Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Warzecha: Pożegnanie naburmuszonego prezydenta

05.08.2015

„Naburmuszenie i foch kładą się cieniem na końcówce prezydentury Komorowskiego”.

Łukasz Warzecha w tekście dla wp.pl podsumowuje prezydenturę odchodzącego Bronisława Komorowskiego. Ironizuje przy tym, wskazując, jak powinno wyglądać przemówienie Bronisława Komorowskiego, kończące jego misję w Pałacu Prezydenta.

"Szanowni państwo, byłem znakomitym prezydentem. Prawdopodobnie najlepszym, jakiego Polska kiedykolwiek miała i mieć będzie. Fakt, że jakieś pętaki, które przez pomyłkę mają czynne prawo wyborcze, zagłosowały na tego tam, jak on się nazywa, Dudę, a nie na mnie, Bronisława z Komorowskich, pokazuje, jak daleko nam jeszcze do Europy i Zachodu. No, ale trudno, jak sobie pościelili, tak im materii staje. Albo jakoś tak. Ja w każdym razie dziękuję tym wszystkim, którzy mnie wsparli, a pozostałym powiadam: pies z wami tańcował i całujcie go w nos" – pisze Warzecha ironizując.

Dodaje, że „wystąpienie takiej treści mógłby na pożegnanie z urzędem wygłosić prezydent Komorowski”. „Byłoby przynajmniej prosto z mostu, bez owijania w bawełnę. To, co Bronisław Komorowski faktycznie powiedział, nie odbiegało przecież szczególnie w treści od powyższego hipotetycznego przemówienia” - zaznaczył.

„Pożegnalne wystąpienie głowy państwa było idealnym podsumowaniem marnej prezydentury: tak jak ona cała, było pozbawione klasy, polotu i właściwie nie bardzo było wiadomo, o co w niej chodzi. Nie było ani słowa o tym, że Komorowski życzy swojemu następcy powodzenia. Prezydent nie darował sobie przytyku wobec opozycji, mówiąc, że nie chciała brać udziału w posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa Narodowego – jakby był to najlepszy moment, żeby o tym dyskutować” - zauważa Warzecha.

Dodaje, że „naburmuszenie Bronisława Komorowskiego z powodu niewybrania go przez naród na kolejną kadencję jest aż nadto widoczne”. „Naburmuszenie i foch kładą się cieniem na końcówce prezydentury Komorowskiego – nie żeby jej reszta była szczególnie świetlista – ale swoje źródło mają w całkowitym braku zmysłu samokrytyki. Komorowski był po prostu przekonany przez cały czas swojego urzędowania, że jest absolutnym geniuszem politycznym, mężem stanu, otoczonym przez wybitne osobowości w rodzaju Tomasza Nałęcza czy Jana Lityńskiego. Był o tym przekonany zarówno wówczas, gdy na początku urzędowania perorował w waszyngtońskim think-tanku o bigosowaniu, później, gdy łaskawie przyjmował w Pałacu Prezydenckim sąd, który musiał go przesłuchać w sprawie Wojciecha Sumlińskiego, jak i pod koniec, gdy w czasie kampanii ze sceny pokrzykiwał o 'specjaliście od kur'” - zaznacza publicysta.

Dodaje, że „Bronisławowi Komorowskiemu po prostu nie mieściło się w głowie, że coś robi źle, że bywa śmieszny, a jego prezydentura to faktycznie stróżowanie pod żyrandolem, a nie sprawowanie funkcji, do jakiej powołała go Konstytucja RP, zgodnie z duchem której prezydent powinien być przewodnikiem polskiej polityki”.

Cały tekst na wp.pl

TK,wp.pl

[Fot. PAP/Leszek Szymański]

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook