Jedynie prawda jest ciekawa

W obronie kolejki na Kasprowy

01.11.2012

To nie prywatyzacja ale nieodpowiedzialna wyprzedaż – tak o planach sprzedaży Kolejki linowej na Kasprowy Wierch – mówi Piotr Bąk, były burmistrz Zakopanego.

W rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Piotr Bąk przypomina, że PKL to także część narodowej tradycji, część historycznego dorobku II Rzeczypospolitej. - Dzisiaj kolej linowa na Kasprowy Wierch nie jest zwykłym biznesem, lecz dobrem kultury – zaznacza. Jak podkreśla były burmistrz, brak jest też finansowych przesłanek do sprzedania kolejki. - Wydaje się, że PKP SA, właściciel akcji Polskich Kolei Linowych, powinny być dumne, że wśród swoich spółek, z których znaczna część jest nierentowna i przysparza firmie kłopotów, ma firmę, która jest swoistą perełką, która z powodzeniem mogłaby być i jest najlepszą wizytówką PKP – mówi.

Wyjaśnia, że jedynym argumentem wysuwanym przez ministerstwo transportu w związku z tą transakcją jest fakt, że PKP mają duże zobowiązania i pilnie potrzebuje gotówki, żeby je spłacić.Tymczasem kondycja finansowa samej PKL jest bardzo dobra. W jej skład obok kolejki na Kasprowy Wierch wchodzi osiem kolei linowych i siedem wyciągów narciarskich. Firma zatrudnia ponad 200 pracowników.

- Rocznie PKL przewożą ok. sześciu milionów pasażerów i zarabiają na czysto kilkanaście milionów złotych. Zatem spółka rozwija się, pomnaża majątek i każdego roku osiąga zysk. Jest pożądanym klientem dla banków i nie ma żadnych problemów ze zdobyciem środków na aktywność inwestycyjną. W br. zysk netto będzie zapewne większy niż 14 mln złotych. Warto tylko przypomnieć, że parę lat temu w samą modernizację kolejki na Kasprowy Wierch spółka zainwestowała ponad 70 mln złotych – wylicza Piotr Bąk.

Były burmistrz Zakopanego mówi,że- potencjalny inwestor PKL - spółka Tatry Mountain Resorts (TMR) zarejestrowana w Sądzie Okręgowym w Żylinie na Słowacji, jest t w rzeczywistości spółką z kapitałem tylko po części słowackim, głównie zaś międzynarodowym, gdzie swoje udziały ma m.in. Deutsche Bank Aktiengesellschaft. Podkreśla też, że w radzie nadzorczej tej spółki zasiada Jan Komornicki, były polityk PSL z lat 90. i wieloletni ambasador RP w Bratysławie, który intensywnie lobbuje za sprzedażą kolejki spółce TMR.

Bąk przypomina też,że aby zapobiec przekazaniu spółki w ręce zagranicznego inwestora - gmina i miasto Zakopane wraz z sąsiednimi gminami powołały specjalny podmiot "Polskie Koleje Górskie" sp. z o.o., którego zadaniem jest złożenie oferty zakupu w wypadku, gdyby do sprzedaży rzeczywiście doszło.

Niestety,jak zaznacza Bąk, skomplikowane procedury formalne obowiązujące w samorządzie w przypadku, gdyby sprzedaż miała miejsce w nieodległym czasie, mogą praktycznie uniemożliwić zdobycie odpowiedniego kapitału i złożenie stosownej oferty.

Według Bąka warta rozważenia jest też inicjatywa posła Andrzeja Adamczyka z PiS, który wskazał na rozwiązanie wzorowane na projekcie rządowym dotyczącym Szybkiej Kolei Miejskiej w Trójmieście. Projekt zakłada, że Skarb Państwa nabędzie ze środków Funduszu Kolejowego wszystkie akcje spółki PKL SA Następnie z dniem nabycia akcje podlegać będą z mocy prawa nieodpłatnemu przekazaniu na rzecz samorządu województwa małopolskiego. W efekcie PKP uzyskają potrzebne środki na spłatę swoich zobowiązań, natomiast PKL pozostaną w rękach polskiego podmiotu publicznego.

Bąk przypomina, że kolejka jest obecnie w świetnej kondycji, została bowiem gruntownie zmodernizowana. Zwraca też uwagę, że potencjalny inwestor kupując PKL, nabędzie także fragment Tatrzańskiego Parku Narodowego.

- Jest to nie do przyjęcia. Uważamy, że również z tego względu - biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z unikalnym dobrem narodowym - powinien zostać wprowadzony jednoznaczny zapis ustawowy, że tak jak nie można sprzedać wzgórza wawelskiego, tak nie może być mowy o sprzedaży fragmentu Tatrzańskiego Parku Narodowego, na terenie którego znajduje się kolejka – mówi Bąk.

Były burmistrz Zakopanego, przypomina, że do Donalda Tuska trafiło wiele protestów w tej sprawie, w tym list podpisany przez 217 profesorów właściwie ze wszystkich ośrodków akademickich w Polsce, naukowców reprezentujących różne dziedziny nauki, w tym niektórzy związani także z obecnym obozem rządzącym. Do sygnatariuszy listu należeli także byli wiceministrowie środowiska odpowiedzialni za ochronę przyrody w Polsce. Wszyscy zaapelowali do premiera, aby wstrzymać te nieodpowiedzialne działania. Niestety, Donald Tusk dotychczas nie odpowiedział na ten list.

ansa/ND

[fot.www.pkl.pl]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook