Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Tuskobus bez Tuska

22.09.2011

Ledwo Tuskobus wyjechał w Polskę, a premier już z niego znikł. We Wrocławiu zamiast niego z autobusu wyszli do ludzi inni znani politycy PO. Czyżby premier miał już dość spotkań po trzech dniach podróży?

W Kutnie premierowi wystarczyło wigoru jedynie na pierwsze 2 minuty spotkania z mieszkańcami miasta. - Czy Pan premier przyjechał tu dla dziennikarzy czy dla społeczeństwa? - zaczepił Tuska jeden z obecnych mężczyzn. Po chwili zaczął mu zadawać trudne pytania i opowiadać jak ciężko żyje się na prowincji: - Jak można rządzić 40-milionowym krajem z autobusu? - nie mógł się nadziwić mieszkaniec Kutna. Potem premiera w obroty wzięły starsze kobiety i był w jeszcze większych opałach.

We Wrocławiu twarzami Tuskobusu byli… marszałkowie Grzegorz Schetyna i Bogdan Borusewicz. Co ciekawe, Schetyna z miasta do miasta podróżował samochodem, a nie autobusem. Dopiero przed postojami przesiadał się do pojazdu PO. Twierdził, że działo się tak, by było szybciej.

Sztabowcy PO tłumaczą, że premier ma obowiązki związane ze swoim urzędem. Krytycy pytają, czy to nie obawa przed kolejnymi spontanicznymi spotkaniami z kibicami, albo niewygodnymi pytaniami w stylu słynnego już „Paprykarza”. - Najważniejsze dla sztabu PO jest to, by Tuskobus po prostu był. Jak premier będzie zajęty, to się pokaże ministrów, a jak ci będą zajęci, to zobaczymy sam autobus – ocenił politolog Bartłomiej Biskup. Czy to przyniesie wyborczy sukces? Nie jest to takie pewne.

W poniedziałek w małym miasteczku Chełmża premier rozmawiał z ludźmi przy śpiewach kibiców: „Donald matole, twój rząd obalą kibole”. Grupa kibiców miejscowego klubu miała też transparenty. „Przeżyliśmy Ruska, przeżyjemy Tuska” i „Kibole – temat zastępczy”.

Kibice pojawili się już na starcie Tuskobusu. W Piastowie przy wejściu do odwiedzanej przez Tuska szkoły wywiesili transparent „Dosyć kłamstw”. Kibiców, którzy chcieli wejść na otwarte spotkanie legitymowała policja, chociaż nie miała ku temu żadnego powodu. Miał być sukces, a okazuje się, że premiera czeka ciężka przeprawa z obywatelami. Tak było też w Koninie, Wrześni i Poznaniu.

Wizyta Tuskobusu w danej miejscowości to wydarzenie w lokalnych mediach. Jak podkreślają dziennikarze, którzy relacjonowali te wizyty, doradcy premiera bardzo dbają o miejscowe media. Ale nikt nie jest w stanie powiedzieć, czy ostatecznie ten sposób dotarcia do ludzi okaże się strzałem w dziesiątkę. Zagrożenie, że będzie to autobus, który zawiezie Tuska w wyborczą przepaść jest duże, bo ewentualnych wpadek nie da się ukryć – niemal każde spotkanie jest transmitowane na żywo lub szeroko omawiane w serwisach informacyjnych. Na spotkaniach z prostymi ludźmi władza rządowego pijarowca Igora Ostachowicza niewiele znaczy, bo na takich spotkań nie da się w całości wyreżyserować.

Mariusz Mikietyński

 

[Fot. PAP/Radek Pietruszka]

Czytaj też: Z Tuskobusu widać lepiej


CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook