Jedynie prawda jest ciekawa

Wildstein: Jaruzelski powtarza kłamstwa

11.12.2011

Na kilka dni przed rocznicą stanu wojennego Wojciech Jaruzelski wydał oświadczenie, w którym powtarza słowa, jakoby jego decyzja uchroniła Polskę przed interwencją Związku Sowieckiego w grudniu 1981 roku. Przyznaje, że gdyby miał podejmować raz jeszcze decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego nie zawahałby się. Zaznacza również, że przeprasza za wszystkie negatywne skutki stanu wojennego. O ocenę tych słów portal Stefczyk.info poprosił publicystę Bronisława Wildsteina:

Wojciech Jaruzelski powtarza te same kłamstwa. Gdy na przełomie 1989 i 90 roku upewnił się, że nic mu nie grozi nabrał pewności siebie. Wcześniej Jaruzelski był sparaliżowany strachem. On jest wybitnie tchórzliwy. Stefan Kisielewski mówił, że to człowiek bojowy, ponieważ wszystkiego się boi: Kościoła, partii, Polaków, armii, Rosjan, robotników itd. Gdy na początku lat 90. Jaruzelski zrozumiał, że nic mu w III RP nie grozi zaczął się zachowywać ostentacyjne i przyjął dumną pozę. Od tego czasu powtarza w kółko te same kłamstwa. One są niestety powtarzane przez zwolenników ochrony jego imienia. Co znamienne są to również ludzie związani z dawną opozycją, np. środowisko „Gazety Wyborczej”. Ci ludzie powtarzają, że w 1981 roku Polska została uchroniona przed sowiecką interwencją.

Gdyby nie było żadnych dokumentów w tej sprawie, takie rozumowanie byłoby bezzasadnym gdybaniem. W ten sposób można by było uzasadnić wszystko. Zawsze można powiedzieć, że będą gorsi od nas, że zrobiliśmy zło, ale inni mogli zrobić gorsze, że byliśmy łagodniejszymi katami. To jednak żadne usprawiedliwienie. Szczególnie, że wszystkie dokumenty pokazują, że o żadnej interwencji nie było mowy. Jaruzelski w 1981 roku nie wykonał również żadnego gestu, żeby porozumieć się z „Solidarnością”, polskim społeczeństwem i spróbować wyprawować jakiś modus vivendi, który pozwoliłby na zmianę systemu, na którą zgodziłaby się Moskwa. On nic takiego nie zrobił, on bronił interesu swojego oraz Moskwy.

Kariera Jaruzelskiego była w pełni zależna od ZSRS. Całe jego życie to kariera namiestnika Moskwy, wykonawcy jej poleceń. To był zdrajca narodu polskiego, który wysługiwał się obcemu mocarstwu i dzięki temu zrobił karierę. Jego droga zawodowa jest związana z sowietami. Działalność w wojsku, współpraca z wojskową „ubecją”, działanie w pionie ideologicznym wojska, udział w czystce antysemickiej w armii, interwencja w Czechosłowacji, odpowiedzialność za masakrę na Wybrzeżu w 1970 roku, wydanie rozkazu strzelania do robotników, aż po stan wojenny – kariera Jaruzelskiego była bardzo konsekwentna. On był komunistycznym aparatczykiem, który zależy od Moskwy i stara się jak najlepiej wypełniać jej polecenia. Budował swoją karierę przeciwko swojemu narodowi.

Niestety zbrodnie Wojciecha Jaruzelskiego nie zostaną osądzone. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Polskie sądy nie chcą go osądzić. Sędziowie, jako korporacja, wyrastają z PRLu. Oni nie chcą osądzić tego okresu. A przecież osądzenie Jaruzelskiego byłoby najbardziej wyrazistym osądzeniem komunistycznej Polski. Można dziś skazać wykonawców, którzy strzelali w kopalni „Wujek” do robotników, ale tych, którzy wydawali rozkazy, skazać nie można. Osądzony nie zostanie, ani Jaruzelski, ani Kiszczak, ani inni, którzy razem z nimi wprowadzali stan wojenny i zdławili nadzieje na koniec komunizmu. Oni sprawili, że Polska rozwija się o ponad dekadę później. Ci wszyscy ludzie nie zostaną osądzeni. To mówi bardzo wiele o naszej rzeczywistości obecnej.

Not saż
[fot. Wikipedia.pl]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook