Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

"Twarze bohaterów rozświetla wewnętrzna siła"

28.04.2014

"Powstanie Warszawskie" to film fabularny zmontowany w całości z ręcznie i komputerowo koloryzowanych kronik filmowych z sierpnia 1944 roku. Premiera 9 maja.

"To hołd dla operatorów, którzy niejednokrotnie z narażeniem życia rejestrowali powstańczą codzienność" - mówi Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, producent filmu.

Stefczyk.info: Co pokazuje film "Powstanie Warszawskie"?

Jan Ołdakowski: Ten film jest w miarę wiernym odwzorowaniem przebiegu powstania od jego pierwszych dni do jego końca. Jest zapisem Powstania Warszawskiego, pokazuje powstanie takim, jakie było. Staraliśmy się, wykorzystując ujęcia czarno - białe z powstańczych kronik pokazać świat powstania. Pokazać powstańców, pokazać nie tylko momenty ich walki, ale także inne zajęcia. Pokazujemy też pewien paradoks. Bo początkowo z powodów technicznych powstańczy operatorzy nie mogli filmować walk. Bo taśma była droga, kamera była trudno dostępna, bo bali się o swoje życie. Chcąc pokazać walkę na ekranie pewne fragmenty inscenizowano. To wyjaśnia, dlaczego widzimy niekiedy kamerę powstańcza przy pracy.

Mówił pan, że ten film jest hołdem złożonym nie tyle walczącym powstańcom, co operatorom, którzy te walkę utrwalali.

Bo to dzięki nim możemy oglądać powstanie, to dzięki nim dowiadujemy się, jak wyglądała codzienność w powstaniu. W wydziale propagandy AK było dwunastu operatorów, którzy okazali się znakomitymi fachowcami. Te pięć i pół godziny kronik, które oni nakręcili, a które przetrwały do naszych czasów, składa się na pierwszy polski film dokumentalny. Przetrwała około 1/3 wszystkiego, co oni nakręcili i z tego właśnie składa się film "Powstanie Warszawskie".

Czym kierowaliście się jeśli chodzi o dobór scen do filmu, który ostatecznie ma około 80 minut?

Miała to być spójna opowieść, chcieliśmy pokazać powstanie od początku do końca. Chcieliśmy też pokazywać realia pracy filmowej ekipy powstańczej, a nie była ona łatwa. To było czasem kilka osób, najmniej dwie. Jedna z nich nosiła duży statyw, kamera też była dużym pudełkiem, oni nie mieli takiego sprzętu jak dzisiaj. Mimo to powstawały ujęcia, które są absolutnie nowatorskie. Dzięki temu, że są kręcone na dobrej taśmie, to łatwo je było kolorować. Dlatego momentami łatwo jest zapomnieć, że to w oryginale były zdjęcia czarno - białe i bez dźwięku.

W jaki sposób udało się osiągnąć taki efekt, jak wyglądał proces technologiczny pracy nad tymi kronikami?

W oryginale wszystkie klatki były przyspieszone, nie wszystkie udało się spowolnić, zatem czasem widać takie momenty, kiedy jest lekko zbyt szybko. Najpierw na przyspieszonym filmie trzeba było odczytać, co mówią ludzie i wkładać im w usta to, co mówili, tylko już wolniej. Zatrudniliśmy pana Michała Łacha, najlepszego w Polsce fachowca w dziedzinie odczytywania słów z ruchu warg. I on odczytał to, co widać, ale żeby to brzmiało wiarygodnie, to musieliśmy czasem dołożyć to co mówił, zanim tę osobę widać na ekranie i potem także. Bo zarejestrowano często pojedyncze słowa, albo z pozoru nielogiczne dialogi. Dlatego czasem musieliśmy dodać pytanie, żeby pokazywany na ekranie bohater mógł odpowiedzieć szybko i jednym słowem.

A skąd pomysł koloryzacji kronik, które były w oryginale czarno - białe? Czy nie straciły one nieco ze swojej wiarygodności?

Nikt już nie pamięta kolorowego świata z czasu powstania, nawet powstańcy pamiętają już tylko świat czarno - biały. Czasami tylko pamiętają kolor jakiegoś fragmentu stroju. Ale nie wiadomo, jakie były kolory ubrań, ulic, elewacji. Ale pamiętają np. to jak zachowywała się ekipa filmowa, o co pytała, jakie zadawała pytania. Tego dowiedzieliśmy się od samych powstańców. Dlaczego ludzie cały czas oglądali się do kamery? Bo oni krzyczeli takie proste komunikaty - chodź do nas, uśmiechnij się. Tak to zapamiętały wszystkie te osoby, do których dotarliśmy.

Jak dużo materiału jeszcze zostało? Z czego zrezygnowaliście?

Część tych materiałów nie pasowała do filmu, a część był po prostu gorszej jakości. Staraliśmy się, co zrozumiałe wybrać najlepsze ujęcia i dzięki temu. A dzięki temu, że ci operatorzy pracowali częściowo na bardzo dobrej taśmie, na której nakręcono np. kinowy film Przeminęło z wiatrem, to można było nad tymi zdjęciami solidnie popracować. Cyfryzacja, stabilizacja obrazu i koloryzacja dały naprawdę imponujący efekt.

A co ma za sobą nieść ten film, po co te wszystkie zabiegi?

Nie chcieliśmy zrobić filmu łatwego w odbiorze, film jest trudny. Natomiast to, co dla nas było niesamowite po obejrzeniu tego filmu w kolorze, to, że twarze wszystkich bohaterów rozświetla wewnętrzna siła. Że oni rzeczywiście przezywają tę chwilę wolności, że oni żyją sytuacją, w której rzeczywiście świadomie powiedzieli okupantowi i totalitarnemu złu: nie! To była świadoma decyzja, oni tak myśleli i byli tego pewni. Zagadką jest to, dlaczego ci ludzie będąc przecież autentycznymi postaciami wyglądają jak aktorzy. Właśnie tak wyobrażam sobie aktorów, których należałoby obsadzić w ich rolach. Operator mówi do nich, żeby się uśmiechnęli, ale widać, że oni się uśmiechają bez tego polecenia.

W drugiej części filmu pojawiają się sceny drastyczne. To chyba nie jest film dla wszystkich?

To nie jest film dla wszystkich. To jest film dla starszych uczniów podstawówki i starszej młodzieży. Minimum od 12 lat.

Ile razy widział pan już ten film?

Na rożnych etapach montażu widziałem go może nawet kilkadziesiąt razy. Ale w formie skończonej trzy razy.

Jakie ma pan osobiste refleksje po projekcji?

Ten film trzeba oglądać więcej niż raz, tam są ukryte pewne, niedostępne przy pierwszym oglądaniu szczegóły. Warto wpatrywać się w te twarze na drugim planie. Ja zawsze patrzę, czy gdzieś być może nie dostrzegę swojej babci. Moja rodzina walczyła w powstaniu, babcia walczyła w Śródmieściu.

Ile osób udało się zidentyfikować z tych, które pojawiają się w filmie?

Już 130. Niebawem, jeszcze w maju pojawi się album ze zdjęciami, w którym wszystkie rozpoznane osoby będą miały swoje biogramy.


not. Marcin Wikło

fot. powstaniewarszawskiefilm.pl

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook