Jedynie prawda jest ciekawa

Wassermann: Utraciłam wiarę w organy państwa

28.09.2012

O debacie sejmowej na temat śledztwa smoleńskiego oraz słowach Prokuratora Generalnego portal Stefczyk.info rozmawia z mecenas Małgorzatą Wassermann, córką śp. Zbigniewa Wassermanna, który zginął w Smoleńsku.

Stefczyk.info: Mówiła Pani w jednej ze stacji telewizyjnych, że ujawnienie materiałów ze śledztwa smoleńskiego pokaże prawdziwy obraz działań rządzących. Czy w aktach znajdują się jeszcze bardziej szokujące rzeczy niż nieprawidłowości, które już znamy?

Małgorzata Wassermann: Tu nie chodzi o to, jak szokujące rzeczy znajdują się w tych aktach. To jest sprawa szoku, jak niewiele rzeczy znajduje się w tych materiałach. To, co jest, jest tak niedbale przygotowane, że aż nie nadaje się do wykorzystywania. Na tej podstawie nie da się prowadzić śledztwa. W czasie ostatniej debaty sejmowej padło wiele pustych słów, o tym co się znajduje w aktach. Gdyby opinia publiczna zapoznała się z tymi materiałami, zobaczyła, jak one wyglądają, jak są sporządzane, jaka jest ich wartość, to zobaczyłaby o czym mowa. To się do niczego nie nadaje, a na pewno nie do ustalania przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Czy śledztwo prowadzone przez polską prokuraturę ma w związku z tym jakąś wartość?

Liczyłam na to, że odważny krok śledczych, przeprowadzenie ekshumacji i zrobienie badań, to przełom. Liczyłam, że prokuratura będzie dalej szła odważnie i zacznie gromadzić materiał. Po wczorajszych wypowiedziach odnoszę wrażenie, że to było chwilowe. Sprawa ekshumacji oraz debata pokazują, co by się działo, gdybyśmy zaczęli prawdziwie i otwarcie mówić o tym śledztwie. Decyzja prokuratury dotycząca ekshumacji była jedną z niewielu odważnych decyzji podjętych w sprawie smoleńskiej. I widzimy, jak ostrą reakcje wywołała ta decyzja. Wyobraźmy sobie teraz, że takich odważnych decyzji śledczy podjęliby więcej. To co by się działo?

Beata Gosiewska po zapoznaniu się z opinią po ekshumacji swojego męża śp. Przemysława Gosiewskiego mówiła, że ona nie wniosła wiele do poszukiwania przyczyn katastrofy. Czy miała Pani podobne odczucia po zapoznaniu się z dokumentacją po ekshumacji Pani Taty?

Ja nie mam żadnych zastrzeżeń w stosunku do pracy biegłych oraz w stosunku do wykonanej ekshumacji. Wskazuje jednak, jak niewiele odważnych decyzji, posuwających śledztwo smoleńskie do przodu, zostało podjętych przez ostatnie dwa lata. Śledztwo jest niezwykle trudne, a wielu osobom można zarzucić brak kompetencji.

Zdaniem prokuratora Seremeta niekompetencją wykazały się rodziny śp. Anny Walentynowicz i Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. To ich obarczono winą za pomylenie ciał.

Stała się rzecz skandaliczna. Słyszałam wypowiedź rodziny Pani Przyjałkowskiej. Ona jest niezwykle poruszona. Ciała Pani Walentynowicz i Pani Walewskiej-Przyjałkowskiej zostały rozpoznane prawidłowo. Odebrałam już wiele telefonów od rodzin. Wiele z nich nie przespało nocy. One są zdruzgotane i załamane ilością nieprawd i półprawd, jakie padły w Sejmie. Kto do mnie dzwoni, przypomina dawne wystąpienia polityków Platformy. Rodziny nie rozumieją, jak można obecnie mówić inaczej.

Czego Pani teraz oczekuje?

Czekam na konferencję naukowców, która jest zaplanowana na październik. W mojej ocenie jest również najwyższa pora, by zacząć intensywne przygotowania do skierowania skargi do Trybunału w Strasburgu. Utraciłam wiarę w organy państwa. Nie wierzę, by one były w stanie dojść do prawdy o katastrofie smoleńskiej. Kiedyś wierzyłam w prokuraturę...

Rozmawiał Nal
[Fot. PAP/Tomasz Gzell]
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook