Jedynie prawda jest ciekawa

Wildstein: frazesy zamiast polityki

15.12.2011

"Wystąpienie premiera raz jeszcze pokazuje, że zamiast polityki mamy frazes, żebyśmy się prezentowali jako równorzędni z Niemcami i Francją, a nie jesteśmy równorzędni, więc nasza polityka powinna być robiona w inny sposób" - mówi dla portalu Stefczyk.info Bronisław Wildstein.

Dzisiaj w Sejmie podczas wystąpienia nt. polskiej polityki zagranicznej i relacji z Unią Europejską, premier Donald Tusk mówił, że "w polskim interesie leży wzmacnianie Unii i ratowanie strefy euro". Jednocześnie przestrzegł, że "alternatywą dla reintegracji Unii jest powrót do koncertu mocarstw, lub jednego mocarstwa oraz dyktat kilku stolic". O skomentowanie słów premiera Tuska poprosiliśmy Bronisława Wildsteina, publicystę Tygodnika "Uważam Rze":
Jest uderzające, że w wypowiedziach premiera i szerzej w dominującym języku na temat Unii, tak bardzo przeważa frazes. My w ogóle nie dyskutujemy merytorycznie, a to, co słyszymy, tę nowomowę europejską - ja się przed tym bronię, ale ona naprawdę zaczyna przypominać mi te frazesy i tę propagandę z okresu komunistycznego. Nie chcę powiedzieć, że jest to, to samo, ale podobieństwa są uderzające.

Cały czas słyszymy, że musi być więcej Europy i musimy być wśród tych najsilniejszych. Mamy problemy, z tym, że odgórnie integrowana Europa niespecjalnie się sprawdza, to musimy ją jeszcze bardziej integrować. Mamy problemy z tym, że euro - tak wprowadzona wspólna waluta, zgodnie z tym jak przewidywali co trzeźwiejsi ekonomiści - musi prowadzić do takich negatywnych konsekwencji, to trzeba jeszcze wprowadzić rząd ekonomiczny. Nie ma w tym żadnego namysłu, a jest frazes i jest takie straszenie - jeśli się rozpadnie strefa euro, to będą straszne kłopoty, jeśli obecny kształt integracji europejskiej nie wypali, no to będzie nieomal już wojna.

Uderzające jest też takie odwrócenie sensu, które widzimy w wypowiedzi premiera. No bo tak naprawdę, to już teraz, we współczesnej Europie mamy do czynienia z koncertem mocarstw, a zwłaszcza jednego mocarstwa - czyli Niemiec, a koncert mocarstw to przecież dziś - Francja i Niemcy. Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdzie pod pozorem wspólnej Europy, jak można się było domyślić, dużo łatwiej przeprowadzać wolę silnych graczy, a nawet najsilniejszego gracza, jakim są Niemcy. A to się wpisuje w takie nierównomierne zobowiązania - np. jeżeli my podpisujemy się pod taką formułą, którą teraz się konkretyzuje - że będą automatyczne kary, dla tych, którzy naruszają dopuszczalny poziom deficytu budżetowego - no to okazuje się, że one nie będą automatyczne, ale będą przegłosowywane przez członków strefy euro, ale już nie przez tych spoza euro. Tak więc, o nas będą decydowali członkowie euro, ale my o nich już nie. Czyli będziemy podporządkowani i już wybieramy podległość w punkcie wyjścia.

Już samo założenie płynięcia w głównym nurcie oznacza uległość, rezygnację z własnej polityki. My mamy możliwość prowadzenia w Europie samodzielnej polityki - jest wiele krajów, które mają wspólne z nami interesy, a które przecież stanowią określoną siłę - są to koalicje, które można zawierać doraźnie - bardziej lub mniej trwałe - to są nie tylko kraje postkomunistyczne, ale np. basenu Morza Bałtyckiego, jak Szwecja.

A to wystąpienie premiera raz jeszcze pokazuje, że zamiast polityki mamy frazes, jakiś projekt wizerunkowy, żeby ładniej wyglądać, żebyśmy się prezentowali jako równorzędni z Niemcami i Francją. Nie jesteśmy równorzędni, więc nasza polityka powinna być robiona w inny sposób.

not. Greg
[fot. Jan Nowak]
CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook