Jedynie prawda jest ciekawa

Warzecha: Matriks atakuje

01.11.2012

Wiedziałem, że w polskiej rzeczywistości polityczno-medialnej można przepchnąć wiele, ale numer z tekstem Czarka Gmyza w „Rzeczpospolitej”, a następnie konferencją prokuratury wojskowej i następstwami tejże jednak mnie zadziwił.

Chcę, żeby sprawa była całkowicie jasna: nie wycofuję niczego ze swojego poprzedniego wpisu. Nadal jestem krytycznie nastawiony wobec formułowania zbyt daleko idących wniosków na podstawie informacji o znalezieniu na wraku śladów substancji wybuchowych. Nadal też uważam – może nawet bardziej niż przedtem – że ich niespodziewane pojawienie się, mimo poprzednich zapewnień, że żadnych tego typu śladów nie wykryto, może być inscenizacją. Jeżeli jednak nawet tak jest, to ta inscenizacja odbyła się nie w Polsce – uważam, że od etapu badania wraku przez polskich ekspertów wszystko przebiegało prawidłowo. Natomiast w jaki sposób owe ślady znalazły się na samym wraku i czy nastąpiło to w chwili katastrofy czy może dużo później, a wręcz całkiem niedawno – to już osobna kwestia.

Chodzi mi jednak o coś innego: od momentu, gdy płk Szeląg wygłosił swoje oświadczenie, tkwimy w medialnym i politycznym matrksie.

Co napisał Gmyz? Że na szczątkach maszyny wykryto ślady trotylu i nitrogliceryny. Potem potwierdził, że dokładnie takie informacje otrzymał od swoich źródeł (dokładnie takie, a więc, że była mowa nie o śladach składników tychże substancji, ale o śladach samych substancji). I jest to bardzo możliwe. Wierzę całkowicie w dziennikarską rzetelność Czarka.

Co powiedział płk Szeląg? Odzierając jego wypowiedź ze specyficznego prawniczego bełkotu oraz wszystkich ozdobników, którymi starał się zaciemnić istotę rzeczy, sens jego oświadczenia sprowadzał się do dwóch zasadniczych stwierdzeń.

Pierwsze: podczas wstępnych badań wykryliśmy na wraku coś, co może być składnikiem substancji wspomnianych w artykule. Ten wynik musimy potwierdzić laboratoryjnie.

Drugie: ponieważ jesteśmy prokuraturą, a nie gazetą, formalnie rzecz biorąc o wynikach tego badania będzie można mówić dopiero, gdy ubierzemy je w odpowiednie formułki i wygenerujemy raport. A to nastąpi dopiero za kilka miesięcy.

Czego natomiast płk Szeląg nie powiedział w żadnym wypadku? Otóż nie powiedział z całą pewnością, że doniesienia „Rzeczpospolitej” są z gruntu fałszywe, bowiem na wraku nie wykryto absolutnie nic, co miałoby coś wspólnego z materiałami wybuchowymi. Więcej nawet, Szeląg w gruncie rzeczy potwierdził ustalenia Gmyza, tyle że starał się ich wymowę możliwie jak najbardziej rozmyć.

Miałem wrażenie, że faktyczny sens słów pułkownika powinien dotrzeć do każdego w miarę rozgarniętego człowieka. Jak jednak mogłoby się to stać, skoro prorządowe media natychmiast uchwyciły się frazy, iż „Naczelna Prokuratura Wojskowa dementuje informacje gazety”, co – jako się rzekło – jest wierutną bzdurą?

Później na stronach „Rzeczpospolitej” pojawiło się wspomniane nieszczęsne oświadczenie, zawierające całkiem niepotrzebnie sformułowanie „pomyliliśmy się”. I choć z treści wynikało, że pomyłka nie dotyczy istoty sprawy, a jedynie tego, że tekst zbyt definitywnie orzekał o wnioskach z badania – i ten komunikat został szybko zużytkowany przez matriks i w formie przetrawionej zaczął funkcjonować jako „»Rzeczpospolita« przyznaje się do błędu”.

Potem mieliśmy jeszcze konferencję, na której ogłoszono wyniki badania szczątków ubrania ś.p. Ewy Bąkowskiej, potwierdzających ustalenia Gmyza – ale to już mało kogo obeszło.

Od dwóch dni znaczna część odbiorców mediów żyje w fikcyjnej rzeczywistości, w której na wraku nie znaleziono absolutnie niczego. Może w ogóle żadnego wraku nie badano, a może w ogóle żadnego wraku nie ma, bo żadnej katastrofy nie było, a to wszystko jest tylko jakimś wymysłem „szalonego pisiora”? Patrzę i jednak – mimo wszystko, mówcie, że jestem naiwny – nie mogę uwierzyć.

Łukasz Warzecha
[fot. PAP/R.Guz]
CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook