Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Walentynowicz: chcę ponownych badań DNA

03.06.2014

Rozmowa z Januszem Walentynowiczem, synem śp. Anny Walentynowicz, bohaterki „Solidarności”, która zginęła w Smoleńsku.

Stefczyk.info: wiele miesięcy temu pan wraz z synem informował o kolejnych wątpliwościach dotyczących pogrzebu śp. Anny Walentynowicz. Wskazywał Pan, że w grobie rodzinnym nadal nie ma Pana matki. Czy wciąż ma Pan wątpliwości w tej sprawie?

Janusz Walentynowicz: Ja nie mam żadnych wątpliwości. Mam pewność, że w grobie rodzinnym nie została pochowana moja mama. Blizny same z siebie nie przemieszczają się... Blizna u mojej mamy powinna być po prawej stronie, bo tam była – widziałem ją również w czasie identyfikacji ciała w Moskwie. Natomiast po dwóch latach, po ekshumacji okazuje się, że ta blizna jest po lewej stronie, a dodatkowo jest trzy razy większa. Coś tu zatem się nie zgadza. Warto również wskazać, że prokuratura otrzymała z Moskwy zdjęcia z wrakowiska. One są dołączone do dokumentacji opisującej „Annę Walentynowicz”. Na fotografiach widać ciało leżące na wrakowisku, które właściwie nie ma głowy. Rodzi się zatem pytanie, jak ja rozpoznałem mamę po twarzy? Poza mną rozpoznały ją również cztery niezależne i nieznane mi wcześniej osoby. A śledczy rosyjski wypytywał mnie i zapisywał w protokole, po czym ja rozpoznaje mamę.

Dlaczego to było potrzebne?

Moje stwierdzenie, że rozpoznaję ją po twarzy nie wystarczyło. Musiałem więc wskazać, jakie konkretne cechy twarzy pozwalają mi stwierdzić, że to ciało mamy. Więc mówiłem o kształcie nosa, kolorze oczu, kształcie ucha, podbródka itd. Ja o tym wszystkim mówiłem i pokazywałem, twarz mojej mamy była rozpoznawalna. A na zdjęciu z wrakowiska, które jest dołączone do materiałów dot. „Anny Walentynowicz” ciało nie ma głowy, nie ma twarzy.

Czy prokuratura pomaga ustalić prawdę? Z jakąś formą pomocy się Państwo spotykają?

Wsparcie mamy jedynie w mecenasie Piotrze Pszczółkowskim, który jest moim pełnomocnikiem. Próbujemy wspólnie rozmawiać i analizować różne aspekty sprawy. Próbujemy drogą eliminacji do czegoś dojść. To jest jedyna forma pomocy, jakiej doświadczamy. Prokuratura po wynikach badań DNA, po sekcjach i ekshumacjach uznaje, że sprawa jest zamknięta. Prokuratora Andrzej Seremet mówił, że prokuratura nie będzie polemizować za pośrednictwem mediów z rodziną. Poczułem się, jakbym dostał w twarz.

Dlaczego?

On jest od tego, by sprawę wyjaśnić. Pamiętam, jak prokurator Szeląg z obleśnym uśmiechem mówił, że śledczy są po to, by pomóc rodzinom, by rozwiać wszelkie wątpliwości. To samo powtarzał Tusk. Jednak gdy ja mam wątpliwości to wszyscy się na to wypieli. Bo oni mają swoje badania DNA i sprawa jest zamknięta. A to, że ja mam wątpliwości... a co to kogo obchodzi? Muszę z nimi żyć. To jest bezduszne. Słów mi brakuje.

Czego właściwie Pan oczekuje? Co pozwoliłoby Panu żyć w spokoju?

Chciałbym, żeby został ponownie pobrany materiał do badań genetycznych z ciała, które leży w grobie. Nie chcę badań na podstawie już pobranych próbek, ponieważ nie wiem, skąd one pochodzą i jak są traktowane. Nie mam żadnej kontroli nad tym. Chciałbym ponownego pobranie materiału do badań genetycznych, a następnie badań poza granicami Polski.

Nie chce Pan ponownych badań w Polsce?

Tutejszym instytucjom nie wierzę. Pułkownik Sej w rozmowie z naszą rodziną wskazał, że można przeprowadzić dodatkowe badania genetyczne. Na uwagę mojego syna Piotra, że chcielibyśmy, żeby ekspertyzy zostały wykonane poza granicami, śledczy odparł jednak, że to w ogóle nie wchodzi w grę.

Dlaczego?

To jest właśnie pytanie. Czy dlatego, że mamy tak świetnych fachowców? Czy może dlatego, że polscy fachowcy siedzą w kieszeni u kogoś? Albo są na nich jakieś haki, więc będą posłuszni prokuraturze? Tego nie wiem. Być może za daleko idę w swoich wyobrażeniach.

Pańska ocena działań prokuratury jest radykalnie zła. Dlaczego Pan się tak zraził?

Niestety mam podstawę do takiej opinii. Czytałem rozmowę z profesorem Wiesławem Biniendą, który mówił, że ludziom z prokuratury nie zależy na wyjaśnieniu prawdy o katastrofie smoleńskiej. Ja później rozmawiałem z profesorem i dopytywałem, czy on usłyszał wprost takie słowa, czy też odniósł takie wrażenie. I mówił mi, że usłyszał takie stwierdzenia wprost od śledczych, m.in. od płk. Seja. To bardzo symptomatyczne.

Rozmawiał Stanisław Żaryn
[Fot. Artur Andrzej/Wikipedia.org na lic. CC0 1.0]

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook