Jedynie prawda jest ciekawa


USA: wyciskanie podwyżek w dobie deficytów

14.09.2012

Od poniedziałku 29 tysięcy nauczycieli i personelu pomocniczego chicagowskich szkół publicznych (CPS) nie przychodzi do szkoły. W zamian chodzą z transparentami wokół szkolnych budynków albo organizują demonstracje pod siedzibą CPS, domagając się „uczciwego kontraktu” w ramach umowy płacowej na najbliższe cztery lata.

Chicago to trzeci w Ameryce pod względem wielkości okręg szkolny. W efekcie do szkoły nie chodzi ponad 350 tys. uczniów. Część z nich przebywa w 147 placówkach gdzie jest prowadzona opieka zastępcza (pozostają do 14.30, żadnych zajęć dydaktycznych, tylko rekreacja i posiłki). Reszta – albo w domach, albo pod inną opieką.

Pracujących rodziców – a jestem jednym z nich – strajk stawia w dość trudnej sytuacji: każdego dnia trzeba szukać opieki dla dzieci. Niektórzy wydają na to fortuny (po kilkaset dolarów dziennie), inni zwalniają się z pracy lub wzięli urlopy. Generalnie: w mieście panuje spory chaos i zamieszanie.

Obie strony prawdopodobnie dogadają się i strajk nauczycieli – pierwszy od ćwierć wieku – zakończy się w piątek a uczniowie wrócą w poniedziałek do szkolnych klas. Ale protest pokazuje jak w soczewce duży problem. Na powierzchni wygląda bardzo dobrze: któż nie podpisze się pod hasłem związkowców „chcemy lepszej przyszłości szkół publicznych i naszych dzieci”. Gdy jednak trochę poskrobać, wyłania się twarda walka grup interesów: gdzie dobro  dzieci i rodziców wcale nie jest tożsame z interesem nauczycieli a zwłaszcza liderów związkowych.

Najpierw fakty. Budżet zarządu szkół publicznych w Chicago wynosi 5,1 mld dolarów. W tym roku szkolnym przewidywany deficyt wyniesie 656 mln, w 2013 r. ma przekroczyć ponad 1 mld dolarów. Na bieżąco jest finansowany z obligacji wypuszczanych przez miasto, ale w dłuższej perspektywie – bo miasto Chicago nie może przecież uruchomić prasy drukarskiej jak Rezerwa Federalna i po prostu dodrukować dolary – dług spłacą podatnicy Wietrznego Miasta.

Burmistrz miasta, Demokrata Rahm Emanuel (były szef administracji prezydenta Baracka Obamy) próbował ograniczyć wydatki m.in. poprzez zamrożenie wzrostu płac nauczycieli. Jednocześnie chciał zwiększyć ilość godzin dziennego nauczania do 7  z obecnych 5 godzin 45 minut (najkrócej w kraju). I tu napotkał opór CTU. Negocjacje toczyły się od listopada. I choć wszyscy przypuszczali, że będzie porozumienie, związkowcy zdecydowali się – pierwszy raz od ćwierć wieku – przerwać pracę.

Można by pomyśleć, no dobrze „edukacja naszych dzieci” warta każdych pieniędzy. Ale znów jak poskrobać…  Przeciętna płaca nauczyciela w Chicago to 71 tys. dolarów rocznie (plus inne dodatki o łącznej wartości nawet 15 tys.), podczas gdy statystyczny mieszkaniec miasta zarabia 46 tys. Wielu, dobrych nauczycieli nie zarabia wcale dobrze, ale z kolei świetnie ma się czołówka działaczy związku CTU – z zarobkami sięgającymi 200 tys. dolarów. Oblicza się, że w ciągu ostatnich pięciu lat – pomimo wielkiego kryzysu gospodarczego – nauczyciele otrzymali podwyżki od 19 do 46 proc. Choć inflacja wyniosła w tym czasie 10 proc. Część z nauczycieli szkół publicznych zarabia tak dobrze (mowa nawet o 40 proc.), że wbrew publicznie głoszonej pochwale „publicznej edukacji”, posyła swoje dzieci do szkół… prywatnych. I jakby tego było mało, CTU żąda kolejnej podwyżki – pomimo rosnącego deficytu miasta i zmagania się z kryzysem, jak mówi prezydent Barack Obama, „najgorszym od lat 30. XX-wieku” – o prawie 20 proc. w ciagu czterech lat oraz ochrony miejsc pracy.

I tu jest pies pogrzebany. Działania związkowców dobrze ilustrują rosnące problemy z pracownikami wielu samorządów miejskich, lokalnych i rządów stanowych. W dobie kryzysu w USA, posady państwowe (także w rządzie federalnym) stały się najbardziej pożądane dla wielu Amerykanów. Gwarantują one bowiem nie tylko dobry zarobek i gwarancję zatrudnienia, ale też sowitą – w porównaniu z sektorem prywatnym – emeryturę.

Mechanizm jest i był prosty. Nauczyciele – podobnie jak inni pracownicy publiczni zrzeszeni  w związkach zawodowych – po prostu wymuszają na burmistrzach i rządach stanowych podwyżki i dodatkowe świadczenia. Zwłaszcza tam, gdzie rządzą Demokraci, związkowcy są nie do przebicia: dysponują wierną rzeszą członków oraz funduszy, decydując w wielu wyborach o zwycięzcach. A następnie, z popieranym przez siebie kandydatem zasiadają do stołu negocjacyjnego, co z reguły skutkuje jeszcze większymi zarobkami i emeryturami.

Efekty? Coraz wyższe koszty dla miejskich, lokalnych i stanowych budżetów, idące w miliardy dolarów. Z powodu nadmiernych obietnic z przeszłości, o bankructwo wystąpiły już władze trzech sporych miast w Kalifornii (kontrolę nad budżetami przejęły miejscowe sądy). Stan Illinois – gdzie Chicago jest głównym miastem – jest tutaj dobrym przykładem. Aby dotrzymać obietnic związanych tylko z dotrzymaniem obietnic emerytalnych dla pracowników stanowych (w tym nauczycieli), stan potrzebuje – bagatelka – 83 mld dolarów. Nie może być inaczej, skoro hojna ręka polityków rozdawała na prawo i lewo przywileje emerytalne, indeksowane obowiązkowo zawsze powyżej inflacji i uzupełniane niemal darmowymi ubezpieczeniami zdrowotnymi. Ostatnio podawano dość szokujące przykłady: ktoś kto przeszedł na emeryturę na początku lat 90 dostając 60 tys. dolarów rocznie, dzisiaj pobiera już… 120 tys.

A politycy? Burmistrz Emanuel podjął walkę ze związkami nauczycieli i w efekcie mamy – pierwszy od ćwierć wieku – strajk. Na koniec niewiele wyjdzie z jego planów ograniczenia wydatków. Ale Emanuel przynajmniej się starał. Jego koledzy, członkowie stanowego Kongresu, nawet nie byli w stanie zdobyć się na to. Kiedy w sierpniu gubernator stanu zwołał specjalną sesję parlamentu aby zająć się reformą systemu emerytalnego, skończyło się na niczym. Nie pomogły tłumaczenia gubernatora, że każdy dzień zwłoki, to… dodatkowe 12 milionów dolarów do deficytu. Stanowi kongresmani i senatorowie rozjechali się do domów – przed listopadowymi wyborami nikt nie chciał się narażać wyborcom „zabieraniem” czegokolwiek. Byle do wyborów. A potem? A potem coś-tam zrobi. Przy czym to coś zawsze oznacza jedno i to samo: podwyżkę podatków na finansowanie politycznych gruszek na wierzbie. Zapłacą ci po środku: uczciwie płacący podatki klasa średnia. Najbogatsi – zawsze znajdą sposób aby uniknąć nadmiernego opodatkowania. Najbiedniejsi… ci nie płacą już od dawna podatków. Ocenia się, że już 47 proc. obywateli nie płaci żadnych podatków federalnych.

Paweł Burdzy z Chicago

[fot. sxc.hu]

Warto poczytać

  1. sleeping-giants-18072018 18.07.2018

    Zastraszali firmy bo chcieli zniszczyć prawicowe media. Działalność lewicowej grupy została zdemaskowana

    Prawicowy portal Daily Caller ujawnił tożsamość założyciela organizacji Sleeping Giants, zajmującej się zastraszaniem firm zamieszczających reklamy w prawicowych mediach. Okazało się, że jej założyciel, Matt Rivitz, sam jest pracownikiem przemysłu reklamowego

  2. 1270SZTUCZNEMIESKO 18.07.2018

    Zgroza. Już za kilka lat w restauracjach będziemy jeść sztuczne mięso

    Świat stanął na głowie. Choć tę tendencję obserwujemy na wielu płaszczyznach, to jednak ostatnie dokonania holenderskich naukowców napawają nas przerażeniem. Tamtejsza spółka zaprezentowała pierwszego hamburgera, do którego mięso wyprodukowano w laboratorium

  3. 1270lenin12 17.07.2018

    Rosyjski zbrodniarz twarzą reklamy polskiej firmy. Przesadzili

    Lenin, to wbrew komunistycznej propagandzie, jeden z najkrwawszych dyktatorów ubiegłego stulecia.

  4. stop-pedofilii-14072018 14.07.2018

    Czy to krok w celu akceptacji pedofilii? Amerykańska strona internetowa chce zmiany słowa "pedofil" bo jest obraźliwie

    Thepreventionproject.org to strona internetowa o charakterze profilaktycznym, która zajmuje się badaniem oraz pomocą osobom, które posiadają skłonności pedofilskie

  5. 1270tuseksmieszek 13.07.2018

    Tusk wyśmiany przez amerykańskich dziennikarzy. Mocny komentarz Antoniego Macierewicza

    Donald Tusk chyba nie zdaje sobie sprawy z faktu, że w Europie niewielu traktuje go poważnie. Choć wielokrotnie dano mu to odczuć, on niezrażony stara się pokazac, że jest politykiem „z pierwszej ligi”. Próbował to udowodnić, pouczając Donalda Trumpa

  6. walesa02022018 09.07.2018

    Czy to atak sztabu wyborczego PO? Przychylne dla Jarosława Wałęsy komentarze pochodzą z tego samego komputera

    Zobacz zdjęcie z komentarzami dla Jarosława Wałęsy

  7. 1270prezydentandrzejwolyn 09.07.2018

    Prezydent oddający hołd wymordowanym Polakom? Dla lewactwa to powód do śmiechu!

    Trudno o większe zezwierzęcenie, niż wyśmiewanie się z osoby, która oddaje hołd ofiarom ludobójstwa. Jednak to, co dla przyzwoitych ludzi jest niedopuszczalne, dla wielu, wychowanych na publicystyce wiadomej gazety, jest rzeczą naturalną

  8. 1270jaroslawkacz1 06.07.2018

    Ordynarny atak na Jarosława Kaczyńskiego. „Totalni”, chcą „odstrzelić” prezesa PiS

    Opozycjo, opamiętaj się, bo może dojść do tragedii

CS157fotoMINI

Czas Stefczyka 157/2018

PDF (9,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook