Jedynie prawda jest ciekawa

Waszczykowski: Niewiele nas już dziś łączy z USA

09.11.2012

Dwa dni po swojej reelekcji, prezydent USA Barack Obama zadzwonił do 13 światowych przywódców państw sojuszniczych, dziękując im za przyjaźń i okazaną współpracę. Wśród "wyróżnionych" krajów zabrakło jednak Polski. O malejącym znaczeniu Polski dla Stanów Zjednoczonych mówi poseł Witold Waszczykowski, b. z-ca ministra spraw zagranicznych i b. z-ca szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Stefczyk.info: - Dlaczego Barack Obama nie zadzwonił do Polski?

- Nie jest to dla mnie żadnym zaskoczeniem - Polska nie jest już od kilku lat w żadnym strategicznym partnerstwie, czy wzmocnionej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. W związku z tym nie dziwi mnie to, że takiego telefonu do Polski nie było. Nasze relacje - polsko-amerykańskie - są dzisiaj bardzo ograniczone, ograniczają się w zasadzie do kilku kwestii wojskowych, takich jak współpraca w dziedzinie f-16, mamy jeszcze resztę współpracy w Afganistanie i jest trochę początkującej współpracy w dziedzinie gazu łupkowego. I w zasadzie nic więcej nas nie łączy w tej chwili.

Polska wycofała się z wielu operacji międzynarodowych, nie prowadzi aktywnej polityki poza Europą, w związku z tym nie dziwię się, że Barack Obama nie widział potrzeby dzwonienia do polskiego prezydenta, bo jak wspomniałem - niewiele nas już łączy i niewiele mamy wspólnych spraw, na temat których można rozmawiać.

Stefczyk.info: - Czy to oznacza, że dzisiaj jesteśmy dużo mniej istotnym sojusznikiem, niż parę lat temu?

- Oczywiście, że tak. Kilka lat temu, przypomnę, Polska była zaangażowana w wielką operację w Iraku, ale wycofała wojska na jesieni 2008 r. na 3 tygodnie przed wyborami amerykańskimi, dając tym samym sygnał Amerykanom, że ktokolwiek wygra wybory, to nie jesteśmy zainteresowani dalszą współpracą w tej dziedzinie. Polska przeniosła się z prowincji amerykańskich w Afganistanie, gdzie mieliśmy wojska i objęła prowincję Ghazni, starając się samodzielnie pacyfikować tę prowincję bez Amerykanów. Wycofaliśmy nasze wojska z operacji pokojowych w Syrii, Wzgórz Golan i z Libanu - one co prawda były pod flagą ONZ - ale z regionu niesłychanie ważnego dla interesów amerykańskich, przez co też daliśmy sygnał, że nie interesuje nas udział w procesie pokojowym na Bliskim Wschodzie. Nie współpracujemy z Ameryką już w sprawach irańskich, w kwestiach kubańskich, zamrożona jest współpraca w ramach Wspólnoty Demokracji itd, itd.

W związku z tym my ograniczamy się w tej chwili do współpracy głównie z Niemcami, kilkoma innymi państwami europejskimi, licząc na te mityczne 300 mld zł, a może nawet 400 mld zł - bo dzisiaj premier zapowiedział, że o tyle już walczy. I w związku z tym nie ma potrzeby, aby Barack Obama dzwonił i cokolwiek konsultował z prezydentem, bo nas w aktywnej polityce międzynarodowej po prostu nie ma.

Stefczyk.info: - Czy to jest fiasko polskiej dyplomacji i czy to będzie miało wpływ na nasze bezpieczeństwo?

- Uczciwie trzeba powiedzieć, że wina leży po obu stronach. Strona polska wycofała się z wielu regionów i wielu aktywności, o których wcześniej wspomniałem, ale również i Barack Obama inaczej patrzy na Europę a szczególnie na tę część Europy - Europę środkowo-Wschodnią. Podejmując bowiem politykę resetu z Rosją zapłacił za przychylność Rosji, za poparcie Rosji w innych regionach tarczą antyrakietową, którą odsunął ją o wiele, wiele lat, no i zapłacił zatrzymaniem procesu rozszerzenia NATO dalej na wschód.

Niestety złowieszczo brzmiał szept Baracka Obamy z wiosny tego roku, kiedy w Seulu, w Korei, na szczycie państw Pacyfiku mikrofony zarejestrowały jak mówił do Miedwiediewa: "Bądźcie cierpliwi, po wyborach będę jeszcze bardziej elastyczny". To każe zastanawiać się, czym dalej zapłaci za ewentualną współpracę z Rosją i jakimi interesami - i czy nie będzie to zapłata naszym kosztem, np. całkowitym wycofaniem się z budowy tarczy antyrakietowej albo wycofaniem się z eksploatacji gazu łupkowego lub jakąś inną współpracą z Rosją dotyczącą nowej architektury bezpieczeństwa, w której w dalszym ciągu by osłabiano pozycję NATO w Europie. To wszystko brzmi groźnie dla sytuacji bezpieczeństwa Polski i wymagałoby poważnej rozmowy z Amerykanami przez polskie władze.

Stefczyk.info: - Ale czy polskie władze nie widzą tych zagrożeń?

- Słyszymy w pierwszych godzinach po wyborach absolutne zadowolenie ze strony władz polskich - zarówno prezydent, premier jak i minister Sikorski cieszą się, że rzekomo znają Baracka Obamę i ich zdaniem jest on przewidywalny, wiedzą, czego można się po nim spodziewać. Wychodzą z założenia, że polskie interesy są wystarczająco zabezpieczone, w zasadzie przez samo bycie w NATO i w Unii Europejskie i nie dostrzegają żadnych wyzwań i zagrożeń. Niestety utrzymują Polskę i Polaków w tej iluzji. A trzeba pamiętać, że bezpieczeństwo Polski nie jest dane raz na zawsze - trzeba o nie dbać, monitorować sytuację w koło, a władze polskie tego nie robią.

not. zrk
[fot. PAP/Paweł Supernak]
Słowa kluczowe:

Barack Obama

,

USA

,

bezpieczeństwo

,

Polska

,

NATO

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook