

Tekst prezydenta komentuje dla portalu Stefczyk.info Bronisław Wildstein:

Tekst Bronisława Komorowskiego jest pełen frazeologii dominującej obecnie w rozmowie o Unii Europejskiej. To nieznośna frazeologia, która przypomina niestety dawny PRL-owski żargon: „więcej Europy w Europie”, „więcej Europy w Polsce” itd.

Przebija z niego także fundamentalna akceptacja oficjalnych stwierdzeń ze strony władz unijnych, straszących upadkiem Unii Europejskiej, który jakoby ma na nas sprowadzić gigantyczny kataklizm, co nie jest ani nieudowodnione, ani przedstawione w racjonalnych przesłankach, które mogłyby to uzasadniać.

Poza tymi frazesami, poza tym żargonem bardzo utrudniającym czytanie tego tekstu, pojawia się jeszcze coś innego. Prezydent mówi, „musimy przedyskutować sprawę”. Można właściwie potraktować ten tekst prezydenta jako zwrócenie uwagi naszemu rządowi, że powinien na początku przedstawić swoje stanowisko w Polsce, ponieważ przedstawianie stanowiska polskiego rządu na nie do końca oficjalnym spotkaniu w Berlinie, jest swoistym kuriozum. Przy okazji warto zwrócić uwagę na to, że w Polsce przed ogłoszeniem tego stanowiska, w ogóle nie były proponowane żadne dyskusje. Wypowiedź ministra spraw zagranicznych traktowana jest jak stanowisko rządu. W tym sensie prezydent wydaje się grać swoją grę, tzn. występować jako arbiter pomiędzy nieprzekonanymi a rządem; arbiter, który chce odgrywać niezależną rolę i osobiście przekonywać Polaków do tego, żeby postąpili dalej w kierunku integracji.

Bronisław Komorowski poświęca także sporo miejsca uspokojeniu nastrojów finansowych. „Nie należy się bać postulowanego przez Niemcy wzmocnienia nadzoru nad politykami budżetowymi państw strefy euro. Będą one przecież jak znaki drogowe ograniczające prędkość w niebezpiecznych miejscach. I wolałbym też, aby nad ich przestrzeganiem czuwały organy Wspólnoty, "wspólna policja", a nie inni użytkownicy dróg - państwa członkowskie - bo groziłoby to arbitralnością we wprowadzaniu sankcji dla tych, którzy naruszają nasze wspólne bezpieczeństwo” – pisze w „GW”.

Myślę, że to wyobrażenie, że sami nie jesteśmy w stanie panować nad swoimi decyzjami i muszą istnieć zewnętrzne czynniki, które będą sprawowały nad nami pieczę i pilnowały nas, żebyśmy nie użytkowali naszej wolności niewłaściwie jest niebywała – mówi Bronisław Wildstein.
- Co to znaczy? To znaczy, że nie jesteśmy rozwinięci na tyle, żebyśmy zasługiwali na wolność, bo wolność to podejmowanie ryzyka, to panowanie nad swoim losem, a więc podejmowanie decyzji, które mogą przynieść pozytywne albo negatywne rezultaty. Jeśli rezygnujemy z nich na rzecz kogoś innego, to cedujemy na rzecz kogoś innego własną wolność. Wyobrażenie, że istnieją w Europie takie siły, które są ponadnarodowe i funkcjonują ponad jakimkolwiek interesem partykularnym, są w jakiś szczególny sposób oświecone, osiągnęły jakiś poziom nadświadomości, wydaje się dosyć zdumiewające.

To jest wpisane w tej chwili w ten żargon propagandy europejskiej. Przyjmuje się jako nieomal oczywiste, że są ci bardziej dojrzali w Unii, a my jako mniej dojrzali mamy się im podporządkować, że oni będą dbali o naszą przyszłość. Jakoś nie za bardzo widać to w praktyce. Po pierwsze już intelektualnie jest to dosyć skandaliczne. Natomiast w praktyce, gdy patrzymy na działania Niemiec, na działania Unii Europejskiej, gdy patrzymy na decyzje o powołaniu wspólnego pieniądza dla tak różnych krajów, a więc decyzję, która przeczyła podstawowym pryncypiom ekonomicznym, jeżeli to wszystko weźmiemy pod uwagę, to tym bardziej obserwujemy nonsens budowania tej propagandy.

To wszystko jest wpisane w ten żargon „więcej Europy”, wpisane w zespół tej propagandy, takiejeuro gramoty. Bezrefleksyjne przyjmowanie pewnych frazesów, za którymi ukrywa się bardzo konkretna, bardzo niebezpieczna treść. To powiedzenie: jesteście za mało dojrzali do wolności. My wam zapewnimy bezpieczeństwo, gdy oddacie nam swoją wolność. Jeżeli ktoś się decyduje na przehandlowanie wolności za bezpieczeństwo, to nie zasługuje ani na jedno, ani na drugie. Poza tym  ta opozycja jest iluzoryczna, bo zrzeczenie się swojej wolności na rzecz jakiegoś suwerena jest jedynie uznaniem, że ten suweren będzie rządził lepiej niż my sami, choć nie daje nam to żadnej gwarancji.

PiKa [fot. PAP / EPA]

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook