Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Warzecha: przegrana bitwa Arłukowicza

29.12.2011

- Sprawa listy leków refundowanych jest porażką Bartosza Arłukowicza. Właściwie była przegrana jeszcze przed konferencją – tłumaczenia ministra zdrowia komentuje dla Stefczyk.info publicysta „Faktu” Łukasz Warzecha.

Podstawowe pytanie brzmi, dlaczego sprawa ustalania listy leków refundowanych toczyła się w tak nieprzejrzysty sposób. Nie przekonuje mnie tłumaczenie, że trzeba było odizolować się po to, żeby uniknąć wpływów lobby producentów leków.  Przecież chodzi tutaj o sprawę tak ważną społecznie, że ludzie powinni to wiedzieć.

Poza tym niezależnie od tego, że faktycznie możemy nie mieć pełnych informacji o tym, jakie są napięcia pomiędzy koncernami farmaceutycznymi a ministerstwem zdrowia i być może – ja tego nie neguję – intencje ministra też są szlachetne, to jednak pewne fakty, jeśli chodzi o listę leków w pierwotnej postaci, są bezsprzeczne.

Bezsprzeczne jest to, że nie było tam na przykład pasków dla cukrzyków, że nie było żadnego leku poprzeszczepowego. Trudno to tłumaczyć walką z koncernami i ich polityką.

Myślę, że sposób, w jaki zostało to przeprowadzone – niezależnie od chaosu, który i tak może się za chwilę zdarzyć – stawia ministra w bardzo złym świetle. Nawet jeżeli, jak podejrzewam, jest to chaos pozostawiony przez świetną zdaniem Donalda Tuska minister Kopacz.

Druga sprawa świadcząca o przegranej Arłukowicza to niewyjaśniona kwestia wystawiania recept na leki refundowane. Mamy na razie tylko zapewnienia, że nie będzie problemów z tymi ostemplowanymi receptami, a wiemy już, że w części województw one się pojawią. Obawiam się, że minister i prezes NFZ będą zapewniali o braku problemów, a w aptece pacjent z taką receptą nie dostanie leku po niższej cenie. To jest sprawa bardzo pilna, która powinna być dawno załatwiona. To ewidentny błąd w ustawie, który trzeba było dawno poprawić. Jak rozumiem tego minister nadal nie załatwił, skoro lekarze nadal protestują.

I wreszcie trzecia sprawa, której kompletnie już nie rozumiem, czyli rezygnacja z promocji leków. Oczywiście jakieś tam wyjaśnienia się pojawiają, ale są niezwykle enigmatyczne – ma to podobno zapewnić uczciwszą konkurencje pomiędzy koncernami, ale właściwie dlaczego, kiedy i czy zapewni, to są wszystko jakieś mgławicowe skutki domniemane, które staną się faktem za parę lat, a może i nie. Natomiast faktem bezsprzecznym stanie się to, że mnóstwa ludzi nie będzie stać na lekarstwa, bo dotychczas kupowali je w promocjach, które teraz znikną.

Jest to więc przegrana bitwa Arłukowicza. Nie wiadomo jeszcze, czy przegrana wojna kosztująca go stanowisko. Nie mam natomiast żadnych wątpliwości, że gdy tylko okaże się korzystne wyrzucenie ministra, premier natychmiast to zrobi. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, aby rozwój sytuacji w najbliższych tygodniach był dla szefa resortu zdrowia korzystny.

Jeżeli Bartosz Arłukowicz nie zdawał sobie wcześniej sprawy, jak gorący jest fotel w resorcie zdrowia, to chyba wszyscy przecenialiśmy troszkę jego intelekt. Było mnóstwo sygnałów, w jakim stanie zostawia je Ewa Kopacz. Arłukowicz, który zdrowiem od dawna zajmuje się jako poseł, doskonale też znał projekt ustawy refundacyjnej. Mało tego, jak się teraz okazuje, zabierał głos – i to krytyczny jako poseł jeszcze opozycyjny – m.in. w kwestii skasowania możliwości promocji leków.

Jeśli połapał się dopiero teraz, musiałbym uznać, że jest bardo naiwnym człowiekiem. Raczej zdawał sobie z tego sprawę. Zgoda na objęcie resortu zdrowia oznacza albo jego przerośnięte ambicje albo fakt, że dostał od Donalda Tuska propozycję nie do odrzucenia: warunkiem pozostania na pokładzie i dalszego pójścia w drogę z nami, czyli ze zwycięzcami, jest wzięcie ministerstwa zdrowia. W takiej sytuacji Arłukowicz nie mógł odmówić.

not. ruk

[fot. PAP / Jacek Turczyk]

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook