Jedynie prawda jest ciekawa

Wcale nie szokujący sondaż o patriotyzmie

11.02.2014

To naprawdę dla Polski ostatni dzwonek. Tu nie pomoże jakiś jeden wódz, insurekcja czy inne zrywy tylko twarda, konsekwentna praca nad nami samymi i naszymi rodakami. Albo to albo czeka nas zagłada. Los narodu tułaczy. Wielka polska diaspora jakże wielkiego przecież kiedyś i dumnego narodu! - pisze Arkady Saulski.

„Homo Homini” przygotowało dla gazety „Rzeczpospolita” sondaż. Pytano Polaków czy są gotowi oddać życie lub majątek za Ojczyznę. Gotowych do takiego poświęcenia jest niewielu – zaledwie 19 proc. ankietowanych. Jakoś mnie to nie dziwi. Bardziej dziwi, że ten odsetek jest aż tak wysoki.

Zdaję sobie sprawę, iż po prawej stronie rozgorzeje dyskusja i nawet jestem w stanie przewidzieć jej przebieg. Co bardziej insurekcyjnie nastawieni komentatorzy załamią ręce, zakrzykną „zdrada Panowie!” i będą biadolić jak to władza PO stworzyła narodek lemingów, jakichś prawie zdrajców, którzy nie chcą za Ojczyznę oddawać zdrowia, życia i pieniędzy (trochę zresztą rozmijając się z faktem, iż akurat pieniądze Polacy od kilku lat oddają Ojczyźnie wyjątkowo ofiarnie). Inni komentatorzy być może trzeźwo wskażą, iż to sytuacja materialna jest tu kluczowa i skoro Polska jest obecnie państwem bynajmniej nie wolnorynkowym (o takim marzeniu jak równość szans czy przejrzyste zasady ekonomicznej gry to nawet przez litość nie wspominam) to nie ma się co dziwić, iż Polacy mają ten kaganiec (bo przecież nie państwo) gdzieś.

Zacznijmy od definicji. Otóż państwo w moim przekonaniu nie jest tylko zbiorem idei i wartości, duchem unoszącym się nad powierzchnią wód czy innym, równie abstrakcyjnym pojęciem. Otóż państwo jest przede wszystkim bytem realnym, bytem politycznym, istniejącym tu i teraz, ale też istniejącym w pewnych formach w przeszłości (stąd właśnie mamy nurty, wartości oraz idee, jako dziedzictwo naszych przodków) i mającym istnieć w przyszłości – to akurat nasze zadanie. I nie, szanowny Państwo, nie jestem żadnym technokratą tylko patriotą i to w wydaniu jak sądzę dość radykalnym. Ale też, przede wszystkim, racjonalnym.

Popatrzmy w historię. Czym była Polska dla bohaterów Kampanii Wrześniowej 1939 roku, Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Powstańców Warszawskich i wielu, wielu innych bohaterów, których wspominamy, których czcimy i do których walki odwołują się na przykład nasze siły zbrojne? Co takiego sprawiło, że ci młodzi ludzie gotowi byli walczyć z niesłychanym męstwem i ginąć za Ojczyznę, nawet gdy walka zdawała się przegrana?

Otóż Polska za którą walczyli, Polska odrodzona w 1918 roku, była po prostu państwem skutecznym, działającym. II RP była krajem nie pozbawionym wad, ale jednak wolnorynkowym, dającym szansę rozwoju, krajem, który miał niesamowite osiągnięcia w nauce, kulturze, ekonomii (Gdynia!). Była państwem, które wygrało z bolszewicką nawałą w roku 1920, państwem, które potrafiło docenić swoich bohaterów z powstań 1863 a nawet 1830 (pamiętajmy, że do czasów II RP dożyło według różnych szacunków od trzech do pięciu powstańców listopadowych).

Kiedy o tym teraz piszę to nie umiem myśleć chłodno – gdybym miał wehikuł czasu pewnie przeniósłbym się tam i walczył u boku mego dziadka (obrońcy wybrzeża 1939 roku, rannego już w pierwszym dniu walki). To była Polska ich marzeń. Kraj silny, kraj uczciwy, kraj, który dał im szansę rozwoju. W zamian oni oddali temu krajowi życie. Cześć i Chwała Bohaterom!

Czym jest Polska obecnie? Nie, nie będę tu powielał publicystycznych zwrotów i opisów. Po co? Przytoczę dane.

Poziom bezrobocia w Polsce obecnie wynosi około 13 proc. Młodzi ludzie kończący studia wyższe (które swoją drogą niczego nie uczą) mają tylko 50 proc. szansa na znalezienie legalnego, dobrze płatnego zatrudnienia. Polska jest krajem nie-wolnorynkowym. Mimo częściowego zniesienia reglamentacji w wielu branżach wciąż panują nieformalne blokady, do obejścia których niezbędne są osobiste koneksje lub wprost pokrewieństwa – biorąc to pod uwagę gospodarka III RP jest nawet mniej produktywna niż gospodarka Królestwa Kazimierza Wielkiego. Polska kolej, w II RP słynąca z punktualności, jest obecnie w rozkładzie i stoi na niższym poziomie niż stała w zaborze rosyjskim.

Przywrócenie kolei do stanu z czasów Edwarda Gierka kosztowałoby według różnych szacunków około 10 miliardów złotych. Pociąg w Polsce jedzie ze średnią prędkością 25 kilometrów na godzinę. A więc wolniej niż średnia prędkość kolei w XIX wieku. Polska armia na szczęście uczestniczy w misjach zagranicznych i ma dobrze przygotowanych do walki żołnierzy jednak jest za mała liczebnie i wymaga modernizacji – zarówno sprzętu wojsk lądowych, powietrznych jak i floty. Tymczasem przed dwoma tygodniami Sejm RP przyjął nowe specyfikacje łodzi podwodnych, które nabyć ma Polska – specyfikacje tych łodzi wskazują, iż będą one bezbronne wobec kontrataku. Za przyjęciem takich specyfikacji podobno bardzo lobbowali Rosjanie.

Polacy wyjeżdżają z Polski. Nie mogąc znaleźć pracy, utrzymać rodziny często nawet na najniższym biologicznie poziomie po prostu opuszczają kraj i udają się do państw wolnorynkowych, które dają im szanse rozwoju. Ludzie, którzy w kraju niejednokrotnie byli określani jako mający dwie lewe ręce w krajach wolnorynkowych są cenionymi fachowcami. Polskie kobiety nie mogą rodzić w Polsce dzieci, bo nie mają możliwości utrzymania nawet siebie, a co dopiero dziecka. W krajach do których wyjeżdżają rodzą nawet po trzy i więcej dzieci i to nawet nie musząc korzystać z programów socjalnych.

Polskie uczelnie nie promują wybitnych studentów, chętnie wypychając ich za granicę. Polscy uczeni mają większą szansę na uzyskanie grantu od rządu niemieckiego niż polskiego. Polscy przedsiębiorcy zakładając firmę modlą się by za rok mieć z czego żyć, ponieważ w systemie neo-feudalnych oligarchii trzęsących biznesem utrzymanie firmy samą jej jakością, bez koneksji towarzyskich graniczy z cudem. A nawet gdy firma się utrzyma łatwiej tym samym przedsiębiorcom sprzedać swój produkt za granicą, niż otrzymać duże zamówienie w Polsce. Wymieniam tylko czynniki życia codziennego, bo tabel długu publicznego po prostu już nawet nie chce mi się tu wklejać.

I czy teraz naprawdę jesteśmy zdziwieni, że Polacy za taką Polskę nie chcą umierać?

Polska jest „dobrem wspólnym wszystkich jej obywateli”. Dobrem wspólnym, a więc wymierną wartością, narzędziem, które umożliwiać ma nieskrępowany rozwój, ustalać ma jasne, przejrzyste zasady, pilnować ich przestrzegania i umożliwiać konkurencję między podmiotami, zaś produktem tej konkurencji jest z kolei większa konkurencyjność państwa na arenie międzynarodowej. Krótko mówiąc nawet konstytucyjna definicja państwa Polskiego pokazuje czym to państwo obecnie nie jest. A kultura, tradycja, wartości i symbole narodowe są konsekwencją skuteczności i przetrwania państwa.

I powiem coś jeszcze. Coś, co wcale Państwa nie ucieszy. Otóż nos mi mówi, że w ciągu najbliższych dziesięciu lat Polska będzie w stanie wojny z jednym z naszych dużych sąsiadów. Tak jest, powiedziałem to a Państwo się pewnie domyślają o którym sąsiedzie mówię. I jak ta wojna będzie wyglądać? O ile nic się nie zmieni mniej więcej tak jak wojna Iraku z USA w 2003 roku, kiedy to iraccy żołnierze oddawali się do niewoli tysiącami bez wystrzelenia ani jednego pocisku. Bo Polacy za taką Polskę po prostu nie będą chcieli umierać. I jakoś im się nie dziwię. Walkę podejmie garść zawodowych doborowych jednostek. O tych bohaterach przyszłe pokolenia będą się uczyć w podręcznikach historii. Wojna zakończy się w 24 godziny.

Ponieważ dla Polski skończyła się dobra koniunktura międzynarodowa, a sąsiedzi odzyskali siły. Sama Polska zaś poprzez ostatnie dwie dekady stała się skarlałym niby-państwem. Boże, jak chce mi się teraz ryczeć gdy to piszę.

A kultura? Wielka historia? Słyszeli Państwo o Fenicjanach? Fenicjanie także mieli wspaniałą kulturę, długą, bogatą historię i swego czasu nawet kolonie wokół Morza Śródziemnego. Dziś już nie ma Fenicjan. Historia to bezlitosna pani.

To naprawdę dla Polski ostatni dzwonek. Tu nie pomoże jakiś jeden wódz, insurekcja czy inne zrywy tylko twarda, konsekwentna praca nad nami samymi i naszymi rodakami. Albo to albo czeka nas zagłada. Los narodu tułaczy. Wielka polska diaspora jakże wielkiego przecież kiedyś i dumnego narodu!

Nie pomoże wołanie pod biało-czerwony sztandar. Bo sztandaru nie ma – nie miał już go kto uszyć, bo fabrykę zamknięto, pracowników zwolniono i wyjechali oni. Teraz szyją innym inne sztandary.

Można zawołać „przebudź się Polsko!”. Przebudź, bo już niedługo przebudzi nas kto inny.

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku!

Arkady Saulski

[fot. Jerzy Wiktor]

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook