Jedynie prawda jest ciekawa

Ukraina i Litwa wypowiedzą Polsce wojnę? Wszystko z naszej winy

09.08.2017

Z Litwinami i Ukraińcami, jak powszechnie wiadomo, przez cały wiek XX i początek XXI łączą nas wspaniałe dobrosąsiedzkie stosunki. Nie ma tu nawet potrzeby ograniczania się li tylko do historii najnowszej, bo miłość do Polski i Polaków na Litwie i Ukrainie kwitnie od czasów niepamiętnych. Tym razem jednak nasi bliscy sąsiedzi mają poważny powód do niepokoju, który – jeśli dać wiarę wieści gminnej – może nawet doprowadzić do wybuchu wojny.

Oczywiście wszystko z naszej winy.

Proszę sobie wyobrazić, że jakiś narwany histeryk pracujący dla jednego z polskich ministerstw wpadł był na pomysł, aby na nowym polskim paszporcie znalazły się – o zgrozo – obrazki z Matką Boską Ostrobramską i cmentarzem Orląt Lwowskich. – Jak to możliwe?! – zagrzmiał wzburzony głos "symetrystów" polskich. – Co byśmy my czuli gdybyż Niemcy na swoich paszportach umieścili Wrocław i Gdańsk? Przecież okoliczności utraty wszystkich czterech miast są zupełnie identyczne, prawda? Przecież to my jesteśmy odpowiedzialni za hekatombę II wojny światowej i to my – najpierw ramię w ramię z nazistami, a od 17 września 1939 roku z bolszewikami – atakowaliśmy Gdańsk i Wrocław.

No więc stąd ta wojna.

Przez naszą odwieczną krnąbrność, naszą butę, wrodzoną polską głupotę, z której wyrasta brak poszanowania dla delikatnej struktury psychicznej naszych sąsiadów. Z naszego wrodzonego niezrozumienia pragmatyzmu dyplomacji, w której wymaga się cierpliwości, troski i wiecznego czynienia dobra. Jak ktoś nas kijem, to my mu powinniśmy co najmniej czterema miliardami pożyczki. Nie wolno w dyplomacji – nigdy i pod żadnym pozorem – czynić sąsiadom tego, co może być przez niego źle odebrane. Zawsze trzeba pamiętać jedno.

Warto być przyzwoitym.

Nieznany Obrońca Lwowa pochowany w Grobie Nieznanego żołnierza? I cóż z tego? Obrona Lwowa i Wilna wpisane w polską historię w taki sam sposób, w jaki wpisany jest w nią etos Powstańca Warszawskiego? Jakie to ma znaczenie? Paszport ma uczcić 100-lecie polskiej niepodległości i przypomnieć przedwojenne granice naszej ojczyzny? To wszystko tylko polska buta i zacietrzewienie. Sąsiadom się nie spodoba.

Stąd ta wojna.

Jako gorący orędownik prowadzenia własnej polityki historycznej, niezależnej od humorów innych nacji, zostanę z pewnością po tym tekście odsądzony od czci i wiary. Raz, że to przecież woda na młyn dla rosyjskiej propagandy. Wszyscy znający się na dyplomacji wiedzą, że na Kremlu od kilku tygodni istnieje tajna, wyspecjalizowana komórka, która tylko czeka na polskie paszporty, żeby ze zdwojoną siłą zaatakować z narracją o „polskich Panach”. Dwa, po tym jak już wydamy te paszporty, Polaków na Ukrainie i Litwie czekają liczne prześladowania i masowe wypędzenia. Wreszcie trzy, po wojnie – która teraz nastąpi – na ulicach ukraińskich miast mogą nawet pojawić się ulice upamiętniające zbrodniarza Romana Szuhewycza. Być może nawet on sam zostanie uznany za ukraińskiego bohatera? Jak poradzimy sobie sankcjami  ekonomicznymi, wszak Ukraińcy mogą wprowadzić embargo na polskie towary. I po co nam to wszystko?

A teraz na poważnie – jeden z moich znajomych ukuł ostatnio bardzo celne pojęcie „ekumenizmu historycznego”. To w ramach takiego myślenia pojawia się pomysł, aby stworzyć jedną, wspólną historię dla kilku narodów, które nie zwykły wspólnie pisać podręczników do historii. Jednocześnie, to właśnie w takim myśleniu zawiera się głęboka pogarda dla naszych rodaków  zamieszkałych w wielu miejscach za granicą. Jeśli dalej nie będziemy wzmacniać ich tożsamości z Polską, to niedługo faktycznie problem troski o Polonię stanie się jedynie problemem historycznym.

Oczywiście nie mam też wątpliwości co do tego, że rozpętana w mediach burza spowoduje, że Polacy wycofają się ze swojego pomysłu, żeby nie denerwować Ukraińców i Litwinów. Rząd Polski zdążyli już skrytykować tacy znakomici publicyści jak Michał Szułdrzyński i Agnieszka Romaszewska.

I chyba jest już tylko jedna szansa, żeby uratować Polskę przed wojną. Trzeba – w trybie pilnym, na cito – przeprosić wszystkich za Pana Tadeusza. Edytować co trzeba z nadzieją, że nikt już teraz nie czyta takich rzeczy. Należy też zmienić wszystkie pieśni o Cmentarzu Łyczakowskim, o Orlętach Lwowskich i dać sobie raz na zawsze spokój z powtarzaniem teorii o polskich wielkich nekropoliach. Nie denerwujmy, nie prowokujmy, ciszej nad tą trumną.

Jednocześnie, trzeba w końcu oddać Mickiewicza Białorusinom, Curie-Skłodowską Francuzom, Chopina takoż, Piłsudskiego Litwie, Kopernika  Niemcom, Kościuszkę Białorusinom, Moniuszkę tymże i Conrada Anglikom. 

Tylko Michnika sobie zostawmy. On, choć z matki obcej, to krew jego dawne bohatery, a imię... 

--- 

fot. Pixabay 

txt. Artur Ceyrowski

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook