Jedynie prawda jest ciekawa

Warzecha: Tusk do dołu, Komorowski w górę

30.12.2012

Jaki będzie nadchodzący rok w polityce? Czy czekają nas gwałtowne zmiany, czy raczej okres stagnacji? Czyja gwiazda rozbłyśnie, a kto na politycznym firmamencie będzie blaknąć? O prognozach na 2013 rok rozmawiamy z publicystą „Faktu” Łukaszem Warzechą.

Stefczyk.info: Jaki będzie polityczny rok 2013? Nudny i przewidywalny, czy pełen emocji i zaskakujący zwrotami akcji?

Łukasz Warzecha: Spodziewam się czegoś pomiędzy. Na stuprocentową nudę raczej bym nie stawiał. Głównie ze względu na postępująca erozję w Platformie Obywatelskiej, spadek notowań Donalda Tuska i jego rządu. W ostatnich dniach zwrócił moją uwagę sondaż CBOS, gdzie Polacy mieli powiedzieć kogo uważają za polityka roku. No i po raz pierwszy od pięciu lat nie został nim Donald Tusk, tylko Bronisław Komorowski. To bardzo symptomatyczne, bo pokazuje strategiczne spojrzenie i długoterminową tendencję.

Tendencję „prezydent w górę, rząd w dół”?

Coraz trudniej będzie rządowi, choćby ze względu na sytuację gospodarczą, a przede wszystkim finansową. Coraz wyraźniej będą wychodzić problemy finansów publicznych. Dodatkowo,  pod koniec 2013 r. ludzie zaczną martwić się podatkami, które przyjdzie im zapłacić w 2014 r. A będą to dużo większe sumy niż wcześniej, bo weszły bardzo niekorzystne dla podatników rozwiązania, które odbiją się bezpośrednio na portfelach Polaków.

Jak będzie sobie radzić opozycja?


Mam mieszane odczucia. Prawdę mówiąc dostrzegam duży kryzys dynamiki, jeśli chodzi o Prawo i Sprawiedliwość. Próżno szukać w tej formacji jakiegoś nowego impulsu. Próbą zaszczepienia czegoś nowego był manewr z prof. Piotrem Glińskim i ofensywą merytoryczną. Niestety ten manewr szybko się skończył. Obserwujemy jakieś krótkoterminowe skoki, ale trudno mówić o konsekwentnej strategii PiS, trwającej dłużej niż dwa miesiące. W przyszłym roku prawdopodobnie nadal będziemy mieli do czynienia z takim miotaniem się partii Jarosława Kaczyńskiego. Chyba, że wyjdą porażające nowe fakty dotyczące katastrofy smoleńskiej, ale raczej wątpię, by tak się stało.

A co poza PiS?

Namawiam do uważnego obserwowania ruchu narodowego, który się powoli kształtuje. Nie sądzę, żeby on zatrząsnął scena polityczną w 2013 r., ale na pewno znaczenia nabiera. Choć oczywiście może też okazać się efemerydą.

Do kogo personalnie może należeć przyszły rok? Czyja gwiazda ma szansę rozbłysnąć?

Gwiazda Jarosława Kaczyńskiego już mocniej nie rozbłyśnie, a gwiazda Donalda Tuska na sto procent będzie przygasać. Gdybym miał więc szukać kogoś kto relatywnie najmocniej będzie błyszczał, to powiedziałbym, że to może być rok Bronisława Komorowskiego. Zobaczymy jak będzie sobie radził.

Jakieś nowe twarze?

Zastanawiam się, kto mógłby być taką twarzą ruchu narodowego. Kompletnie nie mam tu na myśli Romana Giertycha. Wiadomo natomiast, że taki ruch, nowe ugrupowanie, musi się wokół kogoś skupić, jeśli ma odegrać na serio rolę w polityce. Takiej twarzy na razie nie ma. Bo trudno za kogoś takiego uznać np. Roberta Winnickiego, lidera Młodzieży Wszechpolskiej. Jestem więc ciekaw, kto się pojawi.

Znany socjolog, prof. Andrzej Zybertowicz, diagnozuje w Radiu Maryja: „Nie widzę w chwili obecnej nastrojów rewolucyjnych, nie widzę takiego poziomu społecznego wzburzenia. Najbardziej prawdopodobna jest dalsza forma gnicia, jakiejś stagnacji”. Podziela pan ten sceptycyzm?

Na rewolucję rzeczywiście potencjału nie ma. Najprawdopodobniej nie dojdzie bowiem w Polsce do nagłej zapaści w stylu argentyńskim, jeśli chodzi o finanse publiczne. Nie wierzę w to. Istotne jest również socjologiczne spostrzeżenie, że Polacy  - w swojej większości - są tak bardzo nastawieni na chronienie tego co mają, tego co zgromadzili w czasie rozbuchanego konsumpcjonizmu, że musiałoby się stać coś absolutnie wyjątkowego, żeby w Polsce wybuchło coś na kształt rewolucji. Dlatego uważam, że spekulacje dotyczące jakiegoś drugiego Budapesztu nad Wisłą, to czyste złudzenie. Nic takiego się nie wydarzy, nie ma do tego zupełnie potencjału.  PiS w żadnym wypadku nie jest Fideszem, a Jarosław Kaczyński nie jest Victorem Orbanem.

JKUB
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook