Jedynie prawda jest ciekawa

Walentynowicz: Policzek w twarz mojej babci

28.09.2012

O słowach Andrzeja Seremeta w czasie sejmowej debaty nt. katastrofy smoleńskiej oraz ekshumacji ciała śp. Anny Walentynowicz portal Stefczyk.info rozmawia z Piotrem Walentynowiczem, wnukiem legendarnej działaczki "Solidarności".

Stefczyk.info: Prokurator Generalny Andrzej Seremet obarczył w czasie sejmowej debaty o śledztwie smoleńskim Pana rodzinę winą za błędną identyfikację Pana babci.

Piotr Walentynowicz: W przeciwieństwie do prokuratora Seremeta my chcemy się trzymać faktów. Pan Seremet nie uczestniczył w rozpoznaniu zwłok śp. Anny Walentynowicz. To już obala jego teorię. Po drugie, tata rozpoznał ciało babci bez problemów. Wskazał dodatkowo cechy charakterystyczne, które upewniły ludzi prowadzących identyfikację w tym, że tata ma rację. Wskazał miejsca pooperacyjne, w których babcia miała blizny. One tam były. To wszystko zostało zaprotokołowane w Rosji. Materiały te znajdują się w prokuraturze i są objęte klauzulą tajności.

Co pokazała ekshumacja?

Ciało, które ekshumowano w Gdańsku, nie miało śladów pooperacyjnych, które wskazywał tata w Moskwie. Dopiero ciało wydobyte z grobu w Warszawie miało takie ślady. Nie rozumiem jednak jak mogło dojść do takiej pomyłki, dlaczego nie wykorzystane zostały próbki DNA pobrane przez Rosjan. Jeśli procedury miały być perfekcyjne i na najwyższym standardzie, jak zapewnia marszałek Kopacz i prokurator Seremet, to dlaczego nie skorzystano z tych próbek? Może Rosjanie nie umieli korzystać ze sprzętu, jakim dysponowali?

Jak Państwo wypowiedź Seremeta odebrali?

Ona jest policzkiem wymierzonym pośmiertnie w twarz babci. On zmusza nas do podawania szczegółów dotyczących mojej babci. Myśmy nie zamierzali w ogóle zajmować się takimi sprawami. Kłamstwo Seremeta sprawiło, że musimy mówić o rzeczach trudnych. To jest również policzek w twarz naszej rodziny, ponieważ myśmy wnosili do prokuratora Seremeta, by objął to śledztwo swoim nadzorem. Mieliśmy zastrzeżenia do działań prokuratury wojskowej.

Usłyszeliście Państwo od kogoś słowo "przepraszam"?

Podobno premier w Sejmie powiedział "przepraszam". Nam na tych przeprosinach w ogóle nie zależy. Słowo premiera dla nas nic nie znaczy. My się domagamy działania i wyjaśnienia tego, kto zawiódł, kto nie wywiązał się ze swoich obowiązków. Oczekujemy również wyciągnięcia konsekwencji.

Sławomir Cenckiewicz w jednym z tekstów napisał, że od śp. Anny Walentynowicz zaczyna się upadek kłamstwa smoleńskiego. Jak Pan ocenia takie słowa?

Staram się trzymać z daleka od takich doniosłych opinii. Powiem jednak szczerze, że zaczynam myśleć, że to rzeczywiście jakiś Palec Boży zza grobu babci sprawił, że to wszystko wyszło na jaw. Od babci się zaczęło. Istnieje szansa na zdemaskowanie kłamstw, jakie sączone były opinii publicznej. Mam nadzieję, że uda się wyciągnąć konsekwencje od ludzi, którzy się tego dopuścili. Słowa Sławka są prawdziwe, czuje to.

Rozmawiał TK
[Fot. PAP/Tomasz Gzell]
CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook